Rozprzężenie w tej platfusiarni, warcholstwo i anarchia... W trakcie obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego każdy sobie rzepkę skrobał:
Gajowy (to o kontuszu to oczywiście jego koncept) przestrzegał przed brakiem poszanowania dla państwa i jego organów (zwłaszcza takiego organu, który on – Gajowy uosabia). Nie wolno na owe organa gwizdać, buczeć czy też używać słów którymi platfusiarnia obrzucała pisiorów kiedy byli u władzy. Nie wierząc w swoją siłę przekonywania na wszelki wypadek nie udał się na Wojskowe Powązki by nie narazić swego hrabiowskiego majestatu na docinki ze strony licznie tam zgromadzonych warszawiaków.
Bufetowa wygłosiła kilka podniosłych banałów jakby z epoki późnego Gierka (swoją drogą coraz bardziej nasz platfusistan przypomina gierkowski PRyL...)
Gość o Nadętym Ego pryncypialnie skrytykował (na odległość) post-sanacyjnych podżegaczy i bankrutów politycznych
Jedynie Donaldinho dał się władować na minę i musiał (na Powązkach) wysłuchiwać cytatów z "profesora" Autoraryteta (o "bydle" tam było, czy jakoś tak...) tym razem padających pod jego adresem ...
Jeszcze żałośniej wypadły komuchy. Nawet wianka nie położyli pod pomnikiem Państwa Podziemnego przy Wiejskiej (a składali wszyscy: kluby parlamentarne, harcerze, strażacy, warszawska gmina żydowska). Co z tego że wściekły poseł komuchów (profesor po WUML-u) opieprzył w żołnierskich słowach dziewczyny z komuszego sekretariatu. Musztarda po obiedzie... Wianka nie ma, choć płacz człowieku! Odkąd Grzesiek oddał kandydowanie w Warszawie Tęczowemu Ryśkowi a sam zabrał się za kampanię w Szczecinie u komuchów pełne bezhołowie...


Komentarze
Pokaż komentarze