23 obserwujących
303 notki
140k odsłon
414 odsłon

Zrównoważony budżet Kreatywnego Księgowego - prawda o stanie finansów zamiast bajek

Wykop Skomentuj5

   

Dlaczego? Jest pewna różnica między postępowaniem Platformy a rządu PiS. Ta pierwsza, stosując kreatywną księgowość, za którą zresztą słusznie krytykował ją Mateusz Morawiecki, działała w sytuacji kryzysu finansowego z 2008 r. i późniejszego europejskiego kryzysu zadłużenia z 2012 r., a rząd PiS manipuluje państwową kasą przy 4-proc. wzroście gospodarczym, czytaj: na koniunkturalnej górce. Pytanie retoryczne brzmi: co stanie się, kiedy przyjdą gorsze czasy?

    

       

To, co na chwilę może się przysłużyć politycznej narracji, i tak zemści się na decydentach w odpowiednim momencie. Od lat istnieje bowiem unijna metodologia mierzenia zadłużenia krajów - deficyt sektora rządowego i samorządowego (tzw. general government sector), który bierze pod uwagę budżet centralny, samorządowy, oraz inne fundusze rządowe celowe (jak np. Fundusz Solidarnościowy).

   

I to ten wskaźnik powinien przede wszystkim skupiać naszą uwagę. Zerknijmy więc na podbrzusze naszych finansów.


    Magia liczb, czyli jak puchł nasz deficyt

   


Na 2020 r. rząd założył, że deficyt sektora rządowego i samorządowego wyniesie 1,2 proc. PKB, czyli 1 pkt proc. więcej niż w rekordowym 2018 r. Słowem, nie jest wcale źle. Mieścimy się w limicie 3 proc., po którym Unia może nałożyć na nas procedurę nadmiernego deficytu.

           

I w tym momencie musimy zacząć zmazywać finansowy puder, wchodząc coraz głębiej do króliczej nory. To zadanie jak w filmie "Incepcja" Christophera Nolana. Jeden poziom filmowej rzeczywistości prowadzi nas głębiej, do kolejnej warstwy i tak do samego jądra.

      

Od budżetu przeszliśmy do deficytu, a teraz sprawdźmy, jak przedstawiałby się ten deficyt, gdyby nie obejmował wpływów jednorazowych, czyli dochodów, które w jednym tylko roku pojawiają się z powodu jakichś ekstraordynaryjnych zdarzeń, ale nie są ani stałe, ani nie wynikają ze strukturalnego polepszenia finansów danego kraju. W ten sposób zobaczymy prawdziwszy obraz kondycji naszej państwowej kasy.

     

Jednym z wpływów jednorazowych (tzw. one-offów) są zmiany w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Tak się akurat złożyło, że na przełomie jednych i drugich wyborów parlamentarnych rząd zaplanował dokończenie demontażu OFE i wprowadził opłatę przekształceniową w wysokości 15 proc. dla osób zdecydowanych przelać swoje pieniądze na IKE, a nie do ZUS. Ma to przynieść kasie państwa kilkanaście miliardów złotych, które będą w ramach unijnej metodologii wspierały deficyt sektora finansów publicznych tylko w 2020 r., co - jak swojego czasu tłumaczył wiceminister finansów Leszek Skiba - jest pewną "iluzją księgową". W 2021 r. deficyt sektora rządowego i samorządowego już nie będzie wsparty tą opłatą, tak samo jak nie załata się go pieniędzmi ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 czy pasma 5G (to też one-offy). I teraz najciekawsze.

       

Lektura, jak zmieniały się szacunki deficytu bez wpływów jednorazowych, pokazuje drogę, jaką przeszły nasze finanse publiczne od względnej stabilności do podporządkowania bieżącej polityce.

  

Otóż w Planie Konwergencji, jednym z najważniejszych dokumentów Ministerstwa Finansów przygotowywanym do przedłożenia Brukseli, z kwietnia 2019 r. rząd zaplanował deficyt general government na ten rok bez wpływów jednorazowych (one-offów) na poziomie 0,9 proc. PKB

     

    Sektor instytucji rządowych i samorządowych w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa

                                

                        Sektor instytucji rządowych i samorządowych w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa

              

We wrześniu zeszłego roku przed wyborami parlamentarnymi, wtedy kiedy zaczęło się chwalenie rządu zrównoważonym budżetem, deficyt bez wpływów jednorazowych wyniósł już 1,3 proc.

 Uzasadnienie do projektu ustawy budżetowej na 2020 r. z września 2019 r.

                          

                              Foto: mf.gov.pl                   

                        Uzasadnienie do projektu ustawy budżetowej na 2020 r. z września 2019 r. 

                                 

Za to po wyborach parlamentarnych w grudniu 2019 r. rząd, po wycofaniu się z pomysłu zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS, zaktualizował budżet, zapisując w nim już 2,2 proc. deficytu bez wpływów jednorazowych.

 

To oznacza, że w ciągu zaledwie czterech miesięcy szacunek znacznie prawdziwszego obrazu deficytu finansów publicznych zwiększył się o 0,9 pkt proc., a od kwietnia o 1,3 pkt proc. To jest rzeczywista cena, jaką płacimy za obietnice polityków.

    Uzasadnienie do projektu ustawy budżetowej na 2020 z grudnia 2019 r.

                                             

                Foto: mf.gov.pl                       

                                           Uzasadnienie do projektu ustawy budżetowej na 2020 z grudnia 2019 r.

                   

               

Ale to nie koniec. Zajrzyjmy na samo dno króliczej nory polskich finansów i sprawdźmy, ile wyniósłby tzw. deficyt strukturalny, czyli taki, który nie uwzględnia ani wpływów jednorazowych, ani czynników cyklicznych, m.in. wciąż względnie dobrej koniunktury nad Wisłą. Jak wyjaśniał w rozmowie z Business Insider Polska dr Sławomir Dudek, który przepracował w resorcie finansów 23 lata i sam współpracował przy układaniu budżetów wielu rządów, lekką ręką do wspomnianych 2,2 proc. musielibyśmy dodać 1 pkt proc.

    

A to z kolei oznacza, że najmniej zamazany i przez to faktyczny obraz finansów publicznych w Polsce w tym roku przekroczy 3 proc. PKB. Dla przypomnienia - mówimy o rzeczywistym deficycie podczas jednego z najwyższych wzrostów gospodarczych w Europie. W takim wypadku każde mocniejsze tąpnięcie koniunktury zemści się na nas podwójnie i nie będzie przyjemne dla naszych portfeli.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale