36 obserwujących
455 notek
711k odsłon
1908 odsłon

Seans

Wykop Skomentuj42

Pewnie dla wielu osób - dla mnie, przyznaję - również, informacja o tym że w scenariuszu wystawianego powszechnie spektaklu „Klątwa” występuje wątek zbiórki pieniędzy na zlecenie zabójstwa konkretnego człowieka – Jarosława Kaczyńskiego - była szokiem. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć że w spektaklu „Klątwa” Olivera Frlijcia nie ma odgrywania sceny takiej kwesty. To nieprawda. Aktorka informuje jednak publicznosć:

”Chciałam sprawdzić, gdzie dla was przebiega granica między fikcją, a realnością./.../ Chciałam sprawdzić, czy można tę granicę przesunąć odrobinę dalej.

.

Oliver zaproponował mi scenę, w której miałam zbierać pieniądze na zabójstwo Kaczyńskiego. Ponieważ zainspirował się pracą niemieckiego reżysera Christopha Schliengensiefa pt. "Zabij Helmuta Kohla" i miałam w tej scenie zapytać państwa, czy chcecie przeznaczyć swoje pieniądze na to wydarzenie i sprawdzić, czy nadal pozostaniemy w ramach działań artystycznych - w tym przypadku oczywiście spektaklu teatralnego. I właśnie w tym momencie powinna być ta scena, powinnam do państwa schodzić z jakimś woreczkiem, pewnie płakać, że już jest bardzo źle, prosić państwa o jakieś małe wsparcie finansowe naszej skromnej kwesty. Ale tej sceny nie ma./.../

I wbrew temu, co uważa większość osób, która spektaklu oczywiście nie widziała, tej sceny nigdy w tym spektaklu nie było. Co więcej, nigdy jej nie będzie, ponieważ jeśli gdzieś przebiega granica pomiędzy fikcją a realnością, to jest ona tutaj. Nie wiem, czy państwo wiecie, ale zgodnie z art. 55 § 2 Kodeksu Karnego, kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.”

.

Przytoczyłem tak obszerny fragment monologu – w Teatrze Powszechnym odgrywanego przez Julię Wyszyńską, ponieważ precyzja wydaje mi się tu bardzo istotna. Reżyser i aktorzy tego eventu istotnie nie nawołują bowiem do zabójstwa ani nie zbierają na nie środków – jest to forma zapytania skierowanego  do publiczności czy nienawiść jaką czuje ona do Jarosława Kaczyńskiego mogłaby ją skłonić do opłacenia mordercy. Frijć doskonale przecież wie że jego sztuka przeznaczona jest dla fanatyków antykatolickich i ludzi którzy zarówno tej konkretnej partii prawicowej w Polsce jak i jej lidera szczerze i dogłębnie nienawidzą. Od lat. Jego ofertą jest odpowiedź na tą nienawiść – usprawiedliwienie jej formą sceniczną. Stąd przecież tak fałszywie przerysowane figury, stąd psychodeliczne obrazy „ciemnego katolickiego motłochu”. Frijć – słowami monologu bohaterki pyta wprost: wiem że tego człowieka nienawidzicie – i to nie tylko tu w teatrze, ale w codziennym życiu - i nienawidzicie go tak bardzo że w głębi duszy życzycie mu śmierci – czy dołożylibyście się do kwesty na zlecenie morderstwa? Gdzie jest granica między fikcją a realizmem? Przecież wasza nienawiść jest realna – realny jest też agresywny i przerysowany obraz odgrywany na scenie – obraz którego potrzebujecie żeby uzasadnić swoje emocje. I tu w teatrze i na realnej ulicy wasza nienawiść jest prawdziwa – a granica między tym co jesteście w stanie zrobić a czego nie, leży tylko i wyłącznie w konsekwencjach zapisanych w Kodeksie Karnym.

.

Całkiem osobną sprawą jest natomiast osobliwe oświadczenie dyrekcji Teatru Powszechnego, mówiące między innymi że:

.

 „scena ta ma dokładnie przeciwny wydźwięk niż sugerowany w propagandowym i zmanipulowanym przekazie", a „pokusy do rozwiązywania konfliktów politycznych na drodze przemocy podlegają wyraźnemu ośmieszeniu i w rezultacie potępieniu" .

.

Myślę że zbyt rzadko przypominamy dziś w debacie formę retoryki nazywaną: erystyką. Dla krótkiego przypomnienia: to sposób (podobnie jak w przypadku „Klątwy” świadomie unikam określenia: sztuka) prowadzenia dyskusji, polegający na przytaczaniu skutecznych argumentów opartych na fikcyjnych podstawach – nie mających oparcia w realnej sytuacji. Prawda jest tu rzeczą subiektywną i zależną od opłacalności. Erystyka jest więc jedynie świadomą, choć nieuczciwą, formą retoryki. Jest też zresztą fundamentem współczesnej poprawności politycznej. Prawdziwy dramat zarówno dla debaty jak i dla wszystkich jej stron, zaczyna się wtedy, gdy erystyka przestaje być tylko formą argumentacji ale strona która ją stosuje zaczyna w swoje argumenty wierzyć – a z czasem przyzwyczaja się, że prawdziwa jest wyłącznie ta rzeczywistość która jest dla tej strony opłacalna. I sądzę że właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia dziś nie tylko w stanowisku dyrekcji Teatru Powszechnego, ale co gorsza także w samoświadomości dużej części środowiska artystycznego – dla którego zaprojektowana rzeczywistość jest narzędziem do zaprezentowania swojej pozytywnej, a często wręcz patetycznie szlachetnej postawy.

.

Choć być może w przypadku „Klątwy” autorzy bez trudu mogliby udowodnić swoją bezstronność – a swój artystyczny i pacyfistyczny, jak twierdzą, eksperyment uczynić bardziej uniwersalnym: wystarczyłoby zamiast dyskusji o zbiórce pieniędzy na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego podywagować nad kwestą, powiedzmy na zamordowanie Bronisława Komorowskiego lub dajmy na to Róży Thun. Tylko czy ten eksperyment miałby wówczas sens? - Frlijć wiedział przecież że do tego seansu konieczna jest nienawiść publiczności a swój scenariusz kierował do konkretnego widza.

.

p.s. w dwóch miejscach tekstu użyłem nieprawidłowej nazwy teatru: Współczesny. Po uwadze Komentatora koryguję przytaczając właściwą nazwę: Powszechny. Wszystkich sympatyków i pracowników Teatru Współczesnego bardzo przepraszam - był to efekt niezamierzonej pomyłki 

Wykop Skomentuj42
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo