Moja pierwsza notka na Salonie nazywała się „Pieprzę to!”. Ładne, dźwięczne i wpadające w ucho. Sama się zadziwiłam, ze jestem taka zdolna., Pierwszą osobą, która mnie odwiedziła była ŚpiEwka, z którą potem toczyłam najprzeróżniejsze boje. Drugą - Ufka, którą niebawem poznałam prywatnie. Obie powitały mnie szalenie sympatycznie i tego im nie zapomnę.
O czym to ja nie pisałam... Wykłócałam się o Pierwsza Komunię i zasadność robienia z niej imprezy na kilkaset osób, broniłam Rywina, pisałam o Jedwabnym i o moim synu. Dostawało mi się z lewa i z prawa, i pewnie nadal tak będzie. Wywaliłam z mojego blogu kilku co bardziej chamowatych kolesi, sama zostałam wylana przez kilka osób, ale - jak się potem okazało – w niezłym towarzystwie, bo jedną z moich oponentek, którym szczególnie zalazłam za skórę była Maryla. Dowiedziałam się o sobie mnóstwa rzeczy, o które nigdy bym siebie nie podejrzewała - byłam żydokomuną, masonką, katem dziecka, chłopomanką, wariatką. Toczyłam dyskusje o rybach, rodzajach szczytówek i wielkości węgorzy. Walczyłam o moją lipową aleję i o naprawienie mostku. Chyba jednak ktoś to czyta, bo obie rzeczy się udały.
Ale przede wszystkim opowiadałam Wam o Mazurach - tych moich, zamkniętych na niewielkiej przestrzeni malutkiej wsi i kilku miasteczek. Przez moje opowieści przewijali się sąsiedzi, czasami sympatyczni, czasami zawistni, ale w gruncie rzeczy porządni i dobrzy. Był Jureczek i kanka samogonu, Jerenka ze ścierą w garści, no i Rysio - mój faworyt, z niewyparzoną gębą i chłopską mądrością. Była Uma - razem ze mną byliście na Jej panichidzie. Pewnie szalenie się z tego ucieszyła, bo Internet był dla niej rzeczą niezwykłą. Chciała, żebyście o Niej wiedzieli. Był wiecznie pijany Zbylu, były wiejskie dzieciaki i przedszkolne problemy. Byliście z nami nawet na łajbie na Bełdanie. Pomagaliście mi rozmawiać z moim synem o trudnych sprawach, odsądzając mnie wprawdzie od czci i wiary, ale najczęściej - za wyjątkiem kilku już zapomnianych przypadków - z sensem.
Od Cezarego - naszego prześwietnego Rysownika, prześmiewcy - wycyganiłam śliczny rysunek, który zawisł na moim blogu dzięki pomocy sztabu ludzi pod przywództwem nieocenionego Followa. Kilka osób wyjaśniło mi, jak się do diabła wrzuca zdjęcia, ale nadal nie pojęłam, jak to robi Wodzianna, bo mi w komentarzach pokazywać się nie chcą. Moze kiedyś to pojmę. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego na jednym z komputerów nie wskakuje mi z z kropką...
Dzięki wpisom na Salonie pojawiłam się na stałe na kilku innych portalach - dopadli mnie rybołówcy i zmusili do opisywania wypadów nad jezioro, złapali mnie wielbiciele Mazur, piszę do jednego z portali dziecięcych, pojawiam się na forach żydowskich, wreszcie na ciekawych - niestety bliższych KOR :) - portalach politycznych.
Ostatnio - pojęcia nie mam, dlaczego tak późno - trafiłam do Panny Wodzianny, która ze swojego blogu uczyniła świetny Hyde Park. Poznałam tam mnóstwo pozytywnie zakręconych osób, bez których zapewne Ziemia przestałaby się kręcić. Fajne to.
Za te 100 wpisów, a przede wszystkim za Wasze komentarze - dziękuję. Fajnie Was poznać, fajnie być z Wami i czuć się jedną z Was.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)