5 obserwujących
64 notki
35k odsłon
  682   0

(Współ)życie w celibacie

Życie pisze najciekawsze scenariusze.  

Suplement do notki "Zagrożony celibat"

http://via.vitae.salon24.pl/735583,zagrozony-celibat

Od sześciu lat jestem potajemnie żoną katolickiego księdza. Gdyby nie istniał celibat, z dużym prawdopodobieństwem już 15 lat temu (po naszym pierwszym spotkaniu) zostalibyśmy małżeństwem, mielibyśmy dziś dzieci. Ze zrozumiałych względów pragnę zachować anonimowość, opowiadając o naszych doświadczeniach.

 

Reguła celibatu wpływa na przebieg naszego życia w stopniu wręcz ekstremalnym.

Poznaliśmy się przy wspólnym projekcie: mszy świętej w lesie, którą organizowałam z moją ówczesną klasą. Byłam jedną z ministrantek. I, mimo to, zaiskrzyło wówczas między nami. Minęło wiele lat, podczas których każde z nas szło swoją własną drogą. Aż do ponownego spotkania.

Nasz związek trzymamy w absolutnej tajemnicy. Miejscowości, w których mieszkamy, oddalone są od siebie o 60 km, między innymi ze względów "bezpieczeństwa". Gdy razem podróżujemy, mamy sygnał, na który się rozdzielamy, kiedy jedno z nas zobaczy znajomą twarz. Żyjemy w ciągłym napięciu, że zostaniemy odkryci. Przyłapani na gorącym uczynku. Na przestępstwie?

Tak, wciąż tak to odczuwam, choć przecież Biblia pełna jest nauczania Jezusa o tym, jak egzystencjalnie ważna jest miłość. Pod każdym względem. Miłość to coś czystego. Miłość daje energię i siłę. Miłość jest dla nas wsparciem w trudnych okresach naszego życia. Dzięki miłości potrafimy zaufać i otworzyć się na nowe tam, gdzie w przeciwnym razie nigdy byśmy się na to nie zdobyli.

Praca, do której niezbędne jest powołanie

W czym niby tkwi grzech? Dlaczego odmawia się miłości człowiekowi, który tak wiele własnej energii życiowej daje innym ludziom? Miłości, która dla każdego człowieka jest równie ważna, co pożywienie. Będącej pożywieniem dla serca i duszy, pożywieniem, które pozwala rozwijać się duchowo. Czy ludzie pracują lepiej, kiedy głodzi się ich duszę i człowieczeństwo?

Mój partner pracuje przeciętnie od 7.30 rano do około 21.30 wieczorem, ponieważ spotkania odbywają się w godzinach popołudniowych. Gremia w parafiach (a mój partner odpowiada za trzy parafie) prowadzone są przez wolontariuszy pracujących nieodpłatnie, co oznacza, że oczywiście mogą mieć miejsce tylko w późniejszych godzinach, po pracy.

Ale nawet po spotkaniach jego obowiązki nie dobiegają wcale końca. Czekają jeszcze najświeższe e-maile, na wypadek, gdyby trzeba było pilnie odpowiedzieć w jakiejś sprawie. Teoretycznie oddają mu za to jeden dzień w tygodniu, ale oczywiście także w tym dniu telefon zostaje włączony. W końcu ludzie umierają codziennie. To praca, do której niezbędne jest powołanie, w przeciwnym bowiem razie nikt nie podoła takiemu natłokowi zadań i odpowiedzialności. Weekendy nie mają takiego charakteru jak u innych ludzi. Odbywają się wówczas śluby, chrzty, msze poranne, wieczorne i tak dalej. Dlatego spędzam te dni sama. Przetrwanie tego czasu ułatwia mi świadomość, że przecież podobnie mają też pielęgniarki, lekarze czy ludzie pracujący w systemie zmianowym. Podstawowa różnica jest jednak taka, że my nie zobaczymy się wieczorem w domu – ponieważ nie możemy razem mieszkać. On żyje swoją pracą, to jest jego misja, jego przeznaczenie. Znajduje spełnienie w niej i w ludziach, którzy szukają z nim kontaktu z nadzieją i zaufaniem, z nową perspektywą. On daje ludziom siłę. Dziś spowiedź przebiega zupełnie inaczej niż dawniej. Dzięki Bogu skończono z recytowaniem katalogu grzechów. Obecnie spowiedź ma charakter terapii i porady. Chodzi o wsparcie w chwilach zwątpienia, o znalezienie nowych dróg. Także to ukazuje, jak urozmaicony jest to zawód, mogący przynieść poczucie samorealizacji.

Mój partner jest księdzem z zamiłowania, to jego pasja. Jego praca jest tym, co nas złączyło, ale też źródłem naszego cierpienia, ponieważ po naszym pierwszym spotkaniu on przez te wszystkie lata wciąż ją wykonywał. Jestem przekonana, że gdyby z niej zrezygnował, gdyby nie mógł dalej realizować się w ten sposób, byłby nieszczęśliwy. Mimo to wciąż pozostaje gorzki posmak na myśl o całej tej energii utraconej na ukrywanie się. On kocha nie tylko swoje powołanie, on kocha również mnie. Poza naszym związkiem nie ma dla niego innego źródła otwartej refleksji, okazji do rozmów bez zahamowań czy okazania chwili słabości – bo przecież na zewnątrz ksiądz zawsze musi pozostać księdzem. Jest związany na dobre i złe ze swoją rolą. 24 godziny na dobę. Siedem dni w tygodniu.

Pancerz księdza

Wniosek z naszej historii? On niedługo skończy 60 lat. Zdecydował, że w tych warunkach nie chce już dłużej pełnić posługi. Niemal codziennie rzeczywistość konfrontuje go ze świadomością, że nie ma sensu odkładać rzeczy na później. I dlatego w najbliższej przyszłości trzy kolejne parafie zostaną bez księdza.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo