50 obserwujących
896 notek
380k odsłon
  126   0

Nasi(zm)

[Dzisiaj dialog tekstów. Najpierw świetny tekst blogera @zbyszko-boruc. Wiele dający do myślenia. Potem tekst o "Ludziach Milgrama", ludziach bez twarzy, przeciętniakach będących chętną armią wszystkich autorytaryzmów i totalitaryzmów, przeciętniakach sprowadzających swoją przeciętnością na społeczeństwa różnego rodzaju nieszczęścia. Nadgorliwi wykonawcy rozkazów każdej władzy sycącej ich resentymenty oraz donosiciele. Wrogowie niezależnego myślenia, szara zawistna masa oraz zwykli, niezbyt bystrzy i słabi charakterologicznie ludzie. Mamy ich dziesiątki w swoim otoczeniu. Często wydaje się nam, że ich znamy, lubimy dopóki nie nadchodzi chwila, gdy wychodzi z nich to, czym są w głębi.

Jako trzeci jest tekst R.Morrisona wiele wyjaśniający z mechanizmów rządzących naszymi NASIstami. I na koniec refleksja nad tym, jaki winien być nasz stosunek do owego mięsa armatniego wszelkich demagogów. 

Warto wzbudzić w sobie wewnętrzny dialog tych czterech tekstów.]


Coraz częściej zdarza mi się popaść w dyskomfort biorący się z poczucia, że nie jestem patriotą. Ujawnia się to zwłaszcza przy rozważaniu poparcia należnego siłom politycznym funkcjonującym w Polsce. Oczywiście na pierwszym miejscu przychodzi na myśl partia przedstawiająca się jako nosicielka idei patriotyzmu i interes naszej ojczyzny przedkładająca nade wszystko. Ja nazwę jej tłumaczyłem sobie dotychczas jako „Podatki i Socjal(izm)”, ale dość dawno już zauważyłem całkiem popularne zjawisko uwiedzenia myślową konstrukcją prowadzącą do innego rozwinięcia. Otóż, co i rusz spotykam (na Salonie również) osoby uważające się za konserwatystów, wielce ceniące tradycję narodową i pokrewne temu wartości, i przyjmujące za dobrą monetę rzekomo tożsamy z tymi wartościami rdzeń ideowy partii rządzącej. Na tyle skutecznie podtrzymuje ona taki swój wizerunek, że udzielają jej – może i z bólem - swego poparcia. Przy okazji jednak przemilczają trudne do niezauważenia socjalistyczne i/lub etatystyczne ciągoty przewodniej siły Polaków. Albo odwracają wzrok, bądź przekonują (samych siebie?), że to mniejsze zło rekompensowane wszak dbałością o Polskę. Tym bardziej, że po drugiej stronie politycznego ringu czai się kosmopolityzm i pogarda dla polskiego zaścianka reprezentowane przez postępactwo i unijno-niemieckie owczarki opozycyjne.

Broniący linii partii śmiało więc mogą rozwinąć jej nazwę np. tak: „Polska i Socjalizm” ew. „Patriotyzm i Socjalizm” - i taki zestaw oddaje istotę tematu, który mnie niepokoi. Jego nazwanie i moje zastanowienie brzmi: czy można być patriotą dążąc do tego, by nasza ojczyzna stała się krajem socjalistycznym? Albo komunistycznym, bowiem - żeby nie było wątpliwości – są to zasadniczo określenia tożsame. Oczywiście moje pytanie ma sens tylko wobec osób nie uważających się za tzw. lewicowców – patrioci lewicujący, dysonansu poznawczego mieć, rzecz jasna, nie będą.

Pytanie postawić można odmiennie: czy trwając w poczuciu patriotyzmu, można akceptować myśl socjalistyczną jako element dbałości o ojczyznę? Czy należy zacisnąć zęby i trwać, i popierać siłę realizującą narodowe cele według recepty socjalistycznej? Jeśli tak, to jak długo? Ile aktów „sprawiedliwych społecznie” - czyli niesprawiedliwych po ludzku i po Bożemu – należy znosić?

Jeszcze inaczej: czy połączenie idei narodowej z socjalizmem podlega dalej dumnemu mianu „patriotyzmu”? Przypomnę, że taka mutacja historycznie nie jest niczym nowym i nazywa się po prostu – bo jak inaczej – narodowym socjalizmem, a partie reprezentujące taki kierunek narodowo-socjalistycznymi (nazistowskimi, gdy wymówić to z niemiecka).

Jeśli w miejsce narodu lub tzw. wspólnoty podstawimy coś, co dla wielu jest prawie ich synonimem, czyli państwo, to mamy wypisz, wymaluj… faszyzm, bliskiego krewniaka nazizmu. „Wszystko w Państwie, nic poza Państwem, nic przeciw Państwu” – to idea naczelna faszyzmu podana przez jego twórcę, idola elit europejskich i amerykańskich lat trzydziestych XX wieku, niejakiego Benito Mussoliniego. Przywódcy Włoch, włoskiego patrioty odwołującego się do Imperium Rzymskiego jako prefiguracji wielkich Włoch. Z pewnością chciał wielkich Włoch, a dokładniej Wielkiego Państwa Włoskiego. Takiego które zawiera w sobie „wszystko” (coś nam to przypomina gdy rozejrzymy się dookoła?). Czy Mussolini był patriotą?

O innego, dosyć znanego socjalistę tamtych czasów aż się boję zapytać. Ale o kolejnego, „największego” z nich owszem: czy patriotą był Stalin? Tu akurat odpowiedź jest chyba negatywna, bo „Wielki Myśliciel” był Gruzinem i o Gruzję jako niezależny podmiot za bardzo nie dbał. Był wszak internacjonalistą co się zowie i przytulić chciał do serca klasy wyzyskiwane wszystkich krain, ale może był patriotą… „radzieckim”?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale