Dziś kolejna odsłona dialektyki L.Kaczyńskiego nt. traktatu Lizbońskiego.
Za Onetem:
"L. Kaczyński przyznał, że jest zdziwiony, iż mimo jego nieobecności Sakrkozy przyjeżdża do Polski. Zaznaczył, że to on zaprosił francuskiego przywódcę do Juraty.
Przypomniał, że przedmiotem jego rozmowy z Sarkozym miał być Traktat Lizboński.
Prezydent ocenił, że przyjazd głowy francuskiego państwa jest "pewną formą nakłaniania go do podjęcia w tej chwili decyzji" (dotyczącej Traktatu Lizbońskiego. - Przy całym olbrzymim szacunku i sympatii do prezydenta Sarkozy'ego nie sądzę, żeby było to szczególnie trafne - stwierdził L. Kaczyński."
Chciał gadać z Sarkozym o traktacie, a jednocześnie uwaza, że taka rozmowa to "forma nacisku".
Ktokolwiek jeszcze to rozumie, bez wódki, o co chodzi L.Kaczyńskiego z traktatem Lizbońskim ?
PS. Podejrzewam, ze sam juz nie wie co robić. Brat zakazał mu podpisywania. Sarkozemu kilka miesiecy coś obiecał, więc teraz daje dyla ze wstydu do Azji. Ale jednocześnie zaczyna do niego docierać, że w ten sposób sam się na własne żądanie eliminuje z europejskiej polityki.Zadryblował się na smierć.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)