48 obserwujących
838 notek
366k odsłon
  272   0

Katechon i Mastema ze swoimi sługami, czyli “powstrzymywacz” i “władca pośredników”

I

MOTTO

“Bez podległych sobie duchów nie mógłby bowiem sprawować władzy nad ludźmi”

[Jub 10, 8]


Zło stało się tak oślizgłe, totalne, wszechobecne i bezczelne, że przyjść już może tylko… zbawienie.


Wszystko ocieka fałszem, spływa lepką obłudą: te ckliwe piosenki, te profanacje świętych słów, ta nieskończona masturbacja widzów słowami: miłość, porozumienie, jesteś dla nas najważniejszy, wszyscy się łączymy, kochamy, szukamy wolności, jesteś sobą. Ekrany ociekające lukrem, kłamstwem, wystudiowaną manipulacją uczuciami. Politycy śliniący się z fałszu deklarowania walki o dobro narodu, uciekający do nor z nieujawnianym majątkiem i z dotacjami z naszych kieszeni zapewniającymi “easy living” do końca życia. Jeszcze nigdy świat nie był tak pobudzający do wymiotowania…

To już nie pół na pół prawdy z kłamstwem, oszusta z uczciwym. To już nie żadna równowaga przeciwieństw czy heraklitejska enantiodromia. Jesteśmy na innym etapie. To już całościowa degrengolada. Zwierzęcy chaos Trazymacha. Chaos współwalki wielości stad. Stan znany ze świętych ksiąg opisywany jako takie stadium absolutnego zepsucia wspólnoty, zepsucia wszystkich razem i każdego z osobna, że ostatnich widzących jasno dziwi prolongata istnienia świata rozbrzmiewająca z góry i ogłaszająca: poddaliście się bezgranicznemu zgorszeniu i pozwoliliście gorszycielom na rządy. W zasadzie już powinniście nie istnieć. Winna was pochłonąć święta ziemia, która was z niepojętą litością jeszcze nosi. Jeśli jednak znajdzie się pośród was jeden uczciwy, ocalę was.

To jest zło w czystej postaci. To-zło. Zło-to. Obwarowanie się fortyfikacją ze złota. Złoto jako ersatz duszy, osobowości i kreatywności. Moc stosów złota rozwalająca osobowość czyniąca z człowieka homo mengelens bilionensis, opętanego, krwawego eksperymentatora. Złoto jako broń, jako armia przeciwko ludziom, którzy jego nagromadzenie umożliwili jeziorami swojego potu, lasem swych garbów. Ludzi, którzy nigdy nie będą mieć dziesiątego serca z rzędu. Ich jedyne serce umrze w karetce czekającej na Godota pod szpitalem, na którego usługę płacili przez całe życie.

Poczucie mocy płynące z poczucia władzy nad ludzkim życiem, ludzkimi myślami i planami, ludzką swobodą ruchu. Bandytyzm udający służbę. Udający z przytupem… Bieguny ziemi zamieniają się miejscami. Gwiazdy zastanawiają się, czy nie spaść z nieba, bo już nie widac żadnego porządku, którego trzeba by strzec. Ginie ludzki gatunek, rodzi się linia rodowa eugenotrojanozaurów. Akme perwersji. Nadludzie przebiegłej tresury. Rasa cyfrowo-złotych panów. Bach tworzył, Linneusz badał, Michał Anioł kreował, da Vinci zgłębiał. Kreatury pozbawione są zaś cienia kreatywności. Kreatury najpierw opróżniają skarbce państw, by potem ogłosić gospodarek tychże państw resetowanie dla zatarcia śladów właśnie dokonanej kolejnej megakradzieży ukrytej pod hasłem dla durniów brzmiącym “kryzys”. Ten swój zwierzęcy brak kreatywności chcąc sobie zrekompensować wkładają swoje łapy w miękką masę naszych mózgów, jakby  chcieli tam znaleźć, wyłuskać i ukraść tajemnicę twórczości i tajemnicę wielkości osobowości.

Potrafią tylko rozrywać to, co żywe na kawałki, ciąć, rwać na strzępy i z chorą ciekawością patrzeć co wyniknie z uderzania o ścianę żyjącą istotą i z rozrywania ścięgien i błon z tkanki łącznej. Satanizm socjopatów rozbijających koty o mury, by móc patrzeć jak dogorywa życie i jak dezorganizuje się organizm, by podziwiać śmiertelne drgawki, oderwane, drgające kończyny wiar i tradycji przodków i koguta biegającego bez uciętej głowy. Kompensują sobie swoją bezpłodność duchową cięciem duszy i ducha na kawałki pod hasłem… jednoczenia się wszystkich ze wszystkimi. Zera pozłacane, autokonsekrowane autobożki nie śpią w nocy obmyślając swoje patologiczne wizje cyfrowych mrowisk, biocyborgów, władców implantów mózgowych, elektronicznych pastuchów okaleczonych ludzi.


Często zwą sami siebie wykonawcami reżimu sanitarnego, filantropami, zbawcami, wizjonerami, naszymi dobrodziejami przynoszącymi nam paczki pod drzwi. Tymi, którzy czuwają dzień i noc z opuchniętymi oczami nad naszym zdrowiem. To znaczy nad zdrowiem naszego umierania, nad aseptycznością naszej śmierci i niezauważalnością naszego znikania tak szybkiego jak znikanie śladów po ich wyprowadzaniu gotówki. Filantropi piekieł, dobroczyńcy kostuchy, ministrowie-słudzy pozbawiania nas nadziei, święci bandyci, bezkarni oprawcy plus.

II

I słudzy każdego Mastemy, kupieni przez niego Akwizytorzy Rządowi podsuwający nam pod nos, jak kłusownicy śmierdzące, zatrute zwłoki idoli ich mocodawców.Idoli noszących magiczne nazwy: ekonomia współdzielenia i internet rzeczy. Ochrona życia i zdrowia. Równoważenie. Lepy na muchy władcy much, wnyki rasy panów na normalnych ludzi. Gęby wypchane obłudą cuchnącą, usta powykrzywiane wstrętem do nas, do nieludzi, podludzi. Oczy zwężone, schowane,zaczajone za węgłem, chytre i uciekające jak pająki. Gesty pralek automatycznych, obrzydliwe machanie odnóżami stawonogów. Gesty parodiujące gesty bednarza zakładającego obręcze na zebrane w wiązkę klepki. Te klepki - to my. Te obręcze stalowe - to ich słowa udające treść. Każda wspólnota zamiast żywym ogranizmem staje się beczką skleconą, spojoną stalowymi obręczami. Nabijaniem kolejnych obręczy na beczkę zajmuje się horda podludzi zwanych pracownikami mediów. Jeden sprytny circulus vitiosus nad drugim, obręcz nad obręczą i produkcja beczki zakończona, pojemnik na wymiociny polityków gotowy.

Czy z takiego zła jest podniesienie? Czy od takich ludzi targających na wszystkie strony ojczyzną jak sępy padliną jest wyzwolenie? Wybawienie? Czy są metody, by nie zniżając się do ich poziomu - usunąć ich aż do ostatniego ze sfery dobra wspólnego, sfery wzajemnej służby? Wymazać ich pokrzywione mordy oblepione lukrem z pamięci powszechnej?

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale