Najpierw zobaczyliśmy wielkiego anioła wśród płomieni i dymu niosących jego skrzydła. Z anioła wyszedł posłaniec bogów tak nagle, jak Jonasz z brzucha wielkiej ryby. Niektórzy szemrali, że czemu nie osiadł na wielkiej, dymiącej górze wśród płonących krzaków, jak to kiedyś bywało w zwyczaju. Ukryci wśród oczekującego tłumu agenci posłańca bogów od razu czujnie się odzywali: cieszcie się, że w ogóle go widzicie. Czas ukazywania się na górach minął – to takie prostackie i męczące. I niedemokratyczne.
Wszyscy czekali na to, co przekaże im od bogów posłaniec. Niektórzy mdleli - widząc jak posłaniec otwiera usta - nie doczekawszy pierwszego słowa zwiastowania, bo nikt nie jest panem swych emocji… Zresztą wieczorem, gdy włączą lokalne arki przymierza, one im wszystko wyświetlą od nowa w czarodziejskim, świecącym obłoku a objaśniacze objaśnią aż do przeobjaśnienia.
Powiedział, żebyśmy się nie bali. Że to, co złe zawsze się kiedyś kończy, choć nie tak szybko jak ludzie się spodziewają. Że są z nami, choć daleko. Że odległość nic nie znaczy, bo solidarność ją pokonuje. Powiedział, że nie będą nam przywozić już paciorków i koralików. Bo wiemy już sami jak je robić. A zresztą teraz są w modzie paciorki wybuchające, niewykrywalne i bardzo drogie. Powiedział, że zostawi nam filmy o nich z dokładnymi cenami, terminami ważności i wysokościami rat. Mówił, że dobrze im idzie produkcja eksplodujących paciorków, chociaż trochę marketing szwankuje a rynki się niebezpiecznie pacyfikują . I za dużo im się gromadzi w magazynach. Wciąż muszą wzniecać nowe rynki zbytu, nowe stawiać składowiska i czynić je niewidzialnymi. I wzbudzać u jednych zazdrość u innych zaś potrzebę posiadania. A zazdrość jest przecież tak niskim uczuciem. W przeciwieństwie do potrzeby posiadania.
Powiedział, że bezpieczeństwo jest ważne. Dużo ważniejsze od niebezpieczeństwa. I że oni potrafią wzbudzać poczucie względnego bezpieczeństwa. I dodał, że wszystko ma swoją cenę.
Powiedział, że bardzo potępia tych, co chcą nas zniszczyć. I że ma nadzieję, że im się to nie uda. Warunkiem jest, byśmy się wyzbyli lęku. Choć nawet i wtedy nie daje nam gwarancji, że mniejszość nie pokona większości.
Powiedział, że jak nas wygnają z domów, to źle. Że nikt nie lubi być wyganiany z domu a rodziny nie powinny być rozrywane, bo to niekorzystne.
Powiedział, że ludzkie córki mają piękne oczy, i że to niebezpieczne, bo jeden z ich herosów, zwany Epsteinus, przez te oczy spadł do hadesu złym zbiegiem okoliczności.
Potem przytulił kilka córek i córek córek.
Mówił, że to jest dobre, gdy sprawy są tak urządzone, że zło jest złe a dobro dobre. To dobra być, tak jak być.
Co 5 zdań tłum ludzi przerywał gładki potok relacji z objawień gorącymi jak napalm brawami. Wszyscy chłonęli każdą wizję i przypowieść całymi sobą powtarzając w myślach „Będziesz miłował Pana swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.”
Do dzisiaj spocone konsylia mędrców rozbierają do ostatniej tkanki sensu najdrobniejsze słowa mocy Pana przekazane przez posłańców oraz ich dowódcę i odnajdują wciąż nowe obrazy przyszłości zaplanowanej dla każdego ze światów. I nowe obrazy wieczności.
Ten dzień przeszedł do historii, by każdy skryba – w tym i ja – opisał go tak dobrze, jak może i zachował dla przyszłych pokoleń w całym jego blasku, świetności i świętości.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)