RZĄD WSZYSTKO ROBI O KILKA DNI ZA PÓŹNO
WSZYSTKO, CO PODEJMUJE, POWINNO BYĆ WPROWADZANE KILKA DNI WCZEŚNIEJ.
ZACZĘŁO SIĘ PARĘNAŚCIE DNI TEMU OD BEZTROSKIEGO WPUSZCZANIA PASAŻERÓW SAMOLOTÓW BEZ KONTROLI.
I TAK IDZIE DO DZISIAJ - WSZYSTKO Z KILKUDNIOWYM OPÓŹNIENIEM. KAŻDE 24H ZWKLEKANIA Z RADYKALNYMI DZIAŁANIAMI PODWAJA LICZBĘ ZAKAŻONYCH
DZISIAJ BYŁ BIELAN U PIASECKIEGO - TO, CO WYGADYWAŁ TEN CZŁOWIEK WOŁA O POMSTĘ DO NIEBA. JASKINIOWI PARTYJNIACY JAK OGNIA BOJĄCY SIĘ ZDECYDOWANYCH DZIAŁAŃ I BOJĄCY SIĘ PRZEŁOŻENIA WYBORÓW, BO ZAGROZIŁOBY TO ICH PRZYKLEJENIU DO KORYTA. Z E R A.
DRUGA CZĘŚĆ NOTKI ZAWIERA WŁAŚNIE TEKST O TOTALNEJ KOMPROMITACJI KLASY POLITYCZNEJ W INNYCH KRAJACH.
=================================================================
Należy zamknąć miasta? "Potrzeba zdecydowania i odwagi rządu" – przekonuje prezes jednej z największych polskich firm w Chinach
"W Chinach wprowadzono działania totalne i błyskawicznie zaczęto je egzekwować" - mówi Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Grupy Selena. Jego zdaniem polski rząd potrzebuje zdecydowanych działań w walce z koronawirusem.
Walka z koronawirusem wymaga stanowczego działania. Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Grupy Selena, tłumaczy, jak z problemem poradziły sobie Chiny. Jego firma jest jednym z największych polskich przedsiębiorstw prowadzących działalność w Państwie Środka.
– Zatrzymanie gospodarki chińskiej było bardzo głębokie. Za to nagroda przyszła bardzo szybko - Chiny bardzo szybko otrząsnęły się z pierwszego szoku i dynamicznie zaczęła spadać liczba zachorowań na COVID-19 – mówi w rozmowie z Business Insider Polska.
Mikołaj Kunica, redaktor naczelny Business Insider Polska: Grupa Selena jest jedną z największych polskich firm działających na rynku chińskim. Mają tam państwo dwa zakłady. Jak pan ocenia to, co wydarzyło się w tej gospodarce po zakończeniu obchodów chińskiego Nowego Roku?
Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Grupy Selena: 23 stycznia Chińczycy byli już w domach – zaczynali świętowanie Chińskiego Nowego roku. Tego dnia lokalny rząd zamknął miasto Wuhan. Dzień później zamknięte zostało kolejnych 15 miast. De facto stanęła całą gospodarka – najpierw na tydzień ze względu na święta, a następnie na kolejne dwa tygodnie ze względu na epidemię. Tak więc przez około trzy tygodnie Chiny praktycznie stały.
Wprowadzono równolegle cztery polityki, ograniczające tempo rozprzestrzeniania się wirusa. Zamknięto szkoły, teatry, kina, restauracje, galerie handlowe itd. Po drugie wyizolowano duże miasta łącznie z nakazem pozostawania w domu, za wyjątkiem konieczności wychodzenia po zakupy do najbliższego sklepu. Po trzecie doszło do wstrzymania produkcji przemysłowej w większości zakładów (z wyjątkiem przemysłu farmaceutycznego lub firm pracujących w trybie ciągłym, jak np. huty) i wreszcie wprowadzono masowe pomiary temperatury oraz izolowanie osób z podejrzeniem infekcji.
Celem tak szybkich i radykalnych działań było zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa i ten cel został osiągnięty już w ciągu kolejnych czterech tygodni. W rezultacie zatrzymanie gospodarki chińskiej było bardzo głębokie. Za to nagroda przyszła bardzo szybko - Chiny bardzo szybko otrząsnęły się z pierwszego szoku i dynamicznie zaczęła spadać liczba zachorowań na COVID-19. Dzięki temu, już 24 lutego rząd zezwolił większości firm na wznowienie produkcji.
W jednym z serwisów społecznościowych zamieścił pan post, w którym wskazuje na drastyczne posunięcia chińskich władz, które przyniosły spektakularnie szybkie i pozytywne efekty.
W Chinach wprowadzono działania totalne i błyskawicznie zaczęto je egzekwować. Zatrzymano fizycznie możliwość rozprzestrzeniania się koronawirusa. Zwróćmy uwagę , że dziś mamy w Chinach raptem około 80 tysięcy przypadków, co przy skali tej populacji jest niezwykle niską wartością. Gospodarka stanęła bardzo szybko, ale teraz już się podnosi. Od 24 lutego, krok po kroku kolejne fabryki wznawiają produkcję. Porty chińskie już pracują na poziomie co najmniej 80 procent mocy. Większość dużych firm i mniej więcej połowa małych wróciła na rynek.
Zakład Seleny w Foshan, który produkuje na eksport, pracuje już 100 procent mocy i ma pełną obsadę załogi. Natomiast nasza fabryka w Nantong, działająca na potrzeby rynku chińskiego, pracuje obecnie na 20 procent – ale tylko ze względu na fakt, że nie ruszyły jeszcze place budów w Chinach.
Czy to jest ścieżka, na którą powinna wejść Europa a mówiąc ściślej Polska?
Europa jest nieporównywalna z Chinami, ze względu na trzy zasadnicze elementy. Po pierwsze mamy inną relację pomiędzy władzą a społeczeństwem. W Chinach występuje bardzo wysoki poziom dyscypliny i podporządkowania się wytycznym rządu, podczas gdy w Europie jest to bardziej swobodne. Po drugie chiński aparat administracyjny jest znacznie sprawniejszy od zachodniego w realizacji krótkoterminowych działań. I po trzecie, Chiny są jednym unitarnym organizmem politycznym, podczas gdy Europa, to ponad 30 państw narodowych i każde z nich prowadzi własną politykę.
Co zatem, czerpiąc z doświadczeń Chin, należałoby zrobić w Europie?
Od strony biologicznej wirus tam i tu rozprzestrzenia się w podobny sposób. Jeśli chcemy go zatrzymać, musimy wprowadzić pakiet restrykcyjnych działań. Zamknąć szkoły, teatry, kina, restauracje, galerie handlowe itd. – co w Polsce i kilku innych krajach już nastąpiło. Powinniśmy zamknąć granicę - co też się już dzieje (tego problemu nie mieli Chińczycy). Po trzecie, jeśli chcemy uratować przemysł, bo to jest moim zdaniem możliwe, musimy zredukować ruch osobowy między miastami i w samych miastach oraz – podobnie jak to zrobił rząd hiszpański nakazać ludziom siedzieć w domu pod groźbą kar administracyjnych. Tutaj potrzeba zdecydowania i odwagi rządu.
Zamknięcie miast i ruchu w nich, to pierwszy warunek spowolnienia dynamiki wzrostu zachorowań i stworzenia szansy dla naszej służby zdrowia, aby poradziła sobie z tak wielką liczbą nowych zakażeń.
Mówimy o powstrzymani tempa rozwoju pandemii. Spójrzmy teraz na perspektywę firm i biznesu. Jakie działania ze strony rządu mogłyby przyczynić się do łagodzenia kryzysu. Innymi słowy jak stymulować wzrost?
W pierwszej kolejności konieczne jest wsparcie dla służby zdrowia. Z pakietem wsparcia dla biznesu można jeszcze poczekać tydzień-dwa – i nic się nie stanie. Ważne, by taki pakiet był profesjonalnie dopracowany. Na ten moment najważniejsza jest opieka zdrowotna. Tam trzeba wpompować dodatkowe środki, to jest absolutnie najpilniejsze. Obszar ochrony zdrowia jest strukturalnie niedofinansowany, co jest efektem polityki wszystkich rządów na przestrzeni ostatnich 30 lat. W ciągu jednego dnia się tego nie nadrobi – ale nadzwyczajnymi posunięciami można poprawić kondycję tego sektora.
Jeżeli chodzi zaś o przedsiębiorców, to znów powołam się na doświadczenia z Chin.
Pekin zwolnił wszystkie firmy, co do jednej, z obowiązku odprowadzania odpowiednika naszego ZUS-u na okres od lutego do czerwca.
To jest wskazówka nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy. Dodatkowo trzeba zapewnić przedsiębiorcom odzyskanie krótkoterminowej płynności finansowej. Można to zrobić na przykład przez
wydłużenie terminu zapłaty podatków i innych danin publicznych o 3 miesiące. Rząd może udzielić bankom odpowiednich gwarancji,
dzięki którym te nie będą zmuszone do automatycznego wypowiadania umów czy linii kredytowych firmom, które z powodu utraty części biznesu przestają spełniać kowenanty.
Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Grupy Selena
Jak będą wyglądały kolejne kwartały? Co się wydarzy w polskiej gospodarce w kolejnych miesiącach i całym 2020 roku?
W Selenie powołaliśmy centrum antykryzysowe, które dokładnie monitoruje sytuację we wszystkich 15 krajach, w których bezpośrednio działamy. Dzięki temu dysponuję dość konkretnymi analizami i obliczeniami. Naszym zdaniem okres krytyczny pandemii potrwa jeszcze co najmniej 6 tygodni. Następnie gospodarka nie odbije dynamicznie – nie wystąpi zjawisko, które ekonomiści porównując do kształtu litery V i określają jako scenariusz v-shape. Raczej będziemy obserwować stopniowe odrabianie strat na przestrzeni kolejnych 2 do 3 miesięcy.
___________________________
Krzysztof Domarecki to prezes zarządu Grupy Selena, wrocławskiej firmy zajmującej się produkcją i dystrybucją chemii budowlanej. Firma to również jeden z czterech największych producentów piany poliuretanowej na potrzeby budownictwa na świecie.
==================================
=====================================
Nie tylko koronawirus. Okazuje się, że mamy jeszcze pandemię niekompetencji przywódców [KOMENTARZ]
dzisiaj 19:05
Czy epidemia koronawirusa nauczyła nas czegokolwiek poza koniecznością dbania o codzienną higienę? Owszem, okazało się, że pierwszą ofiarą wirusa padło przywództwo i prawda ta dotyczy liderów ze wszystkich zakątków świata, uważa Matthew Karnitschnig z POLITICO.
![Nie tylko koronawirus. Okazuje się, że mamy jeszcze pandemię niekompetencji przywódców [KOMENTARZ] Koronawirus obnażył niekompetencję najważniejszych światowych przywódców](http://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/FDGk9kpTURBXy83ZTViMjczMzY0OTg0ZDdiM2NmOWM4ZGQ2Njk3Njg0Ny5qcGeTlQMBzQHHzRdwzQ0wkwXNAxTNAbyTCaY4MmM1NDUGgaEwAQ/donald-trump.jpg)
Foto: CHRIS KLEPONIS / PAP
- Epidemiolodzy od tygodni ostrzegali, że epidemia może wymknąć się spod kontroli, jednak polityczni przywódcy zrobili bardzo niewiele, by powstrzymać jej rozwój
- Na początku chińscy przywódcy zbagatelizowali zagrożenie, a potem przywódcy Zachodu solidarnie przyjęli strategię Made in China
- Donald Trump dopuścił swoimi chaotycznymi wypowiedziami i działaniami do łatwego rozprzestrzenienia się wirusa w USA i do ogromnych wstrząsów na światowych rynkach finansowych
- Boris Johnson zaproponował dziwną strategię "odporności stadnej", z której już się wycofuje, Angela Merkel znikła, a jej minister gospodarki wątpił, by wirus stał się "poważnym obciążeniem dla światowej gospodarki"
- Ursula von der Leyen do niedawna koncentrowała się na kryzysie migracyjnym i uznała, że ma wszystko pod kontrolą, bo eksperci Komisji "spotykają się co tydzień"
Artykuł w oryginale na stronie POLITICO.eu
Nadeszły ciężkie czasy. Także dla polityków.
Od 75 lat świat nie potrzebował bardziej, by ktoś głośno powtórzył za Franklinem D. Rooseveltem, że "jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać, to nasz własny strach". I w żadnym wcześniejszym momencie światowi przywódcy nie zawiedli tak boleśnie.
Od Pekinu po Brukselę, od Rzymu przez Londyn po Waszyngton, politycy nie tylko nie sprostali zadaniu. Zamiast tego zaczęli się bawić w niebezpieczną grę polegającą na zaciemnianiu obrazu sytuacji, zaprzeczaniu rzeczywistości i przerzucaniu odpowiedzialności. Wszystko to kosztuje ludzkie życie i opóźnia znalezienie odpowiedniego rozwiązania.
Mimo że epidemiolodzy od tygodni ostrzegali, że epidemia może wymknąć się spod kontroli, polityczni przywódcy, szczególnie na Zachodzie, zrobili bardzo niewiele, by powstrzymać jej rozwój.
Podobnie jak sam wirus, który naukowcy zidentyfikowali w chińskim mieście Wuhan (a tamtejsi przywódcy albo temu zaprzeczali, albo bagatelizowali skalę zjawiska), dominująca strategia polityczna w walce z kryzysem także nosiła stempel Made in China.
Trump liderem niekompetencji
Mało kto oczekiwał, że wzorcem lidera może się stać amerykański prezydent. Donald Trump początkowo określał koronawirusa mianem "ściemy" wymyślonej przez Demokratów ("Democratic hoax") i jeszcze kilka dni temu przewidywał, że zniknie on "jak sen złoty". Na dodatek pokręcił co tylko się dało w swoim orędziu do narodu i jak zwykle zwalił winę na innych za brak przygotowania jego własnej administracji ("nie biorę za to na siebie żadnej odpowiedzialności") – wszystko to zapisze się czarnymi zgłoskami w historii amerykańskiego przywództwa.
Solidarność z sojusznikami? Wolne żarty. Trump po wprowadzeniu dla Europejczyków zakazu podróży do USA (bez choćby kurtuazyjnego telefonu do unijnych przywódców, by ich o tym poinformować) próbował następnie podkupić Niemcom producenta szczepionek, by Amerykanie byli pierwsi w kolejce do specyfiku, nad którym ta firma pracuje.
Ironia polega na tym, że administracja Trumpa wcześniej optowała za tym, by nie używać opracowanego przez Niemców, a zalecanego przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) testu na koronawirusa. Zamiast tego Amerykanie pracowali nad własnym testem, który okazał się niewiarygodny.
Decyzja ta wywołała potężne opóźnienia w przeprowadzaniu testów w USA, co pozwoliło hulać bezkarnie wirusowi, określanemu przez Trumpa jako "zagraniczny".
Od początku wybuchu epidemii Korea Południowa przeprowadza więcej testów dziennie niż USA wykonały w ciągu kilku tygodni. Ta porażka nie powstrzymała w ubiegłym tygodniu Trumpa od bałamutnego stwierdzenia, że "testy przebiegają bardzo sprawnie".
Inni też nie bez winy
Potknięcia Trumpa w sprawie koronawirusa przykuwają największą uwagę, ale nie jest on w nich bynajmniej odosobniony. Jair Bolsonaro, "mocny człowiek Brazylii", który spotkał się w ub. tygodniu z amerykańskim prezydentem na Florydzie, określił panikę związaną z epidemią mianem podgrzewanej przez media "fantazji". Dzień później zarażony okazał się jego sekretarz prasowy.
Jeżeli jest jakiś przywódca, który powinien zdać sobie sprawę z historycznej doniosłości tej chwili i dostosować do niej retorykę w ślad za którą poszłyby czyny, to nikt inny jak wzorujący swoją karierę polityczną na Winstonie Churchillu, Boris Johnson.
Zamiast jednak obiecać "krew, pot i łzy", Johnson brzmi bardziej jak śmierć z kosą. – Wiele jeszcze rodzin straci swoich najbliższych wcześniej niż to konieczne – powiedział w piątkowym wystąpieniu telewizyjnym, twierdząc jednocześnie, że rząd ma "czytelny plan".
Problem polega na tym, że strategia oparta na koncepcji nazwanej "odpornością stadną", bardziej ludzi zaniepokoiła niż uspokoiła, podgrzewając dodatkowo obawy, że Johnson w ogóle nie ma żadnego planu.
"Wygląda na to, że Wielka Brytania całkowicie straciła kontrolę nad COVID-19, ale rząd powinien przynajmniej udawać, że coś robi" - podsumował Sunday Times.
Zawiodła Merkel
A co z Angelą Merkel? W końcu kryzysy to specjalność niemieckiej kanclerz. Od finansowego tąpnięcia w 2008 r., po kryzys uchodźczy w 2015 r., Merkel rozkwitała w czasach zagrożenia.
Aż do teraz.
Niemiecka kanclerz, określana przez niektórych mianem “przywódczyni wolnego świata” zostawiła zarządzanie pandemią swojemu młodemu ministrowi zdrowia, Jensowi Spahnowi.
Wychynęła ze swej bańki dopiero po zeszłotygodniowym tąpnięciu na rynkach i po tym, jak Włochy zostały zmuszone do wprowadzenia drakońskich rozwiązań, by powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Pytana, dlaczego tak długo zajęło jej podjęcie decyzji o zaangażowaniu się publicznie, Merkel twierdziła, że zakulisowo monitoruje kryzys już od stycznia.
– Podejmuję decyzje, kiedy i gdzie odnieść się do danej kwestii, zgodnie z okolicznościami i faktami – powiedziała.
Fakty są jednak widoczne gołym okiem. Prawda jest taka, że Merkel w ostatnich tygodniach bardziej koncentrowała się na napływie uchodźców z Turcji na granicę z Grecją i na kryzysie w Libii.
Merkel próbuje podtrzymać swój publiczny wizerunek osoby odpowiedzialnej, ale reakcja rządu na kryzys pełna jest niespójności i sprzecznych komunikatów.
Minister gospodarki w rządzie Merkel, Peter Altmaier, systematycznie bagatelizował zagrożenia ekonomiczne związane z koronawirusem, powtarzając, że nie spodziewa się, by stał się on "poważnym obciążeniem dla światowej gospodarki".
Rzeczywistość zweryfikowała jego słowa. Po szalonym tygodniu na rynkach, on i minister finansów, Olaf Scholz przedstawili w piątek bezprecedensowy program mający zapewnić nieograniczoną płynność niemieckim firmom dotkniętym przez kryzys.
W realnym życiu niemieckie wysiłki zmierzające do opanowania koronawirusa wcale nie są bardziej spójne. Niektóre kraje związkowe zamknęły szkoły, inne nie. W ub. tygodniu Berlin odwołał wszystkie wydarzenia kulturalne, ale pozwolił na rozegranie meczu piłkarskiego. W wyniku protestów mecz najpierw miał być rozegrany przy pustych trybunach, a potem całkowicie go odwołano.
Miasto początkowo zezwoliło na funkcjonowanie barów i klubów, ale w piątek ogłosiło, że od wtorku będą one zamknięte. Przez weekend radni zdecydowali się wprowadzić zakaz ze skutkiem natychmiastowym, a jego wykonania w stolicy Niemiec pilnowała policja. Tymczasem w Monachium wciąż można się napić piwa na mieście.
Większość przypisuje niespójność w niemieckiej walce z kryzysem federalnej strukturze kraju, dzięki której kluczowe decyzje polityczne, w tym w sferze ochrony zdrowia i edukacji, pozostają w rękach władz 16 niemieckich krajów związkowych.
Z powodu braku czytelnego przekazu politycznego wielu Niemców jeszcze do zeszłego tygodnia było przekonanych, że to, z czym mają do czynienia, nie różni się niczym od sezonowej epidemii grypy.
W reszcie Europy i w Unii nie lepiej
Podobnie jest w całej Europie. Po tygodniach lekceważenia narastającego kryzysu, pogarszająca się sytuacja zmusiła przywódców od Francji po Austrię do radykalnego ograniczenia swobody poruszania się swoich obywateli.
Zaledwie tydzień temu we Francji odbyła się największa w historii konwencja wielbicieli Smurfów, w której udział wzięło ponad 3,5 tys. gości. W sobotę premier tego kraju ogłosił zamknięcie wszystkich barów, restauracji i sklepów z wyjątkiem tych, które sprzedają najbardziej niezbędne produkty.
Kraje członkowskie Unii powinny przystosowywać swoje strategie związane z koronawirusem do lokalnych warunków, ale ich mnogość pokazuje, że koordynacja w regionie jest marna, o ile w ogóle istnieje.
Każdy kto spodziewał się, że przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wytyczy jakąś czytelną ścieżkę, mógł poczuć się rozczarowany.
W miniony poniedziałek, kiedy włoski rząd de facto zawiesił życie publiczne w kraju, a giełdy tąpnęły, von der Leyen pojawiła się przed dziennikarzami, by pochwalić się osiągnięciami ze stu pierwszych dni urzędowania. Jak pilna uczennica, która chce pokazać całemu światu, jak dobrze przygotowała swoją wielką mowę, von der Leyen wydawała się niemal obrażona, że dziennikarze chcą, by odniosła się do zagrożenia związanego z koronawirusem.
Nawet wtedy wydawała się nie rozumieć powagi sytuacji.
– Zespół odpowiedzialny za koronawirusa w Komisji ma sytuację pod kontrolą – stwierdziła i dodała: – Spotykamy się raz na tydzień.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)