46 obserwujących
781 notek
348k odsłon
  225   2

Jak język tworzy "pandemię" w bezkrytycznych mózgach...

COVID – dlaczego terminologia ma znaczenie? – dr Malcolm Kendrick


Kiedy przypadek [zachorowania] nie jest przypadkiem [zachorowania]?

Od początku pandemii COVID widzę, że prawie każdy myli się w sprawach bardzo istotnych. Poniekąd nie jest to zaskakujące. Terminologia medyczna jest strasznie nieprecyzyjna i często słabo rozumiana. W spokojniejszych czasach takie rzeczy interesują tylko takich maniaków badań jak ja. Czy mówili o chorobach układu krążenia (CVD) czy o chorobie niedokrwiennej (CHD)?

Jednak właśnie teraz to ma naprawdę, naprawdę duże znaczenie. Szczególnie w odniesieniu do terminu: “przypadki” COVID.

Każdego dnia jesteśmy informowani o niepokojącym wzroście przypadków COVID w jednym kraju za drugim, w regionie za regionem, w mieście za miastem. Portugalia, Francja, Leicester, Bolton. Panika, lockdown, kwarantanna. We Francji liczba zgłoszonych przypadków jest teraz tak wysoka, jak była podczas szczytu epidemii. Ponad 5000 na pierwszy dzień września 2020 roku.

Ale co to tak naprawdę oznacza? Skoncentrujmy się przez chwilę na Francji. 26. marca, tuż przed szczytem zgonów w tym kraju, było 3900 “przypadków”. Czternaście dni później było 1400 zgonów. Zatem, używając powszechnie akceptowanej liczby, czyli termin około dwóch tygodni między diagnozą a zgonem, 36% przypadków zmarło.

Dla kontrastu, 16. sierpnia było 3000 przypadków. Czternaście dni później było 26 zgonów. To oznacza, że w marcu zmarło 36% “przypadków”. W sierpniu zmarło 0,8% “przypadków”. To z kolei oznaczałoby, że COVID był 45 razy bardziej śmiercionośny w marcu niż w sierpniu?

Wygląda to skrajnie nieprawdopodobnie. Tak naprawdę na tyle niewiarygodnie, że w rzeczywistości to jest kompletna bzdura. To, co mamy, to kombinacja nonsensownych liczb, które dodane do siebie dają nonsens do kwadratu. Albo nonsens do potęgi dziesiątej.

Na początek, mamy zniekształcone obraz pojęcia/terminu ”przypadek”.

W przeszłości, w świecie chorób zakaźnych przyjęte było, że “przypadek” oznacza kogoś z objawami, zwykle ciężkimi objawami, zwykle na tyle ciężkimi objawami, że trafiał do szpitala. Tutaj za Wikipedią…. tak, wiem, ale w takich sprawach to jest dobre źródło.

‘W epidemiologii, wskaźnik śmiertelności przypadków (CFR) — czasami nazywany ryzykiem zgonu lub współczynnikiem śmiertelności przypadków — to odsetek zgonów z powodu określonej choroby w porównaniu do całkowitej liczby objawowych osób, u których zdiagnozowano tę chorobę.’ [1]

Zauważmy, że słowo “objawowy” oznacza osobę z objawami choroby.

Jednak teraz pobieramy wymaz z nosa każdej osoby, która czuje się całkowicie dobrze albo lekko chora. Odkrywamy, że ma tam cząsteczki odpowiedzialne za COVID i nazywamy ją przypadkiem COVID. Taaa…

Osoba bezobjawowa albo nawet z lekkimi objawami i pozytywnym wynikiem wymazu nie jest przypadkiem. Nigdy w historii tak nie było. Jednak teraz mamy prawie niekwestionowaną aprobatę tego, że pozytywny wymaz oznacza przypadek COVID. Później to jest powtarzane bezmyślnie we wszystkich kanałach informacyjnych, jakby to była ewangelia.

Zauważyłem, że w końcu niektórzy zaczynają kwestionować, jak to może być, że skoro liczba przypadków rośnie i rośnie, to liczba zgonów spada i spada.

To się dzieje nawet w Szwecji, która wydaje się być ostatnim bastionem ludzi z działającymi mózgami. Jednak nawet oni wyglądają na zaskoczonych tym rozdźwiękiem. W pierwszych dwóch tygodniach sierpnia mieli 4152 pozytywnych wymazów. A jednak w ostatnich dwóch tygodniach sierpnia mieli zaledwie 14 zgonów (średnio jeden dziennie).

To wskazuje na 1 zgon na każde 300 pozytywnych wymazów, albo, jak uparcie nazywają je najważniejsze media, pozytywnych “przypadków”. Które obecnie dają wskaźnik śmiertelności przypadków na poziomie 0,33%. Tylko dla porównania z czymś podobnym, wskaźnik śmiertelności przypadków przy świńskiej grypie (HIN1) wynosił 0,5%. [2]

Wskaźnik ciężkości pandemii

Wskaźnik śmiertelności koronawirusa 0.26%, jest 8-15 razy niższy od szacunków – [USA, koniec maja 2020]

 

A zatem, niespodziewanie, COVID jest mniej poważną infekcją niż świńska grypa – pandemia, której nigdy nie było. To jest to, co wydają nam się mówić te liczby. Mówią nam prawie dokładnie to samo we Francji, gdzie “wygląda na to”, że mają obecnie wskaźnik śmiertelności na poziomie 0,4%.

Z drugiej strony, jeżeli spojrzysz na liczby z całego świata, są one bardzo różne. Jak napisałem, według WHO jest 25 milionów przypadków i 850.000 zgonów. To daje wskaźnik śmiertelności przypadków na poziomie ponad 3%. Dziesięć razy wyższy.

Dlaczego te liczby są takie różne? Ponieważ stosujemy straszliwie nieścisłą terminologię. Porównujemy jabłka ze śliwkami, żeby powiedzieć, ile mamy bananów. Nasi eksperci w gruncie rzeczy mówią bzdury, a główne media to łykają. Określają pozytywne wymazy jako przypadki i nikt nie zwraca na to uwagi. Dlaczego?

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale