5 obserwujących
64 notki
35k odsłon
  1110   0

Dlaczego niektórzy decydują się na pogrzeb bez księdza?

Gdy zaczęło się ściemniać Irena zdecydował się wejść i podać swojej przyjaciółce worek z chlebem. Trzęsąc się cała minęła jednego z Niemców i podała pożywienie swojej przyjaciółce. Gdy to zrobiła Niemiec podniósł karabin i wycelował lufę w jej kierunku, przygotowując się do oddania strzału, po chwil jednak opuścił broń i ruchem ręki kazał jej się oddalić. 


To był ostatni moment, w którym moja babcia widziała swoją najlepszą przyjaciółkę, nigdy więcej nie dowiedziała się niczego o jej losie i losie jej rodziny. 


O tym co stało się z Żydami z Konina opowiedział potem jeden z Polaków, Mieczysław Sękiewicz, lekarz weterynarii z tego miasta: 


 „W połowie listopada 1941 roku, o czwartej nad ranem, do mojej celi

w więzieniu przyszli gestapowcy i kazali mi przygotować się do wyjazdu. Skuli mnie kajdankami i wsadzili do samochodu osobowego, w którym dostrzegłem również kilku innych kolegów z więzienia, towarzyszy niedoli. Siedzieli z tyłu samochodu, ręce i nogi mieli skute kajdanami. […] Usiadłem obok nich,

a gestapowcy również i mnie skuli nogi. Wsiedli do samochodu i odjechaliśmy. […] Za Kazimierzem Biskupim [8 km od Konina], kiedy wjechaliśmy do lasu, samochód skręcił w dróżkę leśną. […] W poprzek polany wykopano tam dwa doły. Pierwszy, znajdujący się bliżej dróżki, miał około ośmiu metrów długości

i sześciu szerokości, był głęboki na jakieś dwa metry. Po drugiej stronie polany, niemal równolegle do niego, znajdował się drugi dół, tej samej głębokości, długi na piętnaście metrów i szeroki na sześć. Pomiędzy dołami była wolna przestrzeń. […] Wokół polany […] stali lub siedzieli Żydzi. […] Nie potrafię powiedzieć, ilu ich było, częściowo zasłaniały ich drzewa. […]


W tłumie znajdowali się mężczyźni, kobiety i dzieci, również matki z dziećmi

na rękach. Nie wiem, czy byli to polscy Żydzi. Później powiedziano mi,

że pochodzili z Zagórowa [wioski położonej 25 km w dół biegu rzeki od Konina]. Rozpoznałem między nimi krawca i kupca z Konina, ale nie znam ich nazwisk. Ścieżki i polany pełne były Niemców. Poza nami trzema, przywiezionymi

z Konina, było tam również około trzydziestu innych Polaków. Nie wiem, skąd pochodzili. Na dnie większego dołu widziałem warstwę wapna. Nie wiem jak grubą. W mniejszym dole nie było wapna. Gestapowcy ostrzegli nas, że las

jest otoczony i dobrze pilnowany i jeśli spróbujemy uciec, to dostaniemy kulę

w łeb. Następnie kazali zgromadzonym Żydom zdjąć ubrania – najpierw tym, którzy znajdowali się przy większym dole. Potem kazali do niego wskakiwać rozebranym do naga ludziom. Brak mi słów, aby opisać rozlegające się jęki

i płacz. Niektórzy wskakiwali do dołu bez rozkazu; inni opierali się i byli bici

przez Niemców, po czym spychani do dołu. Niektóre matki wskakiwały do środka trzymając na rękach dzieci, niektóre wrzucały dzieci, inne odrzucały je na bok. Jeszcze inne spychały dzieci do dołu i wskakiwały za nimi. Kilka kobiet pełzało po ziemi, całując buty gestapowców i kolby ich karabinów. Kazano nam wejść między Żydów i zebrać odzież i buty. Kiedy zobaczyliśmy, że do stosu,

na który układaliśmy zegarki, pierścionki i inne kosztowności, podchodzili Niemcy i napychali sobie nimi kieszenie, zaczęliśmy odrzucać cenniejsze przedmioty

w głąb lasu.


W pewnym momencie Niemcy kazali Żydom przestać się rozbierać, dół był

już pełny. Było w nim widać jedynie ciasno upakowane głowy. Stojący

na zewnątrz Żydzi, którzy już się rozebrali, zostali popchnięci na głowy znajdujących się w dole. Cały czas zbieraliśmy ubrania, buty, pakunki, żywność, koce i inne rzeczy. Trwało to aż do południa, kiedy przyjechała ciężarówka

i zatrzymała się na dróżce przy polanie. Na ciężarówce znajdowały się cztery beczkowate pojemniki. Niemcy uruchomili mały silnik – była to zapewne pompa – i podłączyli wężami do jednego z pojemników, a dwóch żołnierzy przeciągnęło inne węże od pompy do dołu pełnego ludzi. Pompa zaczęła pracować

i gestapowcy polewali znajdujących się w dole ludzi wydobywającym się z węży płynem, była to chyba zwykła woda. Wąż podłączano po kolei do pozostałych pojemników. Wapno w dole zaczęło się lasować i ludzi po prostu gotowano żywcem. Krzyki były tak przeraźliwe, że zatykaliśmy sobie uszy leżącymi na stosie fragmentami ubrań. Oprócz cierpiących w dole, krzyczeli również Żydzi znajdujący się na zewnątrz i oczekujący na własną zagładę. Trwało to ze dwie godziny, może dłużej. Kiedy zrobiło się ciemno, poprowadzono nas do drogi,

na skraj lasu.


Dostaliśmy kawę i po ćwierć bochenka chleba każdy. Wzdłuż linii lasu stało sześć lub siedem ciężarówek okrytych plandekami. Stłoczono nas wewnątrz nich, tak że leżeliśmy koło siebie twarzami w dół i nie mogliśmy się ruszyć. Kazano nam spać w tej pozycji. Słyszałem jeszcze cały czas krzyki, ale byłem tak zmęczony, że szybko zapadłem w sen. Rano Niemcy kazali nam przysypać większy dół ziemią. Powierzchnia dołu wyglądała, jakby przysypano ją pyłem. Masa ciał ludzkich pod spodem skurczyła się i zapadła w głąb. Ciała były upakowane tak ciasno, że wyglądały jakby stały, jedynie głowy zwieszały

się w różne strony. Nie zdążyliśmy zasypać dołu dokładnie, miejscami spod ziemi wystawały ręce, ale przyjechały ciężarówki i kazano nam ładować

na nie zebrane na stosach rzeczy – oddzielnie ubrania, buty i wszystkie inne przedmioty."


Kilka dni po likwidacji i wymordowaniu wszystkich Żydów z Konina, moja babcia mając 16 lat poszła razem z rodzicami na niedzielne nabożeństwo do kościoła. 

Rodzina Lewandowskich siedziała zawsze w jednej z pierwszych ławek. Był słoneczny ale mroźny dzień, słońce wpadało przez okna do świątyni. 


Ksiądz który prowadził mszę przemówił do wiernych nawiązując do wywiezienia Żydów. Mówił najpierw, że stała się rzecz straszna i tragiczna, że tysiące ludzi musiało opuścić swoje domy ..a potem stwierdził, że ta sytuacja ma jednak swoje dobre strony. Że Żydzi sami sobie byli winni, że to co ich spotkało jest karą za ukrzyżowanie Jezusa. Że Niemcy wiedzą co robią, i że w końcu kraj oczyści się z żydostwa. 


Moja babcia po tych słowach wstała, wyszła z ławki i podeszła do księdza wchodząc na ołtarz, ludzie zgromadzeni w świątyni zamarli. Szesnastoletnia dziewczyna przez długi czas w zupełnej ciszy patrzyła mu prosto w oczy. Potem odwróciła się i powoli wyszła z kościoła, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi. 


Nigdy już do kościoła nie wróciła.


Pamiętając o doświadczeniach moich dziadków, kilka lat temu zainicjowałem uruchomienie instytucji o nazwie Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, jeśli Państwo jej nie znacie kliknijcie w link:


www.omzrik.pl 


Rafał Gaweł


Źródło: linkhttps://www.facebook.com/100034612523724/posts/463731164790630/

*) Niektórzy oskarżają autora wspomnień o konfabulację

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo