Mariusz Zawadzki, jeden z głupszych ludzi piszących w Gazwybie, (co zważywszy na niski poziom intelektualny Gazwybu powinno mówić samo za siebie) stwierdza ze zgrozą:
Szefem dyplomacji u Trumpa może zostać człowiek, który uważa Estonię za przedmieścia Sankt Petersburga
Nasza pierwsza uwaga: Czy w Gazwybie naprawdę nie mają kogoś mądrzejszego kto mógłby pełnić rolę korespondenta w USA? Kogoś kto chociażby udawał, że jego zadaniam jest informowanie a nie pisanie prymitywnych tekstów agitprop? Nawet amerykańskie wybory pokazały już, że gdy merdia przesadzą z chamską propaganda na rzecz jakiegoś kandydata – to ludzie – ze zwyczajnego obrzydzenia – zaczynają głosować na złość na odwrót. Wiemy, że pismacy z Gazwybu to – jako lewacy – ludzie ograniczeni ale w końcu tyle to chyba są w stanie zrozumieć?
Druga uwaga: Według Google Maps odległość między centrum Sankt Petersburga a Narwą w Estonii wynosi 159 kilometrów, czyli mniej więcej tyle samo (155 km) ile wynosi odległość z Manhattanu do Hamptons na Long Island, gdzie bogaci liberałowie z miasteczka Nowy Jork mają swoje rezydencje weekendowe.
Czyli Newt Gingrich (bo to on jest tym kandydatem Trumpa na sekretarza stanu, o którym pisze Pan Zawadzki) ma rację: Estonia to przedmieścia Sankt Petersburga.
Trump też mówi otwarcie coś o czym inni politycy USA i NATO kłamią: NATO nie ma ani chęci ani możliwości aby Estonię bronić przed rosyjskim atakiem. Jeżeli Rosjanie wkroczą do tego kraju- to jedyne co NATO będzie w stanie zrobić – to wydać oświadczenie potępiające. Nic więcej nie zrobi i nie zamierza – o czym Wielki Wódz pisze do znudzenia i do obrzydzenia.
Trump jest człowiekiem uczciwym bo mówi o tym wprost. Reszta kłamie.
Inne tematy w dziale Polityka