96 obserwujących
361 notek
1009k odsłon
4861 odsłon

Zerowanie licznika kadencji Putina, czyli kontratak konserwatystów.

Wykop Skomentuj55

Wśród rosyjskich politologów, publicystów, komentatorów trwa obecnie ożywiona dyskusja na temat tego co w istocie stało się Rosji, a precyzyjniej rzecz ujmując w środowisku rosyjskich elit, w ubiegłym i w tym tygodniu. Co spowodowało, że proces „przekazania władzy” jak jeszcze niedawno sądzono, jej transmisji, połączony z przebudową rosyjskiego ustroju, co łączy się ze zmianą konstytucji przybrał tak nieoczekiwany obrót. Dwa tygodnie temu pisałem o spekulacjach Wladislawa Surkowa, zdymisjonowanego doradcy Putina i rewelacjach Aleksieja Wieniediktowa szefa rozgłośni Echo Moskwy o rozpatrywanym na Kremlu scenariuszu „wyzerowania” licznika kadencji Putina, co miałoby nastąpić przy okazji zmian konstytucyjnych. Ale wówczas w Rosji nikt specjalnie nie zwrócił na te słowa uwagi, tak silne było przeświadczenie o tym, że rozpoczęty w styczniu proces przebudowy ustrojowej przyjmie kształt próby stworzenia wzajemnie się równoważących instytucji federalnych, swoistego systemu „checks and balances”. Słowa Surkowa przyjęto do wiadomości, ale bez przejmowania się tym co powiedział. Może dlatego, że uznano iż nie wykraczają one poza lekceważoną mądrość ludową, bo jak pokazywał jeden z ostatnich sondaży rosyjskiej opinii publicznej 47 % ankietowanych było zdania, iż cały proces zmian ustrojowych ma w istocie jeden cel – aby Putin mógł dłużej pozostać na swoim stanowisku.

Może od początku celem całej rozgrywki była propozycja wyzerowania licznika kadencji Putina, zgłoszona przez kosmonautkę Tiereszkową przy okazji trzeciego czytania propozycji noweli konstytucyjnej a może plan był inny, ale nastąpił nagły, nieoczekiwany zwrot akcji, pod wpływem niespodziewanych wydarzeń i nieujawnionych opinii publicznej tarć w łonie rosyjskiej elity? Warto w takiej sytuacji opisać to co się stało i sformułować pierwsze, trochę na gorąco, próby wyjaśnienia tego co nastąpiło.

Już tydzień temu, w piątek 6 marca, w czasie pobytu w Iwanowie, gdzie Putin spotkał się z włókniarkami wiadomo było, że dzieje się coś nieoczekiwanego. Zapytany przez jedną z nich czy zmiany w konstytucji oznaczają jego odejście, a może to, że stanie na czele nowego organu władzy jakim ma być Rada Państwa, Putin odparł, że nie ma takich planów. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że jak zauważył tego rodzaju krok spowodowałby dwuwładzę, z jednej strony urzędującego prezydenta, a z drugiej szefa nowego organu. A to dla Rosji, w opinii Putina nie byłoby dobre rozwiązanie. Ale to nie był koniec rewelacji. Pytany o możliwość „wyzerowania” kadencji prezydenckich powiedział on, że i takie zmiany nie są dobre dla Rosji, bo ona potrzebuje zmienności władzy. Ale tu nastąpiło ciekawe uzupełnienie. Po pierwsze, jak zauważył rosyjski prezydent najpierw kraj musi „zgromadzić trochę tłuszczyku” to znaczy sytuacja musi być stabilna, gospodarka rozwijać się dobrze a obywatele uwierzyć we własne i państwa możliwości. Trzeba też pamiętać, jak dodał, że zmiany w konstytucji to pomysł nie na kilka lat, ale na dziesięciolecia, a może nawet na 50 lat. I tak trzeba wszystko przemyśleć i zapisać aby kraj dobrze funkcjonował przez długi czas. W jego wypowiedzi znalazł się też akcent osobisty, bo Putin powiedział, że o siebie się nie boi, „ja nie zwariuję” zapewnił rozmówców, ale co będzie po tym jak odejdzie to już nie wiadomo, i w związku z tym ograniczenie liczby kadencji winno pozostać. Ale z całości jego wypowiedzi, choć mówił w swoim dwuznacznym stylu, można było wyciągnąć wniosek, że jedna kadencja po 2024 roku, to jest ten czas stabilizacji, kiedy państwem winien on kierować, a późniejsze 30-50 lat to już normalne ograniczenie liczby kadencji prezydenckich do dwóch, niezależnie od tego czy „z rzędu” czy bez. Teraz to, co Putin powiedział wydaje się dość przejrzyste i czytelne, ale pod koniec ubiegłego tygodnia wypowiedź ta, choć zauważona, nie została potraktowana poważnie.

Tego samego dnia, przed wylotem do Iwanowa, Putin miał spotkać się na lotnisku Wnukowo 2, z prezesem Rosnieftu, Igorem Sieczinem. I wówczas, jak informują powołując się na przecieki z otoczenia rosyjskiego prezydenta kanały na platformie Telegram, miała zapaść decyzja o ostatecznym wyjściu Rosji z porozumienia z OPEC, co równało się, co było oczywiste, rozpoczęciu wojny cenowej na rynku naftowym. Tylko, że w tym wypadku, jak się wydaje rosyjskie władze nie doceniły skali tego co się stanie i skutków tych działań dla krajowej gospodarki. Z ujawnionych dziś raportów analitycznych Banku Rosji, które diagnozują sytuację na światowych rynkach finansowych (badając stosunek do rubla i obligacji rosyjskiego rządu) wynika, że oceniano sytuację jako względnie stabilną. Kryzys wywołany koronawirusem i perspektywa spowolnienia światowej gospodarki przebiegał, zdaniem analityków, według scenariusza umiarkowanego i nie dało się zauważyć nerwowości po stronie zagranicznych inwestorów, angażujących się zarówno w zakup rosyjskich obligacji, jak i kupujących ruble. Przy czym odnotowano, że większość (ponad połowa) transakcji typu swap na koszyku walut rubel – dolar, ma miejsce w Londynie co po pierwsze upodobnia rosyjską walutę do brazylijskiego reala, a po drugie powoduje, że rząd rosyjski i bank centralny nie mają na te notowania praktycznie wpływu.

Wykop Skomentuj55
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka