Opis artykułu 48 poz. 253 Dziennika Ustaw z roku 1995 w kwestii astrologii mówi między innymi:
"astrolodzy i pokrewni:
- badają wpływ poszczególnych planet układu słonecznego i gwiazd stałych na środowisko ziemskie;
- przewidują przyszłe zdarzenia w życiu osobistym przez praktykowanie astrologii i podobnych technik;
- oraz ostrzegają i dają rady dotyczące przyszłości.
Ich zadania obejmują:
- układanie horoskopów po narodzinach lub później i przewidywanie warunków życia;
- określanie korzystnego czasu dla różnych ludzkich wydarzeń, takich jak zawarcie małżeństwa, podróż, obejmowanie urzędu; (...)
- interpretowanie charakterystyki linii dłoni, układu kart, układu liści parzonej herbaty, fusów kawy, kształtu i układu kości martwych zwierząt."
(Klasyfikacja zawodów i specjalności III, Opisy grup zawodów, w: Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej, Warszawa 1995, s. 186-188).
Rozporządzenie to zostało podpisane przez uważanego wtedy za wielkiego reformatora lewicy, Leszka Millera. Pomijam tu ten fachowy żargon, a jedynie chciałbym zasugerować zastanowienie się nad liczbą osób chodzących do astrologa i wierzących w horoskopy, które to osoby jednocześnie nazywają Kościół Katolicki i chrześcijan ciemnogrodem. Rozumiem zatem, że przepowiadanie przyszłości na podstawie zjaranych kości bawoła jest właśnie nowoczesnym postępowaniem i podążaniem za duchem czasu, ale nie o tym chcę powiedzieć.
Chciałbym skupić się na astrologii w ujęciu logicznym. Otóż, chciałbym podzielić się Państwem następującymi argumentami logicznymi. Oto one:
Argument 1.
Załóżmy, że na świecie żyje obecnie 6 miliardów osób. Gwiazdozbiorów będących jednocześnie znakami zodiaku jest 12. Zatem średnio powinno być 500 milionów osób w każdym znaku zodiakalnym. Horoskopy adresowane do każdego ze znaków od super wróżek będących na usługach każdego – chcącego być trendy – pisma sugerują jednocześnie, że te 500 milionów osób będzie zachowywać się tak samo. Że mają taką samą przyszłość itp. Być może Państwo – w przeciwieństwie do mnie – widzicie, że tak właśnie jest.
Argument 2
Ponieważ liczy się dla profesjonalnych astrologów również godzina urodzenia, to być może Państwo – bo ja również nie – znacie całą masę identycznie zachowujących się bliźniaków, a odmieńcy są tylko nielicznymi wyjątkami.
Argument 3 (dla mnie najciekawszy)
Żeby dobrze wywróżyć trzeba przywrócić na mapie układ WSZYSTKICH planet względem siebie w chwili narodzin człowieka. Ponieważ astrologia była zawsze odkąd ludzkość istnieje ( w zamierzchłych czasach nie było rozgraniczenia pomiędzy astrologią i astronomią), więc wszelkiego rodzaju wróżbici trzepali niezłą kasę przepowiadając wcześniej władcom, potem temu, kto zapłacił. Ustawiali te planety na mapie nieba i wróżyli. Aż przyszedł XVII wiek i okazało się że odkryto Urana. Cóż na to astrologowie? No nic… zaczęli wróżyć z siedmiu planet. Potem przyszło odkrycie Neptuna, potem Plutona, potem dyskwalifikacja Plutona jako planety. I co na to astrologowie? A nic.. wróżyli dalej, z ośmiu planet, z dziewięciu, teraz znów z ośmiu. Wróżą bo gawiedź chodzi. Jest żądna by im wciskano kłamstwa oczekując gratyfikacji nierzadko kilka stów. Chodzi tam ta sama gawiedź, która chrześcijan nazywa ciemnogrodem. To jest właśnie kuriozum.
Argument 4
Dlaczego w tych obliczeniach astrologicznych nie bierze się pod uwagę planetoid? Skoro tak daleko leżące ciało niebieskie jak Pluton (kiedy piastował stanowisko planety) ma rzekomo wpływ na Ziemię, to jakżesz większy wpływ ma na Ziemię największa planetoida – Cerez. Leży dużo bliżej i ma średnicę około 1000 km. Co się stanie, gdy okaże się, że nauka pójdzie tak do przodu, iż nastąpi nowa klasyfikacja planet? Okaże się, że planety gazowe (Jowisz, Saturn, Uran Neptun) nie spełniają kryterium planety, natomiast kryteria te spełnia 78 planetoid?
Libertyńska definicja Ciemnogrodu w ujęciu relatywnym jest naprawdę czasami porażająca.
Pozdrawiam



Komentarze
Pokaż komentarze (25)