Merdia doniosły o trzech anarchistach, którzy chcieli podłożyć ładunki pod policyjne radiowozy w Warszawie – ale zostali zawczasu aresztowani:
Trzej podejrzani, którzy w maju mieli przygotowywać zamach na jednostkę policji w Warszawie najprawdopodobniej wyjdą na wolność. Stanie się tak, jeśli w ciągu tygodnia wpłacą poręczenie majątkowe w wysokości 20 tysięcy złotych. […]
Prokuratura wnioskowała o przedłużenie aresztu, sąd pierwszej instancji przedłużył ten areszt do listopada (3 miesiące), sąd odwoławczy stwierdził jednak, że nie jest konieczne stosowanie tymczasowego aresztu dla podejrzanych.
Teraz przypominamy: Lata temu niejaki Brunon Kwiecień, najprawdopodobniej świr, padł ofiarą policyjnej prowokacji. Grupa terrorystyczna w której wszyscy członkowie oprócz jego samego byli agentami policji postanowiła zorganizować zamach bombowy. Pan Kwiecień dzielnie się starał zbudować jakąś bombę – ale został pokazowo aresztowany, po czym bardzo się zdziwił gdy się dowiedział, że był jedynym członkiem grupy, który nie był na etacie policji i że całą organizację terrorystyczną zorganizowała ABW po to aby móc się wykazać jej rozbiciem – i on, Brunon Kwiecień, jest tym kozłem ofiarnym, który musi za to zapłacić.
Brunon Kwiecień potem siedział w areszcie śledczym całe lata bez aktu oskarżenia, potem w końcu sąd wypichcił akt oskarżenia, następne ileś lat trwał proces i w końcu gościu dostał wyrok. Nie oceniamy to – słusznie czy nie. Oceniamy tylko, że proces trwał skandalicznie długo.
A teraz proszę: gdy zamach próbuje dokonać grupa lewaków – to nagle okazuje się, że areszt w ogóle nie jest potrzebny i można ich wypuścić za kaucją.
Wniosek: są zamachy planowane z pobudek ideologicznie słusznych i niesłusznych. Brunon Kwiecień działał z niesłusznych. Lewacka swołocz działa z pozycji słusznych więc wymiar sprawiedliwości traktuje ją ulgowo i puszcza wolno.
Inne tematy w dziale Polityka