56 obserwujących
1227 notek
462k odsłony
  90   1

Sułtan, mag, szambelan i eunuchy, czyli wiarygodna i niezłomna msza strachu i nienawiści

 image

image

 


 

dedykowane "blogerom" @senior 62, @tojad i @velero ;)

 

W odległych czasach polską ziemię chytrze opanował Chan Kaczan z dynastii Czyngis. Sprytnie opanował tę ziemię za pomocą najstarszej broni i najskuteczniejszej, czyli  naiwności tubylców. Przyprowadził okupant na polską ziemię swoją armię i ogłosił tubylcom, że jedzie ze swoją artystyczną grupą w karawanie z cygańskich bryczek w szczęśliwą pielgrzymkę do końcowego punktu ZRÓWNOWAŻONY DOBROBYT obsługiwanego przez wędrownego hochsztaplera Fuchsa-Sachsa. I każdy, kto chce trafić do tej bajkowej krainy musi zabrać się z tym karawanem o nazwie ZAWIERZ. Tylko w nim każdy może się poczuć wolnym i niepodległym. Spotkamy się wszyscy na końcu drogi, jeszcze za naszego życia – mówił chan – w kraju rzek mlekiem i miodem płynących i lasów, gdzie na wierzbach gruszki i buraki z ziemniakami a na przystanku NIEPODLEGŁOŚĆ oczekuje zagadkowy, jeszcze przez nikogo nie widziany mag  w kostiumie św. Mikołaja z ogromnymi, pękatymi workami pieniędzy i kluczy do nowych , niebosiężnych mieszkań i okrągłych rachunków w banku dla prostych ludzi.

Wszyscy chętni i naiwni zgodnie usiedli w przewodniej bryczce i choć nikt nic nie mógł zrozumieć z tego, co on do nich mówił, to wszyscy cieszyli się i zachwycali nie rozumiejąc od kogo są wolni i zapominając jakie są odwieczne wyznaczniki wolności. Nikomu się nie przypatrywali, o nic nie dopytywali, ze szczęścia nie mogli rozpoznać prawdziwej twarzy tego, co im to wszystko obiecywał. Ordyńcy znali tajemnicę – żeby być nie do rozpoznania trzeba było skąpać się we krwi narodu, którym trzeba było zawładnąć.

Ruszyła karawana z miejsca zakręciwszy się w kółko jak pies za swoim ogonem, z każdym dniem zwiększając prędkość tak, że już nikt nie mógł z niej podczas jazdy wyskoczyć. A chana armia pośredników w kraju rozrosła się tymczasem potężnie. I zaczęła gnębić, uciskać, okradać, zabijać mieszkańców, jak ogromny, wielogłowy smok. Najbardziej zaś zaczęli prześladować tych, co byli zaciekawieni końcowym punktem drogi karawanu i czasem jego przybycia do celu. Tych dociekliwych ordyńcy nazwali „antysusanidzi” i stosowali względem nich broń najnowszej generacji o nazwie paragraf, która mogła zabić każdego. A w czasie, gdy ludzie kręcili się na tej karuzeli z bryczek, słudzy chana odbierali  im ziemie, działki, pola, domy. I prawdziwe ich klarowne nadzieje przysypywali swoimi mętnymi nadziejami na bajeczne, podbniebne miasto Chmurny Kukułczyn.

 

Chan Kaczan wiedział, że ludzie już mieli dość jego obecności przy skarbcu, dość kradzieży i machinacji, kłamstwa jawnego i skrytego i oto, gdy nastąpiły kolejne wybory na ochroniarza skarbca, Chana Kaczana ogarnęła wielka rozpacz. Bardzo się już mu nie chciało oddawać raz wręczonej władzy nad pałacem ze skarbcami narodu. Przyszedł wieczorem do domu i znowu zaczął skarżyć się swojemu czarnemu, wąsatemu kotu.

image

 

    - Josif, bracie, taki kłopot mam, że znikąd mi pomocy. Brudni moi niewolnicy zbuntowali się. Nie chcą mnie wybrać ochroniarzem skarbca, ani słyszeć o mnie i widzieć mnie. Nie chcą już oglądać naszych pięknych, emocjonalnych, tradycyjnych, rodzinnych sporów między nami ordyńcami. Ach, jakim zmęczony dalej udawać Polaka, wierzącego, patriotę, obrońcę ich praw i swobód, ochroniarza ich skarbca. Jam w duszy król i żadnej mi i moim pomocnikom fantazji już nie starcza, JAK przekonywać ich, by uwierzyli. I wiesz, Josif, co by tubylcy nie wybrali to wszystko jedno, bo to wszystko nasze zorganizowane grupy ordyńskie. Ale, Josif, tak bym chciał, żeby wybrali Moją grupę, Grupę Niebieskiego Smoka... Co mam robić?

    - To jeszcze nie tragedia. Temu lekko zaradzić, powiedział z okna kot. Zasięgniemy rady u maga. Odwrócił się w ciemność otwartego okna, wykonał magiczny rytuał wzywania, to jest  3 razy ogonem potrząsnął i do pokoju - za jeden oka mig -  wpłynął potok woni rześkiego, otumaniającego dymu. Dopełzł potok dymu do fotela naprzeciw Chana Kaczana, rozpłynął się i obydwaj zobaczyli w fotelu rozwalającego się z fajką tytoniu saksońskiego maga Pandemicusa z dynastii Ma-grype von Drossten.

    - Doradź, ojcze! Jak wyjść z tej sytuacji? I padł Chan Kaczan na kolana przed magiem.

    - Zapamiętaj, Kaczan, złotą regułę: jakby niewolnicy nie skakali, nie oburzali się i nie głosowali – nie jest ważne. Ważne, jak ich przestraszysz i obdarzysz najnędzniejszych z nich przywilejami, jakimiś świstkami papieru, paszportami nędzy, papierkami inflacyjnymi bez pokrycia w towarze i ogłosisz, że mogą wszędzie wchodzić osobnym, specjalnie dla nich otwartym  wejściem. Poczują się wtedy wybranymi. No i musisz im ogłosić, że zagraża im śmiertelna choroba, przed którą ty ich uratujesz. Przypadki tej choroby będziesz liczyć według znakomitej formuły wielkiego maga, czyli mnie. Kiedyś wrzucaliśmy do wody. Kto zaczął się topić - znaczy był winny. Dzisiaj robimy testy  Wykrywające Same Siebie. Ta sama metoda. I powiesz im, że liczba chorych wzrasta. Przeważnie wzrasta, bo czasem dasz im małe ochłapki nadziei. Poluzujesz żyłkę wędki. Powiesz, że liczba zakażonych, których ty możesz ocalić jest bardzo naukowa, według ostatnich opinii współczesnych, znakomitych, podwójnie zaślepionych naszymi sztukami złota matematyków, astrologów, wróżbitów i profetów. I powiesz, że opinie, iż ta metoda jest oszustwem są już nieaktualne, antyspołeczne i powinny być odsegregowane razem z ich głosicielami i pilnowane przez kobolda Faktchecker. I powiesz, że przywiały formułę obliczania przypadków zarazy do mistrza magiczne wiatry-massuny [massuny może być wymawiane "masony, musony, musuny"]. Magiczne wiatry, albo los, albo demon Wielki Resset, kiedyś zwany żeńskim imieniem demonicy Konieczność Dziejowa. Zapamiętaj: liczyć przestraszonych i tę liczbę pokazywać bezustannie jeszcze nieprzestraszonym - to jedyne idealne rozwiązanie. To działa. I będziesz przelewać wielokrotnie wyniki obliczeń z retorty do retorty, potrząsać i namnażać wielkie, napowietrzne liczby chytrymi łapskami opłacanych sowicie łapiduchów. Równolegle zmniejszysz liczbę niewygodnych oponentów codziennie napiętnowując ich podczas południowej, konferencyjnej Mszy Strachu i Nienawiści celebrowanej przez Szambelana Adama Sonntagsberga.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale