0 obserwujących
34 notki
67k odsłon
  1399   0

Amerykański wyścig

 

6 listopada Amerykanie będą wybierali prezydenta kraju. Wybory te są powszechnie na świecie obserwowane, gdyż Stany Zjednoczone mimo zadyszki gospodarczej oraz uwikłania się bez powodzenia w kilku konfliktach, są nadal najpotężniejszym mocarstwem. Tylko Stany Zjednoczone mają zdolności dokonania samodzielnie zmiany światowej sceny politycznej i wojskowej. Potężna gospodarka może pozytywnie lub negatywnie oddziaływać na resztę świata. Nadal z amerykańskich laboratoriów i uczelni wychodzi największa liczba wynalazków i noblistów. Również hollywoodzki przemysł ciągle bawi cały świat. Każdy zatem kandydat na gospodarza Białego Domu jest uważnie poznawany przez światowych analityków i polityków.

W wielu poprzednich przypadkach, urzędujący prezydent miał przewagę nad swoim rywalem. Zwykle był bardziej znany medialnie, doświadczony w administrowaniu krajem i obyty w świecie. Tym razem jest inaczej. Wyścig do Białego Domu jest wyrównany, a czasami sondaże pokazywały przewagę republikańskiego kandydata czyli Mitta Romneya. Prezydent Obama został znokautowany w pierwszej debacie. Nikłe zwycięstwa w dwóch następnych starciach wydaje się, że nie zniwelowały negatywnego wrażenia z pierwszej porażki. W Białym Domu może więc dojść do zmiany gospodarza.

Kilku miesięczna kampania wyborcza zwykle koncentruje się na wewnętrznych sprawach Amerykanów. Najistotniejsze dla wyborców są podatki, rynek pracy czy ceny domów. W poprzedniej kampanii żywa debata odbyła się na temat ubezpieczeń zdrowotnych. To też są sprawy, którymi zainteresowany jest świat. Tempo rozwoju gospodarki amerykańskiej jest istotne dla gospodarki światowej. Ewentualne zmiany amerykańskiej polityki gospodarczej w ciągu kilku lat odbijają się na reszcie świata. Międzynarodowi obserwatorzy ekscytują się jednak bardziej wszelkimi ocenami i ewentualnymi zmianami amerykańskiej polityki w odniesieniu do trwających konfliktów i kryzysów polityczno-wojskowych. Emocje komentatorów budzą oceny świata dokonywane przez kandydatów i ich opinie o sposobie międzynarodowej rywalizacji.

Końcówka kadencji prezydenta Obamy jest oceniana w kategoriach umiarkowanych i pragmatycznych. Jednak początek zapowiadał radykalne zmiany w amerykańskiej polityce zagranicznej. Obama odszedł od postrzegania świata w kontekście rywalizacji wschód-zachód. Rosji zaproponował, w ramach polityki resetu, daleko idącą współpracę i odprężenie militarne. Konsekwencją tej postawy było powstrzymanie procesu rozszerzania NATO, spowolnienie budowy tarczy antyrakietowej oraz wzajemna redukcja broni jądrowej. W tej koncepcji politycznej Europa Środkowa nie była dostrzegana przez amerykańską dyplomację. Na finiszu kadencji można było jednak zauważyć powrót do bardziej tradycyjnego kanonu polityki amerykańskiej. Rządzący obóz polityczny Demokratów sam doszedł do przekonania, iż rezultaty resetu rosyjskiego są niewielkie. Uaktualniono więc plany obronne NATO i zaczęto bardziej realistycznie oceniać politykę putinowskiej Rosji.

Obama zapowiadał również pojednawcze zmiany w polityce bliskowschodniej oraz dialog z Iranem. Ale i na tym kierunku widać powrót do tradycyjnie twardej, ale nadal nie skutecznej, polityki wobec Iranu, oraz zamrożenie inicjatyw wobec konfliktu palestyńsko-izraelskiego i bierne śledzenie tzw. arabskiej wiosny. Trudno też dostrzec zwiększoną aktywność amerykańskiej dyplomacji wobec Afryki. Właśnie tam najbardziej liczono na zaangażowanie się USA pod kierunkiem Afro-Amerykanina. Większą ekscytację obserwatorów wywołuje zapowiadany zwrot (pivot) wobec Dalekiego Wschodu i Pacyfiku.

Republikański kontr-kandydat przeprowadził radykalną krytykę polityki zagranicznej Obamy. Zarzucił mu m.in. uległość wobec Rosji, którą określił mianem największego wroga geopolitycznego Ameryki. Krytykował porzucenie najwierniejszych sojuszników. W tym kontekście wymienił Polskę. Ganił Obamę za brak zdecydowania wobec Iranu. Jednak aż do trzeciej debaty telewizyjnej Romney wypowiadał się o polityce zagranicznej dość lakonicznie. Z przedwyborczych wizyt do Wielkiej Brytanii, Izraela i Polski media powyciągały rzekome gafy i niezręczności.

Czego zatem można oczekiwać w polityce zagranicznej od zwycięskiego prezydenta? Co kontynuacja lub ewentualna zmiana gospodarza Białego Domu może znaczyć dla naszego kontynentu i dla Polski w szczególności? Odpowiedź chyba nie może być zbytnio optymistyczna.

Zwycięski Obama tarczy antyrakietowej w Polsce nie zbuduje. Zakończy drugą kadencję w styczniu 2017. Kto będzie i czy będzie realizował jego obietnicę w 2018 roku, dziś nie da się przewidzieć. Wiosną bieżącego roku cały świat usłyszał szept Obamy do Miedwiediewa na szczycie Pacyfiku w Seulu: „bądźcie cierpliwi, po wyborach będę bardziej elastyczny”. Można się tylko domyślać czym jeszcze Europa Środkowo-wschodnia zapłaci za amerykańską spolegliwość wobec Rosji. Czy pod pretekstem niejasnych przepisów dalsze firmy amerykańskie wycofają się z poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego? Czy potrzeba resetu i azjatyckiego pivotu będzie redukowała amerykańskie zaangażowanie i obecność wojskową w Europie?

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale