Wedzisko się wygina, w wodzie zaledwie trupek. Jasna cholera... Spieprza w trzciny. Gdzieś w okolicy powalonych drzew. Szumi mi w głowie niedawna opowieść Majstra Biedy o tym, dlaczego nie powinno sie takich pni sciągać. Cholera by ci wzięla.. Skuriwel mi się obwija, wije i skacze... Mały spławik, przypon wprawdzie wolframowy, ale jak przetnie.?... Szarpię, on tez. zabawa - dla mnie, bo dla niego to walka o życie - przednia. Szczytówka wali jak cholera, miękka. Nie dam rady. Holuję drania. Wali jak skurwysyn. Klnę na czym świat stoi. Skaczę do wody. W dżinsach, T- shircie i w adidasach. Nie odpuszczę.
Jak się dobrze nie przyhaczył, to wywinie haczyk. Byłam nastawiona na cos innegoi, a tu coś się wije.... Węgorz? Widzę kawałak grzbietu. Czarny, wąski. Koledzy z pomostu stają do góry nogami z siakami w rękach. Walczę dalej. Holuje na płyciznę, ktoś podstawia podbierak.
Węgorz. Ktoś przynosi wagę. 6 kilo. Jak się utrzymał na małej przyponie?
Dzwonię do przyjaciela.
- Fajnie, trafiłaś rekord? Bo wiesz, nie mogę rozmawiać.
W dupie mam rekord, skarbie. Ja tez nie moge rozmawiać.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)