Na Ukrainie ktoś chce storpedować Euro. Mniejsza o to czy to szpiony czy sponsorowana przez ruskie służby grupa ekstremistów czy też wynajęci psychole – tak czy inaczej to działa na korzyść Moskwy (bo kompromituje Ukrainę przed Zachodem a słabsza pozycja na Zachodzie skutkuje coraz większym uzależnieniem tego kraju od Rosji ).
Czy podobne prowokacje czekiści mogli by zafundować nad Wisłą?
Niestety jeśli wpadną na taki pomysł to udogodnienia przygotowane przez zarządzających Platfusistanem mogą im ułatwić zadanie.
Powracający do władzy KGB-ista też przygotował pewne przdsięwzięcia – n.p. zorganizowanwe (przez kogo trzeba) wyjazdy “kibiców”. Na koszt Kremla przyjadą m.in. grupy powiązane z CSKA (czyli goście szkoleni przez GRU) i Spartaka (ci z kolei to pupile KGB).
W Wa-wie będzie na nich czekała eksterytorialna strefa ( “Russkij dom”ma się to nazywać czy jakoś tak..) - jakby co, to idealna baza wypadowa dla prowokatorów. Czy ktoś zapytał po co właściwie chcą tworzyć takie kuriozum? Jak chcą się bawić we własnym gronie to niech urządzą strefę w Moskwie. Dochodzi do tego otwarta od czerwca granica z okręgiem kaliningradzkim. Daje to możliwość swobodnego przenikania na teren Polski (bez wiz – czyli bez kontroli polskich służb konsularnych) z okręgu naszpikowanego wojskiem i wszelakimi służbami różnych nieciekawych kolesi. Ku radości KGB-istów, Okręg Kaliningradzki poza funkcją wysuniętej platformy bojowej z rakietami wycelowanymi w polskie miasta zacznie spełniać również funkcje dogodnej bazy dla agentury.
No dobra, ktoś powie, ale właściwie po co kagiebiści mieli by kopać kolesi w Kijowie czy w Warszawie skoro ci spełniają wszystkie ich życzenia?
Dlaczego? Przytoczę tu pewną anegdotę:
"Kiedy Mikołaj II w początkach swego panowania przyjechał do Warszawy, ugodowo nastawione ziemiaństwo opowiadało cuda o bankiecie, w którym uczestniczył na Zamku, o serdecznej atmosferze panującej podczas uczty, o polonezie prowadzonym przez cara" (niektóre wersje mówią o bruderszaftach cara i niektórych, co wybitniejszych przedstawicieli szlachty pitych po północy). Obecny na bankiecie Franciszek Fiszer, legendarna postać Warszawskiej bohemy lat międzywojennych, następująco opisał finał tych serdeczności.
Otóż, "kiedy nad ranem oczarowana przyjęciem szlachta opuszczała wreszcie Zamek i z lekka zataczając się kierowała swe kroki do pobliskich hoteli, z ulicy Piwnej wyskoczyła nagle sotnia kozaków i zaczęła okładać nas nahajami" –
"Żeby nam się we łbach nie poprzewracało!"


Komentarze
Pokaż komentarze