14 obserwujących
309 notek
208k odsłon
3387 odsłon

Polskie nieroby

Wykop Skomentuj138

„W Polsce nie jest problemem to że ludzie za mało zarabiają ale to że ich szefowie zawsze zarabiają za mało”

Powyższe zdanie mówi całą prawdę o polskim rynku pracy i możliwościach firm które pracowników zatrudniają. Myślę że nie ma tu dużego rozgraniczenia czy właścicielem jest Polak czy firma niemiecka w większości przypadków pensje pracowników w naszym kraju są na niskim poziomie w porównaniu z mitycznym zachodem. Przemieszkałem po za polską ok 20 lat i dwa lata temu zdecydowałem się na powrót, jako że w branży produkcyjnej koniunktura mimo wszystko jest dobra a ja będąc przez lata managerem średniego szczebla chciałem moje doświadczenie wykorzystać w „domu” do tej branży skierowałem swoje kroki. Mając świadomość w jaki sposób wyglądają rozmowy o pracę na zachodzie z premedytacją  wysłałem CV do firmy której właścicielem był Niemiec. Pierwsze złudzenia opadły gdy przyszło do rozmów o zakresie obowiązków który był dłuższy niż niejedna dyrektywa EU ale największe rozczarowanie przyszło podczas rozmowy i finansach. Szef zapytał wprost ile chciałbym na stanowisku kierowniczym ( zarządzanie grupą 450 pracowników w tym ok 150 zewnętrznych pracowników Ukrainy ) a ja podałem na kartce sumę ( tak, dokładnie jak ten Pan rzekomo w KNF, tyle że ja się do tego przyznaję ) i wielkie oczy szefa że tyle to u niego dyrektorzy nie zarabiają i że nie jesteśmy na zachodzie… Moja odpowiedź była krótka „nie wiem ile u Pana zarabiają dyrektorzy, na zachodzie poprosiłbym dokładnie taką samą sumę tyle że w euro”. Mina właściciela bezbłędna... Mimo wszystko doszliśmy do porozumienia i wylądowałem w okolicach 7 tyś zł na stanowisku kierowniczym + premia uznaniowa od wyników. Ochoczo wziąłem się do pracy sprzątając dosłowną „stajnię Augiasza” którą zastałem. Po roku pracy ograniczyłem straty o ok 75 % zszedłem z nadgodzin o ok 95% optymalizując produkcję pod względem kosztów i wydajności. Jak policzyłem czysty zysk dla firmy z mojej pracy to 6 zerowa kwota i 4 z przodu. Wtedy poszedłem do szefa porozmawiać o premii od wyników. Usłyszałem że koniunktura zła, że to nie ta chwila, że w sumie są zadowoleni z mojej pracy ale… „Ale” w komunikacji werbalnej zapomina wszystko co było wcześniej. W drugim roku pracy zoptymalizowałem kolejne wskaźniki, wprowadziłem zasady Lean Managment, sam robiłem szkolenia kadrze kierowniczej i przygotowywałem do kolejnych etapów. Produkcja w tym czasie wzrosła o ok 25 % i zamówień zaczęło przybywać. Podczas drugiej rozmowy szef stwierdził ale… Pracownicy to są nieroby i się obijają a można by było wyciągnąć więcej, więc jak to wyciągnę to będziemy rozmawiać o  procencie itd. Kolejnej rozmowy szef unikał jak ognia a teraz wyprowadził się z polski jak to określił „z przyczyn podatkowych” a nowy „członek” zarządu nie wie nic o naszych ustaleniach i powtarza jak mantrę że rynek jest ciężki mową korposzczurka skąd do nas przyszedł. Końcem lutego złożyłem wypowiedzenie mając już w zanadrzu ofertę innej firmy na dużo korzystniejszych warunkach. W firmie szok i niedowierzanie i próby nakłonienia mnie do pozostania rzucając jakieś ochłapy na stół. Podziękowałem a że umowa nie była jeszcze stała z początkiem kwietnia idę dalej i dali Bóg że powinno być lepiej.

Mój przykład pokazuje jak traktuje się u nas ludzi którzy zarabiają realne pieniądze dla firmy a musiałbym jeszcze opisać całą firmę czego robić nie chce, żeby dopełnić obraz mojego rozczarowania jak rozbudowana administracja, wsadzanie kolegów i koleżanek itp. Rozumiem obecną ekipę rządzącą która jak może blokuje pracowników firm zew. ( Czytaj Ukrainy ) jak również daje programy socjalne aby niejako zmusić pracodawców do podwyżek bo traktowanie pracowników w ten sposób powodowało po pierwsze emigrację zarobkową po drugie niechęć do pracy wśród młodych. Póki nie zaczniemy nagradzać pracowników za ich prace, a mogę to z doświadczenia powiedzieć bo pracowałem i w Austrii i w Niemczech i Wielkiej Brytanii że polscy pracownicy są jednymi z najwydajniejszych w Europie. Problem w tym że pracodawcy traktują nas jak głupków myśląc że za kromkę chleba będziemy się zabijać. W Warszawie dyrektor Wedla jest wielce zdziwiony że za 2157 zł na rękę tak ciężko mu znaleźć pracowników. Nie patrzy na to że koszty utrzymania samego mieszkania przewyższają w Warszawie wypłatę że nie wspomnę o takich rzeczach jak kino, wakacje czy wyjście do kawiarni. Tak samo jak Pani Martyna Wojciechowska była zdziwiona że ludzie nie chcą z nią za darmo pracować bo przecież ona jest znana a jej słowa „Powinno się pracować dla idei a nie dla pieniędzy” to majstersztyk. Już Brassens w swojej piosence pisał:

Ponieśmy dla idei śmierć
Któż zna ideę większą…


I w refrenie:

Ponieśmy za ideę śmierć ale nie zaraz
Śmierć tak, ale nie zaraz


I wydaje mi się że wielu pracodawcom to hasło przyświeca. Ludzie maja się cieszyć że maja pracę a nie żądać jeszcze jakichś pieniędzy za to, a jeśli już to przynajmniej minimalnych bo szef musi zarobić te miliony i wozić się najdroższym autem. Pracownik to w Polsce nikt i pracodawcy nie chcą sobie wbić do głowy że gdyby taką firmę otworzyli np. w Niemczech to koszty samych pracowników byłby cokolwiek 4 krotnie większe a i tak jeździł by wypasionym mercedesem. U nas jest natomiast drenowanie do zera i tak zwane zarzynanie złotej kury. Jeśli pracodawcy się nie opamiętają i nie zaczną płacić godziwie pracownikom to wkrótce ich im zabraknie i będą musieli swoje firmy wyprowadzić na zachód gdzie znajdą i Polaków do pracy ale już za godziwą stawkę. Im więcej ciśnienia jest na pracodawców w postaci dodatków socjalnych tym wyższe wymagania ma pracownik a gdy pracodawca stanie w obliczu strat z tytułu braku pracownika być może wpadnie na to aby jednak zapłacić godziwie. Dość tego dziadowania i sprowadzania nas do roli robola za grosze. Potrafimy i chcemy pracować ale za godziwą pensję  a nie ochłapy.

Wykop Skomentuj138
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo