(Czytając Ezopa)
Było tak: Dawno temu w górach Beocji wśród pasterzy pasących stada gdzieś miedzy Kiteronem a Helikonem pojawił się pewien młody człowiek podający się za wędrownego filozofa. Niektórzy mówili potem, że należał do sekty cyników, która powstała z inspiracji pewnego mieszkającego w beczce abnegata, inni że raczej przyznawał się do sofistów . Byli też tacy, którzy uważali, że jego teksty o filozofii to czysta ściema a facet jest jedynie sprytnym cwaniakiem korzystającym z naiwności dobrodusznych kmiotków…
Michtrixokles (bo tak mu było na imię) miał oryginalne hobby. Otóż lubił nocami podkradać się w pobliże miejsc gdzie drzemiąc przy ogniskach siedzieli pasterze pilnujący stad i wprowadzać nieco ożywienia w ich monotonne życie… WILK!!! WILK!!! Darł się co sił Michtrixokles a pasterze podrywali się na równe nogi chwytając co mieli pod ręką (topór, drąg , kamień) przejęci strachem o swoje owce. Gdy z palącymi się żagwiami rozbiegali si ę po okolicznych pagórkach wypatrując świecących wilczych oczu Michtrixokles kładł się przy ogniu i śmiejąc się w kułak obserwował to ucieszne widowisko racząc się porzuconymi przez pasterzy podpłomykami, serem i winem. Gdy nie zauważywszy ani śladu wilka wracali nad ranem „wędrowny filozof” zwykle leżał przy dogasającym ogniu z dzbanem w łapie i chrapał aż jęczało.
Powtarzał ten numer dość często a pasterze mimo jego kunsztownych zapewnień i zaklęć („Klnę się na Pseudologosa że widziałem czające się wilki”) zaczęli podejrzewać, że robi ich w wała.
Gdy pewnej nocy z Gór Macedonii przywędrowała wataha wilków a największy basior podkradł się do włóczącego się w pobliżu pastwisk Michtrixoklesa ten wrzasnął w niebogłosy WILK!!! WILK!!!
Pasterze nawet nie unieśli głów. „Spadaj na drzewo frajerze, oliwki glansować…” mruknął ten i ów przewracając się na drugi bok.
Na drugi dzień pasterze zauważyli liczne wilcze tropy i pokaźnego kloca, którego „uczeń Diogenesa” wytworzył w stanie silnego zdenerwowania. Wilcze stado pognało Michtrixoklesa w niedostępne góry ale uznawszy go za wysoce niestrawnego nie skonsumowało. Jako błazen stał się atrakcją wędrownego wilczego cyrku. Popisowy numer polegał na tym że jeden ze szczeniaków gryzł Michtrixoklesa w d.. , ten wydawał okrzyk „WILK!!!!” a licznie zgromadzona wilcza publika leżąc na grzbietach wyła ze śmiechu.


Komentarze
Pokaż komentarze