
Tworzenie mitów na bazie postaci z warstwy polityków, która nie sprostała wyzwaniu, historii i w rezultacie swoich wad i małości sprzeniewierzyła ojczyznę, rozsprzedała, zdegradowała oraz zapoczątkowała proces utraty tożsamości narodowej kontynuując go aż do dzisiaj z werwą – jest zachowaniem samobójczym całej populacji a także ewentualnych zalążków przyszłej elity. Mali nigdy nie przyznają się, że przegrali swoją wielką grę, że przegrali Polskę. Oni będą po kres czasów otulać siebie i swoje familie legendami o swojej epokowej roli w dziejach i w “wyzwoleniu” Polski. Ich małość i próżność pożąda słów: “wolna Polska”, “wyzwolenie”, “wolność” – choćby miały one tyle wspólnego z prawdą, co czarnego za paznokciem. A tylko taka ekspiacja mogłaby rozpocząć wielką narodową debatę – jak zacząć tworzyć dopiero warunki do odbicia, odzyskania Polski.
Tusk (Trzaskowski) Zdrajca! Jarosław (Duda) Zbawca! – jedni się drą.
Drudzy – Tusk (Trzaskowski) zbawca! Jarosław (Duda) zdrajca!
Obaj Tusk i JK to żadni zdrajcy ani zbawcy – ot, przeciętni ludzie wepchnięci piruetem dziejów na miejsce przeznaczone dla elit narodowych, chroniących tożsamość narodu i za tym pulpitem sterowniczym szarpiący się o władzę, by chronić wysokie mniemanie o samych sobie. A przez ich zwolenników ich płytkie, przyziemne, wyprane ze śladów wielkości myśli i wyobraźni wykłady, odczyty i przemówienia ogłaszane są imponującymi i genialnymi. Tu jesteśmy – i ani kroku dalej.
Rząd JK – sprowadza AJC – lewaków z lobby LGBT i daje – w imię tolerancji – wolną rękę fundacjom Sorosa i wszelkim innym postępowym NGO, a potem jęczy, że deprawują mu dewianci dzieci. Ujrzenie rzeczy w ich powiązaniu (jak to genialnie zauważył włoski myśliciel, Giorgio Colli, w ostateczności rzeczy nie są niczym innym, niż wszystkimi relacjami je tworzącymi) dopiero umożliwia walkę z tymi, które faktycznie, a nie tylko li deklaratywnie chcemy zwalczyć. Ale ujrzenie dużego spektrum rzeczywistości w jej złożoności relacyjnej zależne jest od formatu osobowości. I tu ponownie wracamy do punktu wyjścia – mierność, nijakość i miałkość umysłu uniemożliwiają skuteczne działania w procesach o tak wysokim stopniu złożoności systemowej, jak wytyczanie dróg odbudowy siły kraju. Działanie punktowe i na dodatek w kierunkach wykluczających się – daje żałosne i… poruszające widowisko. Dlatego emocji nam nie zabraknie, ale z każdą orgią emocji wzbudzanych na widowni wojen partyjnych Polska pogrąży się bardziej, przed ujrzeniem czego ochroni nas sprawnie propmachina łżelit. I tak się właśnie kończy Polska. Nie hukiem ale sławieniem. Powoli, systematycznie, krok po kroku maszeruje antypolski czyn poprzez narodu instytucje wśród niszczonych rodzin, upadającego szkolnictwa, nauki i kultury, łańcucha sukcesów... GUS, tabunów obcych “pracowników” rozcieńczających skutecznie – kopiując Szwecję, Niemcy i Francję – etniczną tożsamość i zwartość narodu, które to jeszcze z taką wielką troską potrafił bronić Wyspiański w Wyzwoleniu. Pośród wrzasku komicznych ubóstwień zbawców, którzy pogrążają w otchłani swojej ignorancji, ambicji i braku samoświadomości wszystko to, co przekazaliśmy im pod pieczę, troskę i z myślą o pomnożeniu.Jesteśmy już prawie na szczycie. Na szczycie schodów donikąd z których runiemy w piku oglądalności. Ci, którzy nam to zgotowali i którzy przykładali rękę do tej wspinaczki po czarnych schodach – ci, nie runą. Rozkwitną jak jemioła na drzewie tracącej liście ojczyzny. Rozkwitną dynastycznie. Na znikającej ojczyźnie.
=======================
notka poprzednia



Komentarze
Pokaż komentarze (2)