Voit Voit
48
BLOG

Nowa koleżanka

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Wieczorem załadowaliśmy z Wojtkiem wędki do plecaka, dołożyliśmy ręczniki i majtki zastępcze. Syn uznał, ze dzisiaj jest świetny dzień na kąpiel. 

Wojtek hasał przy brzegu, a ja na pomoście łowiłam ryby, w towarzystwie dwóch sympatycznych starszych panów. Słońce było jeszcze dość wysoko, ale z gruntu brały całkiem niebrzydkie płocie. Tak w połowie drugiego kilograma łupów na pomoście pojawiła się Pani z dzieckiem w wieku lat około 4. W ten sposób fascynująca dyskusja o sposobach łowienia na mormyszkę i wędkarstwie podlodowym została brutalnie przerwana.
 
-Hi hi, możemy się przysiąść? – zapytała pani, dość retorycznie, bo zanim ktokolwiek z nas zdążył odpowiedzieć rozlokowała się na pomoście i zaczęła wyciągać z plecaka kanapki, soczki i zabawki -  To moja córeczka. Śliczna, prawda? Lenuniu, powiedz dzień dobry.
 
-Zamknij się -  odpowiedziała urocza córeczka -  Loda chcę! Już! 
 
-I taka dojrzała, jak na swój wiek -  cieszyła się pani -  Oj, Lenuniu, nie patrz na tę biedna rybkę! Ona jest taka wrażliwa, czy mogłaby pani nie pokazywać jej takiej makabry?
 
-Łeb jej urżnij! -  podskakiwała z zachwytu Lenka -  Urżnij jej!
 
-A państwo tak dla rodziny te rybki łowią? Żeby mieli co jeść? - użaliła się pani, patrząc na mój kołowrotek za 4 stówy -   Tam taki biedny chłopiec się kąpie. Taki brudny, nieboraczek. Pewnie rodzice piją gdzieś w krzakach. Tak to już dzisiaj jest...
 
-To mój syn -  odparłam z niejakim zdziwieniem, bo Wojtek akurat dzisiaj był wyjątkowo czysty jak na siebie.
 
-Och, to będzie pani miała dzisiaj dla niego kolacyjkę, prawda? Naje się chłopczyna...
 
Lenka w tym czasie zajmowała się rybami w wiaderku. 
 
-Czy może pani poprosić córeczkę, żeby nie międliła ryb? -  zapytał jeden ze starszych panów.
 
-Flaki jej wypłynęły! -  oznajmiła przeszczęśliwa Lenka, patrosząc na żywca płoć -  Jak się ściśnie, to wypływają! 
 
-Och, Lenuniu! Rybkę to boli!
 
-No i dobrze -  odrzekła dziewczynka rezolutnie, wyławiając z wiadra kolejną ofiarę. 
 
-Czy może pani zabrać to dziecko?! -  nie wytrzymał nerwowo jeden z moich towarzyszy.
 
-Ona się tylko tak bawi -  odpowiedziała urażona pani
 
-Może następnym razem panią wypatroszy? -  mruknął z nadzieją pan.
 
-Idź kochanie, pobaw się z tym biednym chłopczykiem – zakwiliła piskliwym głosikiem pani.
 
-Pieprz się -  zripostowało urocze dziecko- Idź mi loda przynieś!
 
-Ależ kochanie, jadłaś już dzisiaj lody... Mamunia pieniążków nie wzięła...
 
-Wojtek, pozwól na chwilę -  przywołałam syna – masz tu kasę, kup lody dla siebie i dla Lenki. 
 
-Ja się chętnie dołożę – zgrzytnął zębami jeden z panów, usiłując wyplątać Lenkę z kilometrów żyłki -  Może pani coś chce? Niech pani pójdzie z córeczką, tam posiedzieć można... 
 
-Idź sama Lenuniu -  zapiszczała pani -  Tu pani dała więcej pieniążków. Weź mamuni piwko. Tylko, żeby zimne było. 
 
-Mama, Tomek nam piwa nie da. Za mali jesteśmy -  powiedział Wojtek
 
-Poproś Tomka, żeby podrzucił na pomost. Weźcie, co chcecie. Zapłacę przy wyjściu. 
 
-To może jednak pani z nimi pójdzie -  zaproponował jeden z panów
 
-Lenunia jest taka samodzielna... Poradzi sobie. Tylko to wiejskie dziecko... ---Chłopczyku pamiętaj, że Lenka jest delikatna. Musisz jej pilnować!
 
-Dobrze, proszę pani -  odpowiedział Wojtek
 
Tomek podrzucił piwo, pani zajęła się sondowaniem puszki. Przy okazji dowiedzieliśmy się szczegółów z życia Lenuni. Fascynujących. Dzieci wróciły całe i zdrowe.
 
-Mama, co to znaczy „pierdol się chuju”? -  zapytał Wojtek.
 
Opadła mi szczęka. 
 
-No wiesz... -  zaczęłam inteligentnie -  A skąd ty to znasz?
 
-No tak! -  wyraziła oburzenie pani, znad puszki z piwem -  Tak to już jest z tymi wsiowymi dzieciakami! Uczą Lenuni takich brzydkich wyrazów! 
 
-Wojtek? O co właściwie chodzi?! -  usiłowałam zadziałać pedagogicznie.
 
-Nie powiem. To moja tajemnica – odrzekł mój syn
 
Ściągnęliśmy kije. Po drodze wpadłam uregulować rachunki. 
 
-Co to za dzieciak?! -  zapytał mnie Tomek – Wybiera lody, w końcu daję jej jakiegoś takiego waniliowego. I wiesz co ona na to?
 
-Domyślam się. 
 
-Słuchaj, szczęka mi opadła! To koleżanka Wojtka?! Weź się zastanów, z kim on się bawi. Cholera, żeby ten sezon już się skończył... Weź kasę, ten facet, co z toba łowił już zapłacił. 
 
Poszliśmy do domu, a moje dziecko z lubością przyswajało nowe słownictwo. Dobrze, że parę płoci wpadło – mam mu co dać na kolację. Inaczej pewnie z głodu by umarł, niebożątko. 
 
-Mama, ale koty się ucieszą z tych rybek! Myślisz, że dziadek wie, co to znaczy? Ja go zapytam. A Lenunia jest super! Zaprosimy ją do nas do domu?-  podskakiwał mój syn.
 
Obawiam się, że czeka mnie poważna rozmowa z własnym ojcem. Cholera. Dobrze, że koty dostały bakszysz. Może ojcu do rana przejdzie.   
 
 
 
 
 
 
Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości