90 obserwujących
356 notek
962k odsłony
3447 odsłon

Demokracja na Białorusi i w Kazachstanie? Ostrożnie.

Wykop Skomentuj47

Inną informacją podzielił się w stacji radiowej Echo Moskwy politolog Stanisław Biełkowski, w przeszłości doradca Putina, człowiek blisko związany z Kremlem, dziś raczej po stronie opozycji. Powiedział on, że Łukaszenka w trakcie rozmów z Putinem zaczął rozgrywać jedną ze swych ostatnich kart atutowych – a jest nią kwestia przyszłości stacji radiolokacyjnej Wołga, bez której rosyjski system ostrzegania przed atakiem nuklearnym jest dziurawy, a w praktyce nie działa. Z punktu widzenia rosyjskich wojskowych jej przyszłość jest o tyle istotniejsza teraz niźli jeszcze kilka lat temu, że są oni zdania, iż Amerykanie już przywieźli do Polski rakiety Tomahawk, a nie wiadomo czy i nie głowice nuklearne. Chodzi o instalacje znajdujące się 48 km od miejscowości Baranowicze. W 1995 roku Białoruś wydzierżawiła je Federacji Rosyjskiej na 25 lat, zwalniając ją przy tym z opłat z tego tytułu. Mówiło się o rosyjskim wsparciu dla modernizacji białoruskich sił zbrojnych, ale teraz, Mińsk jest zdania, że takowego wsparcia nie było i jeśli Moskwa chce przedłużenia umowy, a z pewnością chce, to trzeba usiąść do stołu rozmów. Jeśliby te doniesienia potwierdziły się, to mielibyśmy do czynienia z ciekawą rozgrywką.

I wreszcie kolejna nowina, tym razem ujawniona najprawdopodobniej przez innego rosyjskiego politologa Gleba Pawłowskiego, choć amerykański Bloomberg, który o tym pisze powołuje się na nieoficjalne źródła na Kremlu. Ale Pawłowski już wcześniej przedstawiał tę teorię, w myśl której genezą rosyjskich zmian konstytucyjnych, dość niespodziewanie ogłoszonych przez Putina w połowie stycznia, było fiasku planu integracyjnego z Białorusią. Bo to miała być ponoć pierwsza i główna opcja Moskwy – połączenie dwóch organizmów państwowych, a może nawet w szerszym kształcie i dlatego jesienią ubiegłego roku mieszkańcom zbuntowanych ukraińskich prowincji zaczęto wydawać rosyjskie paszporty, i powołanie Putina, na szefa tego neo-ZSRR. Plan upadł i trzeba było realizować wariant B, czyli to co dziś obserwujemy. Dymisja Miedwiediewa, który był zwolennikiem projektu integracyjnego i rosyjskiej presji ekonomicznej na Białoruś miałaby być konsekwencją niepowodzenia tego zamierzenia. O tym, że teraz mniej będzie mówić się o integracji świadczą tez niedawne zastanawiające słowa wiceszefa administracji Kremla, Dmitrija Kozaka, który po rozmowach w Soczi mówił jedynie o kontynuowaniu konsultacji na różnych administracyjnych szczeblach, ale generalnie poświęcił integracji niewiele uwagi.

Sporo ciekawego działo i dzieje się też w Kazachstanie, kolejnym kraju, który niedawno odwiedził amerykański Sekretarz Stanu i którego polityka zarówno dla układu sił w Azji Środkowej, jak i w rozmaitych rosyjskich sojuszach i platformach integracyjnych, jest kluczowa. Dziesięć osób zabitych, ponad 150 rannych, w tym 19 funkcjonariuszy sił porządkowych (niektórzy mają rany postrzałowe), kilka tysięcy uciekinierów, spalone domy i samochody – to bilans zajść na tle narodowościowym w południowym Kazachstanie, zamieszkiwanym przez muzułmańską mniejszość Dunganów, które miały miejsce na początku tygodnia. Ta licząca niewiele ponad 100 tyś. osób grupa etniczna przywędrowała jeszcze w XIX wieku na obszary dzisiejszego Kazachstanu po nieudanej próbie powstania w Chinach, ale jej przedstawiciele utrzymali wierzenia i tradycje chińsko – tybetańskiej rodziny narodów.

Relacje mediów na temat powodów zajść, ale również informacje związane z reakcją lokalnych władz różnią się dość znacznie. W świetle jednych mieliśmy do czynienia z porachunkami gangsterskimi między grupami rywalizującymi ze sobą o kontrolę nad nieodległą granicą z Kirgistanem. Inni dziennikarze, relacjonujący wydarzenia, zwracają uwagę na narodowościowe tło wydarzeń a także postawę miejscowej policji, która nie tylko nie interweniowała, ale wręcz uczestniczyła w pogromach, którym kres położyło dopiero przybycie sił specjalnych. Reakcja władz, zwłaszcza prezydenta Tokajewa, który nie tylko zdymisjonował szefów miejscowej policji i władz administracyjnych ale przysłał na ich miejsce z misją uspokojenia sytuacji wicepremiera rządu świadczy o tym, że sytuacja została potraktowana poważnie. Sam Tokajew występując publicznie mówił wręcz o akcji „prowokatorów”. Przy okazji zapowiedział powołanie państwowej komisji mającej wyjaśnić co się stało oraz złożonej z najważniejszych urzędników (w tym i Prokuratora Generalnego) grupy dochodzeniowej, której zadaniem ma być złapanie i ukaranie tych, którzy inicjowali zajścia. Obserwatorzy zwracają uwagę na fakt, iż próba wywołania zamieszek na tle narodowościowym jest nie tylko ogromną stratą wizerunkową dla władz, które budują obraz Kazachstanu jako kraju w którym harmonijnie żyją różne grupy etniczne ale również stanowić mogą zagrożenie dla kursu na liberalizację, który od roku realizuje nowy prezydent kraju. Niepokój władz jest tym większy, że w trakcie zamieszek w serwisach społecznościowych zamieszczane były apele aby po rozprawieniu się z Dunganami „pójść” na nieodległą Ałmaty, kulturową stolicę Kazachstanu. W prorosyjskich portalach relacjonujących życie Azji Środkowej sporo jest wypowiedzi przywoływanych ekspertów, którzy argumentują, że wydarzenia te są dowodem „całkowitego fiaska” polityki, od lat uprawianej przez władze Kazachstanu. Jej istotą było, obok oficjalnych sloganów o tym, że w kraju wszystkie narody i grupy etniczne żyją w harmonii, polityka która sprowadzała się do preferowania w służbie publicznej Kazachów. I teraz, w obliczu ostatnich pogromów, władze winny przemyśleć sens jej kontynuowania.

Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka