W ostatnim tygodniu w amerykańskich mediach ukazały się dwa ciekawe teksty, traktujące o stylu uprawiania polityki przez prezydenta-elekta. Sądzę, iż warto przyjrzeć się obu tym artykułom w taki sposób, jakby stanowiły dwa odrębne, choć niewykluczające się, spojrzenia na jedno zagadnienie.
Tekst opublikowany przez Reuters: Business could learn from Obama style, experts say, przedstawia Obamę jako sprawnego CEO, który bez problemu mógłby być szefem korporacyjnego biznesu (swoją drogą ktoś, kto będzie dowodził największym światowym mocarstwem, powinien mieć predyspozycje do sprawnego zarządzania dużą firmą). Z kolei artykuł, który ukazał się w Newsweek: Change 2.0, Can Obama create a truly transformational presidency? stawia pytanie: czy prezydent-elekt jest w stanie dokonać rzeczywistej transformacji, o której opowiadał w tak efektowny i profesjonalny sposób podczas kampanii?
Podczas gdy do tego, aby stać się w oczach biznesmenów doskonałym kandydatem na CEO, wystarczy, jak pisze Reuters, sprawnie, ze spokojem i opanowaniem (No Drama Obama) przejść przez trudne momenty kampanii (porażka w New Hamphshire i kryzys związany z osobą pastora Jeremiaha Wrighta), to do tego, aby zostać uznanym doskonałym Prezydentem Stanów Zjednoczonych, trzeba umieć przeprowadzić obiecane zmiany. Zmiany, których nadrzędnym celem jest dobro społeczne, a nie – w odróżnieniu od działalności biznesowej – zysk przedsiębiorstwa. Obama być może jest wspaniałym kandydatem na CEO, ale niekoniecznie musi być wspaniałym mężem stanu.
Biorąc pod uwagę ogólnospołeczne przekonanie o tym, iż stanowisko Prezydenta Stanów Zjednoczonych kupuje się za pieniądze lobbystów i korporacyjnych bonzów, niemożliwym wydają się do przeprowadzenia zapowiadane radykalne reformy zmierzające do pozbawienia biznesu wpływu na amerykańską administrację. Wątpliwości dotyczące powiązań Obamy z Wall Street i innymi grupami nacisku obecne były od samego początku kampanii, ja pisałem o tym również w tekście Obama – zmiana czy status quo? Czy zatem realnym scenariuszem jest odsunięcie od władzy grup osób, które stoją za wybranym właśnie prezydentem? Czy Obama okaże się kolejnym doskonałym CEO – być może najlepszym CEO wśród amerykańskich prezydentów – czy jednak wielkim reformatorem i rewolucjonistą amerykańskiej polityki? Czy rację mają eksperci od wielkiego biznesu, wychwalający na łamach Reuters zdolności managerskie młodego prezydenta, czy też rację ma Lessig, upatrujący w prezydencie-elekcie największego reformatora amerykańskiego życia politycznego ostatnich czasów?
- Obama – zmiana czy status quo?
- Prezydent Obama - słowa i czyny
- Sen spełniony: Barack Obama prezydentem USA
- Program Obamy - yes he can? (część I, część II)


Komentarze
Pokaż komentarze (4)