Voit Voit
62
BLOG

Ludzie

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Mam jakieś dziwne szczęście do ludzi. Nie wiem, skąd się to bierze, ale z rzadka spotykam chamów, drani i zwykłych skurwysynów. 

 
O poranku pojechałam do Piszu. Najpierw Urząd Pracy.
 
Muszę się rozliczyć z dotacji, jestem spóźniona o dobre trzy tygodnie. Normalnie powinnam dostać pisemko, ze mam dotację zwrócić w ciągu miesiąca i cześć pieśni. Wchodzę do biura z lekka spanikowana, witają mnie trzy przemiłe niewiasty. Po dwudziestu minutach wszystko jest załatwione i podpieczątkowane. Fajna, zupełnie luzacka atmosfera. Napisałyśmy wspólnymi siłami jakieś pismo, coś dołożyłyśmy i już. Po sprawie. 
 
Kolejny przystanek – mój księgowy. Świetny, starszy pan z marsem na czole i kresowym akcentem, Szalenie dokładny. Ma ze mną problem, bo nieustająco coś gubię. W biurze wita mnie jego szalenie sympatyczna i ciepła żona, z herbatą. Poplotkowałyśmy chwilę, siadamy do rozliczeń. Moja poprzednia księgowa spieprzyła, co się dało. Nic to -  jakoś się wyprostuje, chociaż z przemówienie Pana Czesława nic nie rozumiem. Grunt, że będzie dobrze. Mam tylko zawieźć spóźniony papierek do Urzędu Skarbowego. 
 
W skarbówce lekka panika, bo papierek, który miała przesłać poprzedniczka pana Czesława, jest przeterminowany o dobre półtora miesiąca.  Wylądowałam u szefowej skarbówki. Nazwisko mojej poprzedniej księgowej wyjaśniło sprawę, zanim ja zaczęłam się tłumaczyć. 
 
-Wie pani co? Właściwie, to nie jest istotna sprawa... No tak, moglibyśmy z tym domiarem, ale po co? To zrobimy tak...
 
Po pół godzinie sprawy w skarbówce zostały wyprostowane. Odetchnęłam, bo wytrzaśnięcie 50 tysięcy to jednak pewien problem, a tyle mi groziło.
 
Po drodze zahaczam o mojego serwisanta komputerów. Wysypała się Vista, a ja nie mam płytek.    
 
-Zrobimy tak – oznajmia Pan  Sławek – Pani go tu zostawi, i tak ma pani drugi. Ja popatrzę, pooglądam. Jutro pani przywiozę. A kasę niech pani schowa, policzymy się później. Z dojazdem do pani... Ale pani go sama przywiozła. No muszę przeinstalować. Dobra -  dwie dychy. Ale potem, bo jak coś będzie nie tak? To jutro będę. 
 
Do mnie od pana Sławka jest 30 kilometrów. Tanio jakoś...
 
-Znamy się nie od dzisiaj. Dwie dychy, powiedziałem! I wypad, bo mam klienta na kredyt!
 
Wracam do domu, po drodze wpadam do Nidy, do sklepiku z wędkami. Mam cholerną ochotę na sześciometrówkę.  Mój ulubiony – a poza tym bardzo ozdobny – sprzedawca z marsową miną przygląda się moim poczynaniom.
 
-Po cholerę ma pani tyle płacić?! -  oburzył się w końcu, widząc, ze przymierzam się do kija za całe 59 złotych -  O, tu ma pani coś lepszego. Tak jak pani chciała, miękka szczytówka, cztery i pół, ciężar wyrzutu...
 
Pogadaliśmy o kijach, kupiłam, zapłaciłam. Za Mistrala z ceramicznymi przelotkami dałam całe 10 złotych. 
 
-Pani woli twardą, prawda? - zawrócił mnie z drogi szef od ryb – To ma pani jeszcze twardą szczytówkę. Od firmy. Dokładam robaki gratis. A ten woblerek to 30 groszy. No co? Nie można zaszaleć?
 
Dokupiłam jeszcze żyłkę, spławik na grunt i obrotówki. W sumie gdzieś około 30 złociszy. 
 
Przyjeżdżam do domu, a tam kilka osób w galerii. Poszło praktycznie wszystko, co miałam. Ostatnia była nieznana mi pani, która upodobała sobie kilka witrażyków.  Kupiła i wyciąga do mnie 200 złotych. Cholera, ja też takie mam, ale wydać nie mam. 
 
-Proszę to wziąć – wepchnęłam jej witrażyki do rąk - Nie mam wydać, zapłaci Pani później. Proszę mi wybaczyć kłopot.
 
15 minut później pojawiła się pani z pieniędzmi i kupą klientów do mojej galeryjki. Pani nie dość, ze dotrzymała słowa, to jeszcze dala mi sporo zarobić. Wepchnęłam moim klientom duży kosz jabłek i umówiłam się z nimi dzisiaj na pomoście. Wszyscy to lubimy, a ja wypróbuje moją nowa wędkę.
 
„Powiedz mi, zacny Fagocie, twoim zdaniem mieszkańcy Moskwy bardzo się zmienili?”
 
-Nie, Messer. Są, jacy byli. Źli, dobrzy... Więcej jest tych drugich. Ale jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć. 
 
Więc kimże w końcu jesteś?
Jam częścią tej siły, która zła pragnąc, wiecznie czyni dobro. 
 
I tym filozoficznym akcentem zakończmy nasze dywagacje.    
 
Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości