Wielki Wodz Apaczow Wielki Wodz Apaczow
271
BLOG

Tora! Tora! Tora!

Wielki Wodz Apaczow Wielki Wodz Apaczow Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

7 grudnia 1941 nad amerykańską bazą w Pearl Harbor pojawiły się nagle setki japońskich samolotów z lotniskowców, które niezauważone, podkradły się na wody na północ od Hawajów. Na czele armady leciał samolot z dowódcą ataku, komandorem Mitsuo Fuchida, którego zadaniem było doprowadzić wyprawę do celu – a następnie obserwować rezultat i – po powrocie – zdać raport dowództwu .

Gdy japońscy lotnicy pojawili się nad portem i gdy zobaczyli, że Amerykanie w ogóle się ich nie spodziewali – Fuchida nakazał radiooperatorowi nadać umówiony sygnał do lotniskowców – „Tora! Tora! Tora!” – „Tygrys! Tygrys! Tygrys!’ – co miało oznaczać, że udało sie osiągnąć całkowite zaskoczenie. Ta scena nadania depeszy a następnie otrzymania jej przez admirała Yamamoto znalazła się sławnym później filmie „Tora! Tora Tora!”.

Japońscy piloci rozpoczęli bombardowanie i niedługo potem spora część floty Pacyfiku była na dnie lub tak uszkodzona, że nie nadawała się do walki.

Fuchida w swoim samolocie pozostał nad polem walki do końca ataku obserwując i notując rezultaty. Potem zawrócił do lotniskowców. Zdał raport powiadamiając dowódców o wielkim sukcesie – i został bohaterem narodowym.

W ciągu następnych miesięcy przeprowadził jeszcze dwa podobne ataki – na Darwin w Australii oraz na brytyjskie bazy na Cejlonie. Obie operacje zakończyły się pełnym sukcesem.

Jego karierze jako oficera bojowego położyła kres bitwa o Midway. Został w niej ciężko ranny podczas bombardowania lotniskowca, na którym akurat przebywał. Przeżył, ale po wylizaniu się z obrażeń nie nadawał się już do latania. Resztę służby spędził w sztabie – co mu uratowało życie. Z pilotów, którymi dowodził pod Pearl Harbor niewielu przeżyło Midway oraz późniejsze bitwy w archipelagu Marianów. Z armady okrętów, które popłynęły pod Pearl Harbor pod koniec wojny pozostał tylko jeden mały transportowiec – calą reszta była na dnie.

Po wojnie poproszono go aby wystąpił jako obrońca na procesie japońskich zbrodnirzy wojennych, którym zarzucano nieludzkie traktowanie jeńców. Postanowił przyjąć linię obrony: „No dobrze, może myśmy waszych jeńców nie traktowali za dobrze ale wy naszych tak samo więc o co chodzi?”. Aby mieć argumenty postanowił zebrać zeznania Japończyków, którzy w czasie wojny siedzieli w amerykańskiej niewoli.

Trudno mu było takich znaleźć, bo Japończycy z zasady się nie poddawali. Nieliczni, którzy trafili do niewoli byli to ludzie, których znaleziono na pobojowiskach tak rannych, że nie byli w stanie się bronić ani popełnić samobójstwa – i wbrew ich woli zostali zabrani do szpitali a następnie wyleczeni.

Z takimi ludźmi Fuchida zaczął prowadzić wywiady – i okazało się, że nie jest w stanie zebrac świadectw okrutnego traktowania jeńców japońskich. Wszyscy twierdzili, że alianci traktowali ich w niewoli bardzo dobrze. Fuchida tego nie rozumial. A nawet gorzej: znalazł Japończyków, ktozy twierdzili, że gdy byli w niewoli byli dobrze traktowani i spotkali się z opieką ze strony ludzi – których rodzice zostali zabici przez Japończyków.

Próbował zrozumieć co o tym sądzić. Pewnego razu spotkał jakiegoś chrześcijańskiego misjonarza. Ten wręczył mu Pismo Święte. Fuchida zaczął czytać – i stał się nowym człowiekiem. Został chrześcijaninem. Osiedlił się w USA, dostał zieloną kartę i resztę życia pracował jako chrześcijański misjonarz. Zmarł w roku 1976.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura