83 obserwujących
339 notek
833k odsłony
1465 odsłon

Pijany 6 latek pod kołami samochodu.

Wykop Skomentuj14

Są sprawy, które lepiej niźli rozbudowane analizy socjologów i psychologów opisują relacje władza – obywatel, i generalnie, system rządów w danym kraju. Do takich należy chyba smutna historia tego, co przydarzyło się 6 – letniemu Aloszy Szimko z podmoskiewskiej miejscowości Żeleznodorożnyj (jakieś 25 km od centrum stolicy).

23 kwietnia tego roku Alosza wraz z matką, babcią i dziadkiem wczesnym popołudniem poszli na osiedlowy plac zabaw. Jak relacjonuje dziadek, było tam wiele dzieci z rodzicami. Po jakimś czasie podczas powrotu do domu rodzina rozdzieliła się. Panie poszły do sklepu, a dziadek wracał z wnukiem. Prowadził rowerek, a rozbawiony 6 latek biegł z przodu. I wtedy właśnie, prawie u wejścia do bloku, w którym rodzina mieszkała, na cichej osiedlowej uliczce, na której dozwolona prędkość to 20 km na godzinę, chłopca potrącił, rozpędzony, jak relacjonuje dziadek, samochód. Co więcej prowadząca go kobieta wcale nie hamowała, przednimi kołami przejechała dziecko, tak, że świadkowie chcący udzielić dziecku pomocy musieli wyciągać je spod samochodu. Ci sami świadkowie relacjonują, że młoda kobieta prowadząca samochód w momencie wypadku rozmawiała przez telefon i może, dlatego, snują hipotezy, nie zauważyła dziecka. Są też tacy, którzy twierdzą, że bardziej martwił ją stan tapicerki w samochodzie, niźli los potrąconego 6 latka, kiedy już wydobyte spod kół i zakrwawione dziecko przechodnie położyli na tylnym siedzeniu jej maszyny. A i to, że po całym wydarzeniu najpierw zadzwoniła do jakichś znajomych a nie po pogotowie, wydaje się, co najmniej niecodziennym zachowaniem. Ci przyjaciele okazali się wkrótce jej bardzo potrzebni, kiedy się już zjawili, bo mogli sprawczynię wypadku obronić przed linczem wzburzonych świadków.

Ale dziwne rzeczy zaczęły dziać się dopiero później. Najpierw zniknęły zapisy z kamer monitorujących osiedle. Objęte jest ono programem „bezpieczne miasto” i jedna z kamer była w bezpośredniej bliskości zdarzenia. Ale, zastanawiające, są zapisy z całego dnia sprzed wydarzenia i z dnia po nim, a akurat z tego dnia, nic, czarna dziura. W Rosji jest też zwyczaj, że ludzie montują swe prywatne kamery, rejestrujące obraz i mające chronić zaparkowane przed domami ich samochody. Tak było i w tym wypadku. Jak mówi ojciec ofiary, ktoś miał taką kamerę, która musiała zarejestrować, co się wydarzyło, czy chłopiec wbiegł pod koła samochodu, czy ten hamował, czy kobieta rozmawiała przez telefon? Ale następnego dnia po wypadku kamera zniknęła, ktoś ją zdemontował i do dziś nie wiadomo, co z nagraniem. Policja, generalnie, jak relacjonuje ojciec nie była zainteresowana „zabezpieczeniem” nagrań. Działała, co najmniej opieszale, powolutku. W taki sposób, że nagrania z okolicznych sklepów zdążono już skasować. Nie chcieli też przesłuchiwać dziadka, przecież świadka całego wydarzenia. Ten emerytowany podoficer rosyjskiej armii przyjechał do syna, też wojskowego, w odwiedziny i specjalnie przedłużył urlop spodziewając się, że zaraz będzie przesłuchiwany. Ale nie, musiał chodzić na komisariat i prosić śledczych, aby spisali jego zeznania. Do innych świadków, sąsiadów, szybciej niż policja, dotarli, jak mówi ojciec ofiary, jacyś dziwni ludzie i prowadzili z nimi rozmowy. O czym? Nie wiadomo.

Generalnie policja nie spieszyła się z prowadzeniem dochodzenia. Eksperyment śledczy, który miał przesądzić czy kierująca samochodem mogła widzieć chłopca i hamować przeprowadzono dopiero kilka tygodni po zdarzeniu. Ale i tak, jak mówi ojciec, policja niczego nie rejestrowała. Po prostu posadzili ludzi w samochodzie i pytali tych na tylnym siedzeniu czy widzą ulicę przed nimi. Okazuje się, że widzieli. Cały postępowanie zarejestrował swoim telefonem ojciec ofiary, którego, po fakcie dochodzeniowcy prosili, aby przekazał im nagranie. Ale on po pierwszych doświadczeniach odmówił. Trochę tych dziwnych wypadków było, w jego opinii zbyt dużo. A w największym stopniu rodzinę ofiary wzburzyło to, że dopiero miesiąc po wypadku wdrożono oficjalne postępowanie przeciwko sprawczyni wypadku.

Jak się okazało, prowadząca samochód młoda kobieta, pracownica znajdującego się nieopodal salonu sprzedającego telefony komórkowe nie była zwykłą „obywatelką”, ale zdecydowanie kimś w rosyjskiej hierarchii społecznej ważniejszym. Otóż jej mąż jest „autorytetem” w środowisku lokalnych kryminalistów, może nie aż „worem w zakonie”, ale z pewnością też nie byle kim. Właśnie odsiaduje dziesięcioletni wyrok w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Wychodzi już niedługo, w 2020 roku. Jego grupa specjalizowała się w wyłudzaniu mieszkań od osób samotnych. Przy czym nie były to przestępstwa „białych kołnierzyków”, bo swe ofiary torturowali, wymuszali sprzedaż mieszkania a następnie mordowali. Młodzi poznali się za pośrednictwem internetu (kolonia o zaostrzonym rygorze?), pokochali się i pobrali. Nieżyczliwi mówią, że zza krat mąż – autorytet, pomaga swojej żonie wybrnąć z kłopotów.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka