Washington Post w kilkuzdaniowej notce cytuje prok. Generalnego, który twierdzi że nie potwierdza wersji o zamachu bo nie ma na to dowodów. Brzmi to mniej więcej tak:
Prokurator generalny twierdzi, że nie ma dowodów na poparcie teorii że katastrofa samolotu w której w 2010 r. zginął prezydent Lech Kaczyński to był zamach.
Prokurator Generalny Andrzej Seremet zareagował w czwartek na komentarz przedstawiony dzień wcześniej przez […] Jarosława Kaczyńskiego, który zasugerował że katastrofa samolotu w Rosji była zamierzona.
Seremet, który nadzoruje polskie śledztwo powiedział w wywiadzie dla TVN24, że „nie znaleźliśmy żadnych dowodów, że przyczyną katastrofy był zamach”.
Jasne, że nie znaleźli dowodów. A niby gdzie mieliby znaleźć? Na podwórku prokuratury?
Można też dodać, że nie znaleźli dowodów na winę pilotów.
GENERALNIE NIE MAJĄ ŻADNYCH DOWODÓW BO WSZYTKIE SĄ W ROSJI.
Cykorzą przed Rosją do tego stopnia, że nie dopuścili do spóźnionej o 2 lata sekcji niezależnych ekspertów.
Można powiedzieć, że szanse na wnioskowanie z dowodów pośrednich mają takie same jak zespół Macierewicza. A raczej mniejsze, bo jakoś nie słychać o specjalnej determinacji w badaniu różnych możliwych hipotez.
http://www.facebook.com/OddajcieCzarneSkrzynki


Komentarze
Pokaż komentarze (2)