Była chyba 6 rano, kiedy coś dziwnego mnie obudziło. W półmroku pokoju zobaczyłam w nogach łóżka smacznie chrapiącego Jeżowatego, dwa koty i jakiś niezidentyfikowany, burawy kłębek. Jakby szmatę, albo skołtunioną wełnę. Usiadłam na łóżku, z lekka nieprzytomna. Oburzona szmatka podniosła łepek i zobaczyłam Pimpka, w całej swojej psiej rozciągłości. Pimpek – coś jakby skrzyżowanie szczotki do klozetu ze sfilcowaną wełną - to pies Rysia, zza rzeczki. Kawał drogi...
Padłam spokojnie na poduszkę, wydawało mi się, że słyszę koło domu pracujący traktor. Waldek, syn Rysia, miał dziś u nas kosić. Widać Pimpek przylazł za nim i postanowił się zdrzemnąć.
Pimpek wstał kilka godzin później, zjadł spokojnie śniadanie z psiej miski, dopił mlekiem i z godnością wlazł na moje łóżko. Zakręcił się kilka razy, udeptał i zasnął.
Zaczęłam się spokojnie ubierać, aż tu otwierają się drzwi werandy i wpada Rysio.
- Gdzie Pimpek?!
- W łóżku – odrzekłam niepewnie, usiłując wbić się w T-shirt, który jakoś dziwnie się skołtunił.
- To ty młoda z moim psem spisz, a ja go po nocy po wsi szukam?! - wyraził oburzenie Rysio, grzebiąc w pościeli - jego tu nie ma!!! Zadzwonić, kurwa nie możesz, ino mi ludzie mówią, ze on tu?!
Fakt - Pimpek z łóżka wyparował. Nie miałam pojęcia, że zwiał. Myślałam, że z Waldkiem przyszedł... Z podwórka dobiegało zadowolone z życia szczekanie. Pimpek i Jeżowaty ścigali się wzdłuż domu. Wojtek, w piżamce, wyskoczył i złapał Pimpka.
- To ja ci cholero, żryć daję, a ty po ludziach, powsinogo, łazisz? - mruczała Rysio tuląc odnalezionego Pimpka.
Pimpek został zapakowany do samochodu i odwieziony do domu.
Wieczorem pojechaliśmy na ryby do Rysia. Pimpek stał uwiązany na postronku. Po drodze na pomost spotkałam Rysiową:
-Stary to całą noc go szukał – oznajmiła konspiracyjnie - Balim się, że go samochód przejechał. Patrzaj – krów ma tyle, koni, kaczek, kotów. A o psa na wieś w nocy jedzie... A on u was co żryć dostał, bo wybredny...
Dostał. A mój syn za ratunek niesiony Pimpkowi dostał duże lody w barze Rysia, nad Krutynią (Spanie na sianie 50 metrów). Kto spływał Krutynią, ten wie, o co chodzi.
Pimpek ma szlaban do jutra. Mleko mamy, mięsko też się znajdzie. Tylko faktycznie - cholera wybredna. Kaszę i warzywa cedził przez krzywe zęby.
I niech mi ktoś powie, że chłop (prawdziwy) zwierząt nie szanuje. Kiedy odjeżdżaliśmy od Rysia, zobaczyliśmy, jak szepce coś koniom na pastwisku do ucha. Przysłuchiwały się temu całe szczęśliwe.
Komentarze
Pokaż komentarze (2)