Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz historyk analityk
59 obserwujących 274 notki 537064 odsłony
Marek Budzisz, 26 czerwca 2018 r.

Czy Rosja przymierza się do połknięcia Białorusi?

2916 86 1 A A A

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka w ostatnich dniach dwukrotnie wypowiedział się o przyszłości swego kraju. Przy czym to, co powiedział wzbudziło może nie sensację, ale przynajmniej, zdziwienie w kręgach ekspertów i obserwatorów sytuacji u naszego wschodniego sąsiada. 

    W sobotę, Batka, przebywając z gospodarczą wizytą w rejonie szkłowskim we wschodniej Białorusi miał powiedzieć „jesteśmy na froncie. Jeśli nie przetrwamy tych lat, będzie to oznaczało, że będziemy musieli wejść w skład innego państwa albo będą nami sobie nogi wycierać. A nie daj Boże, jeszcze, jak na Ukrainie, wojnę rozpętają.” Narada dotyczyła sytuacji w rolnictwie i w ten sposób białoruski dyktator chciał zmobilizować urzędników, aby ci aktywniej niźli do tej pory „zaprowadzili porządek”. Nie omieszkał przy tym dać im wolną rękę, – jeśli chcecie to weźcie pistolety – dodał, – ale porządek musi być, bo to jest kwestia przetrwania. Kilka dni wcześniej Łukaszenka spotkał się z Johannes Hahnem, austriackim eurokomisarzem odpowiadającym z politykę współpracy z państwami niebędącymi członkami Unii Europejskiej i politykę rozszerzenia. Również w trakcie tego spotkania zadziwił swymi wypowiedziami obserwatorów. Mówił, iż będzie nalegał na to, aby Unia, tak jak i Białoruś rozpoczęła wzajemną i skorelowaną politykę redukowania ograniczeń handlowych. Jego kraj, deklarował, nigdy nie wprowadzał ograniczeń, nie dyskryminował kapitałów napływających z Zachodu, nie czynił utrudnień Białorusinom chcącym pracować w Unii. Jednym słowem, zawsze był krajem bezpiecznego tranzytu i takim chce pozostać w przyszłości. Mniejsza o to, na ile deklaracje Łukaszenki odpowiadają rzeczywistości, ważne jest, co innego. Otóż zapowiedział on, że jeśli Unia będzie uprawiać wobec Białorusi politykę otwartych drzwi, to niewykluczona jest ewolucja systemu politycznego jego kraju, bo łączą nas wartości, takie jak poszanowanie dla wolności i swobód obywatelskich. „Nie składaliśmy wniosku o przyjęcie nas do Unii – dodał Łukaszenka, – ale teraz chcemy, aby nasze relacje były na takim samym poziomie, co między krajami będącymi członkami.”

    Obserwatorzy, te zastanawiające, nawet, jeśli na wiarę przyjmiemy, że szczere, deklaracje białoruskiego dyktatora łączą z niedawną krótką wizytą w Mińsku Władimira Władimirowicza, który zamiast na mecz Rosji z Egiptem w Petersburgu poleciał na Białoruś. Zresztą nie sam, bo wraz z nim w podróż udało się niemal całe rosyjskie kierownictwo – premier Miedwiediew, oraz spikerzy obydwu izb rosyjskiego parlamentu. Formalnym powodem spotkania był szczyt istniejącego na papierze, lecz w praktyce niefunkcjonującego państwa związkowego Rosji i Białorusi. Wizyta poprzedzona została kolejnym sporem handlowym między obydwoma państwami. Tym razem poszło o decyzje rosyjskiej inspekcji towarów żywnościowych, która cofnęła licencje na wwóz na rosyjski rynek mleka i nabiału od kilku białoruskich przetwórców. W Rosji doskonale wiedzą, że mleko to dla Mińska produkt strategiczny, nie tylko z tego powodu, że jego eksport stanowi ważne źródło pieniędzy, ale również dlatego, że Białoruś w sporych ilościach reeksportuje nabiał i na tym zarabia. Już wielokrotnie rosyjskie media i urzędnicy podnosili argument, iż białoruski eksport mleka jest większy niźli cała produkcja kraju i trzeba coś z tym wreszcie zrobić. Rosyjska delegacja przywiozła ze sobą propozycje o znacznie większym ciężarze gatunkowym – mianowicie projekt wspólnej polityki zagranicznej oraz kierunkach rozwoju (na lata 2018 – 2022) wspólnego państwa związkowego. Jak powiedział po spotkaniu Grigorij Rapota, sekretarz wspólnego państwa, „trzeba też będzie się zająć wspólna doktryną obronną.”

    Eksperci w swej większości są przekonani, że zastanawiające wypowiedzi Łukaszenki obliczone są przede wszystkim na przekonanie Zachodu o potrzebie wsparcia białoruskiej gospodarki. Jednym słowem, są przejawem polityki, którą Mińsk, uprawia już od lat, chcąc wygrać, głównie ekonomicznie, na utrzymywaniu relacji miedzy Rosją a Unią. Teraz wahadło wychyla się w stronę Unii, bo z jednej strony Białoruś, potrzebuje zastrzyku finansowego, a Rosja albo nie chce, albo nie może być jedynym sponsorem tamtejszej gospodarki. W tle, oczywiście pojawia się pytanie o przyszłość samego dyktatora, zwłaszcza w obliczu nadchodzących wyborów. Pierwotnie Łukaszenka miał zamiar przeprowadzić manewr podobny jak w Armenii zrealizował Serż Sarkisjan, który doprowadził do zmiany konstytucji i z fotela prezydenta przesiadł się w fotel premiera o znacznie rozszerzonych, w wyniku reformy, prerogatywach. Tylko, że stało się to jednym z powodów buntu, który obalił ormiańskiego prezydenta – premiera. Łukaszenka reagując na sytuację publicznie zrewidował swe plany i już nie wspomina o reformie konstytucyjnej.

Opublikowano: 26.06.2018 12:42. Ostatnia aktualizacja: 26.06.2018 13:05.
Autor: Marek Budzisz
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @kupczyk A stopniowanie przymiotników Pan opanował? Piszę większego, co nie znaczy przecież...
  • @bravo01 A w którym miejscu znalazł pan odpowiedź moim tekście, bo może coś przeoczyłem?...
  • @Susanna Kowalsky Chyba czyta Pani we własnych myślach.

Tematy w dziale Polityka