82 obserwujących
330 notek
786k odsłon
2688 odsłon

Scenariusz eskalacji à la russe.

Wykop Skomentuj59

Wojny zaczynają się w ludzkiej psychice. Znana jest teoria w myśl której brutalizacja życia publicznego po I wojnie światowej, której skutkiem było dość powszechne na naszym kontynencie odejście od systemów demokratycznych, przyzwolenie na faszyzm i w efekcie wybuch kolejnego globalnego konfliktu była rezultatem braku psychologicznego „rozbrojenia” społeczeństw zachodnioeuropejskich po traumie I wojny. Jeśli pod tym kątem spoglądać na życie współczesnej Rosji, to mamy do czynienia z licznymi symptomami dość niebezpiecznych trendów.

    Tytułem przykładu zwróćmy uwagę na dwa wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich dniach. Otóż w połowie listopada tzw. platforma patriotyczna rządzącej Rosją formacje Jedna Rosja na swym posiedzeniu w Dumie wezwała rosyjskie władze do oficjalnej rewizji narracji na temat rosyjskiej interwencji w Afganistanie. Okazja jest ku temu oczywista – w przyszłym roku będzie 40 rocznica rozpoczęcia interwencji i warto przy tej okazji, proponują deputowani, dokonać analizy rozpowszechnionych opinii. Bo do tej pory, jak uważają, w rosyjskim dyskursie publicznym dominuje pogląd, że interwencja była politycznym błędem, „rosyjskim Wietnamem”, który przyczynił się do upadku Imperium. A teraz warto przyjąć inną interpretację – gdyby wojska ZSRR nie wkroczyły do Kabulu, to prędzej czy później, raczej prędzej, znaleźliby się tam Amerykanie. Z tej konstatacji wniosek jest prosty – w 1979 roku wykonaliśmy uderzenie wyprzedzające, na 20 lat, blokując Stanom Zjednoczonym możliwość zbliżenia się, w sensie wojskowym, do granic ZSRR. Czyli innymi słowy, niezależnie od kosztów ekonomicznych i ofiar, operacja ze wszech miar udana i zasługująca na pozytywna, w planie historycznym, ocenę. Ale warto też zwrócić uwagę, na to, że niedługo potem Duma przyjęła specjalną uchwałę w sprawie oceny interwencji, którą uznano za „w pełni zgodną z obowiązującym prawem międzynarodowym i traktatami o przyjaźni”. W spotkaniu uczestniczył generał Borys Gromow ostatni dowódca rosyjskiego „ograniczonego kontyngentu” w Afganistanie, ten który na czele ostatniej wycofującej się kolumny pancernej wjechał, a właściwie jak zwrócił min uwagę jeden z czytelników, wszedł na teren ZSRR. Kilka dni później, po spotkaniu w Dumie, na Kremlu, Gromow uhonorowany został przez Putina orderem I klasy „za zasługi dla Ojczyzny”. Organizacja weteranów Bojowe Bractwo na czele której stoi Gromow, od lat, ale w ostatnim czasie ze wzrastająca intensywnością, chce przekonać rosyjskie elity i opinię publiczną, że Rosja nie ma powodu wstydzić się za Afganistan. Żołnierze i oficerowie wykonali tam, argumentują, wszystkie zadania i wycofali się w sposób zorganizowany, bo taka zapadła decyzja polityczna, nie zaś w wyniku klęski. Jeśli gdzieś upatrywać błędów to na płaszczyźnie politycznej – cele interwencji były źle sformułowane i zmieniały się kilkakrotnie w ciągu tych 10 – lat, podobnie jak koncepcja strategiczna i dowodzący. I to w planie politycznym, argumentują, ZSRR popełniła najwięcej błędów. Przede wszystkimi dlatego, że władze podjęły decyzję o wycofaniu się i „puszczeniu wszystkiego na żywioł”. W ten sposób powstała geopolityczna próżnia, którą wypełnił wrogi Rosji, bo co do tego nie ma wątpliwości, Zachód. A potem przyszła zniesławiająca narracja liberałów, którzy w oczach rosyjskiego społeczeństwa chcieli zohydzić czyn zbrojny w bratnim Kabulu.

    Tej interpretacji towarzyszy inna, coraz silniej obecna w rosyjskim dyskursie publicznym, w myśl której ZSRR upadło nie dlatego, że okazało się państwem ekonomicznie przestarzałym, niewydolnym a politycznie, skrótowo rzecz ujmując jednym wielki więzieniem. O nie. Kresem ZSRR była polityka Gorbaczowa. Po pierwsze naiwna wiara w zbawienne efekty demokratyzacji i przekonanie, że przeniesienie instytucji prawnych świata Zachodu do Rosji dadzą dobre efekty. Otóż, nie dadzą. Dziś rosyjskie elity są głęboko przekonane, że alternatywą wobec rządów autorytarnych w Rosji nie jest demokracja, ale chaos i powolny rozpad państwa. To pierwszy i zasadniczy błąd Gorbaczowa, ale drugi był nie mniejszy. Mianowicie uwierzył on w stworzony przez siebie i swoje otoczenie wyidealizowany obraz Zachodu. Uwierzył w model współistnienia, Europy od Władywostoku do Lizbony, w dobre intencje i uczciwość kolektywnego Zachodu. I to zdaniem elit dzisiejszej Rosji był błąd fundamentalny, bo kultura strategiczna Zachodu jest tego rodzaju, że nie uznaje on odstępstw od przyjętego przez siebie modelu. Przyjrzyjcie się historii Niemiec i Japonii po II wojnie światowej, mawiają zwolennicy takiego poglądu. Mimo, że byli to dawni wrogowie i to tacy, którzy popełnili niewyobrażalne zbrodnie, to Zachód przyjął te państwa do swego grona, udzielił im militarnej ochrony i ekonomicznego wsparcia. Ale tylko dlatego, że przyjęły one instytucje Zachodu, odżegnały się od swej spuścizny, tradycji, stylu życia. Inni, nawet sojusznicy, tak jak ZSRR, ci którzy nie chcą przeżyć transformacji na wzór Zachodu stają się dość prędko wrogami. Czyli, zdaniem zwolenników tego poglądu, przed Rosją na początku lat 90-tych stał dość prosty wybór – odżegnać się od własnej historii, tradycji, dorobku, a być może w konsekwencji nawet od własnej państwowości w tym kształcie jakim znamy, bo w Moskwie bardzo dobrze, odmiennie niż u nas pamięta się artykuł Zbigniewa Brzezińskiego, w którym rozważał on perspektywę sprowadzenia Rosji do państwa podobnego do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, i wtedy zostać uznanym przez Zachód za „swego”, albo prędzej czy później z tymże Zachodem wejść w konflikt. Oczywiście ta druga droga, zdaniem tych którzy tak widzą świat, była dla Rosji oczywista i dlatego spór, konflikt i rywalizacja z Zachodem. Spór i konflikt, dodajmy, któremu nie będzie końca, bo różnica interesów jest z gatunku tych, których nie można przezwyciężyć.

Wykop Skomentuj59
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka