Czy trudno w zostać wybitnym publicystą (drukowanym w największych dziennikach i tygodnikach) nie mając nic do powiedzenia? Nietrudno! Łatwiej niż zostać profesorem bez habilitacji (czy nawet magistra) choć i to w naszej Nibylandii jest możliwe...
A co do pubicystyki – Oto napisany przeze mnie w kilka minut tekst merytorycznie bijący na głowę wywody czołowych "autorarytetów" medialnych i o wiele sensowniejszy:
"CZY MOŻLIWE JEST POJEDNANIE W ROCZNICĘ 10 IV?"
Czy możliwe jest pozbycie się z życia publicznego paranoi, podejrzliwości, haniebnego cynizmu, bezdennej głupoty? Czy możliwe jest pojednanie w rocznicę 10 IV?
Owszem, możliwe. Pod warunkiem że odejdą w niepamięć pewne postaci owo pojednanie uniemożliwiające...
Bo kogo tu mamy:
Oto lider partii złodziei, lodziarzy, narkomanów oszustów kupujących głosy wyborców– leń, nieudacznik i paranoik skupuiający się na zwalczaniu konkurentów partyjnych i dezintegracji pozostałych partii.
Oto prawnik z dalekiej Australii , który w serii histerycznych artykułów wyraża pogardę dla tych, którzy ważyli się cenić tragicznie zmarłego prezydenta.
Oto usłużny wobec Partii i Rządu twórca żenujących programów "rozrywkowych" kiepski kabareciarz, marny krytyk muzyczny i żałosny celebryta , który
wspólnie z drugim, równie żałosnym neptkiem "parodiował krzyż na żywo"
Oto nieudolny minister i paradny bufon notorycznie zapuchnięty i bekoczący bzdury, który na arenie międzynarodowej spieprzył chyba wszystko co było do spieprzenia
Oto sędziwy pseudo-profesor "autorarytet" bluzgający na przeciwników politycznych stekiem wyzwisk
Oto redaktor naczelny brukowca (gazety należącej na początku do demokratycznej opozycji a przejętej przez sitwę "lewicy laickiej") budujący nakład swej gazety na podgrzewaniu paranoi i teorii spiskowej, "polskiego rasizmu", ostrzegający przed "demonami patriotyzmu", zatrudniający ubeków i bratający się z ubeckimi generałami
oto plujący jadem wysoki urzędnik państwowy odmawiający opozycji prawa do istnienia
oto były reżyser paranoją, nienawiścią wobec przeciwników politycznych i oderwaniem oderwaniem od rzeczywistości wprawiający publiczność w oniemienie...
Wystarczy?
Bądźmy dobrej myśli. Jeśli ci ludzie dobrowolnie odejdą ze sceny politycznej pojednanie i zgodna wspólpraca będą możliwe.
[A teraz czekam na propozycje druku w wielkonakładowych gazetach :)]


Komentarze
Pokaż komentarze (1)