[W ramach przypominania niemcom życiorysów “ich matek i ojców”.]
W ostatnich wspominaliśmy wydarzenia z początku sierpnia 1944 r. kiedy to oddziały niemieckich zbrodniarzy masowo mordowały mieszkańców warszawskiej Woli.
Warto przypomnieć jak potoczyły się losy zbrodniarza który dowodził rzezią.
Heinrich Friedrich ("Heinz") Reinefarth SS-Gruppenfuhrer zbrodniarz hitlerowski, odpowiedzialny za liczne masakry podczas tłumienia powstania warszawskiego nigdy nie poniósł odpowiedzialności za popełnione zbrodnie.
Od 5 sierpnia 1944 r. oddziały Reinefartha brały udział w walkach na Woli. W ciągu kilku dni wymordowały one w masowych egzekucjach ok. 50 tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy. W jednym z raportów do dowództwa Reinefarth donosił, iż nie ma już amunicji do dalszych rozstrzeliwań (więc jego podwładni mordowali roztrzaskując czaszki kolbami i podpalając budynki ze stłoczonymi wewnątrz ludźmi). Po brutalnej pacyfikacji Woli jego oddziały brały następnie udział w ciężkich walkach na Starym Mieście, Powiślu i Czerniakowie. Dokładna liczba ofiar zamordowanych przez dowodzone przez Reinefartha jednostki nie jest znana, a oprócz mordowania cywilów, zajmowały się one także mordowaniem jeńców wojennych i rannych powstańców w szpitalach. W sumie liczba ofiar tych zbrodni może wynosić nawet 100 tysięcy ludzi. Za swój udział w tłumieniu powstania Reinefarth otrzymał 30 września 1944 Liście Dębowe do swojego Żelaznego Krzyża.
W grudniu 1951 został on wybrany na burmistrza miasta Westerland (stolicy wyspy Sylt) jako przedstawiciel partii Blok Wszechniemiecki/ Blok Wypędzonych ze Stron Ojczystych. W 1958 wybrano go do landtagu w Szlezwiku - Holsztynie, a po zakończeniu kadencji w 1967 rozpoczął pracę jako prawnik.
Władze RFN konsekwentnie odmawiały jego ekstradycji i nawet przyznały Reinefarthowi generalską rentę. Heinz Reinefarth zmarł w 1979 w swojej rezydencji na wyspie Sylt, nigdy nie ponosząc odpowiedzialności za swoje zbrodnie.
Zapewne żyją jeszcze jego dzieci Peter i Inge (urodzone w latach trzydziestych ubiegłego wieku), które, gdy ich ojciec mordował mieszkańców Warszawy miały 11 i 8 lat.
Warto tego rodzaju historie przypominać potomkom tych, którzy głosowali na Hitlera i służyli oddziałach masakrujących cywilów. Potomkowie niemieckich morderców najwyraźniej o tym zapomnieli skoro produkują filmy szkalujące ofiary zbrodni i usprawiedliwiające zbroniarzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)