72 obserwujących
320 notek
715k odsłon
1942 odsłony

Jak Rosja broni Iranu w Warszawie, ale w Syrii już nie.

Wykop Skomentuj33

Gdyby postrzegać świat przez pryzmat oficjalnych narracji Kremla to sprawy mają się prosto – Moskwa jest przyjacielem i orędownikiem Teheranu na płaszczyźnie międzynarodowej. Obydwa państwa wspólnie „zaprowadzają porządek” w Syrii, a ich tamtejsza współpraca jest przykładem jak winno się rozwiązywać konflikty. W innych sprawach – eksportu irańskiej ropy naftowej, współpracy na Morzu Kaspijskim czy wreszcie antyirańskich sankcji Kreml wspiera politykę Iranu.

    Jednak świat jest nieco bardziej złożony, o czym świadczą ostatnie informacje napływające z Syrii. Już w ubiegłym tygodniu w rosyjskich mediach pojawiły się doniesienia o walkach, jakie miały miejsce, między oddziałami sił wiernych prezydentowi Asadowi, ale należącymi do dwóch różnych opcji politycznych – tych którzy opierają się na Rosji i opowiadających się za Iranem. Chodzi o wydarzenia jakie miały miejsce 19 stycznia tego roku w prowincji Hama (213 km na północ od Damaszku i 46 km na północ od miasta Homs). Wówczas to, czwarty korpus armii rządowej, którym dowodzi generał Macher Asad, brat syryjskiego dyktatora starł się z siłami batalionu Tiger, wchodzącego w skład piątego korpusu. „Starł się” to eufemizm. Miała miejsce regularna bitwa w której wzięły udział czołgi, ostrzeliwano swe pozycje z moździerzy i broni maszynowej dużego kalibru. Po obu stronach miało zginąć 200 żołnierzy. Ale ciekawostką w tym wszystkim jest co innego. Otóż, Macher Asad jest protegowanym Iranu, a dowodzący piątym korpusem generał Al-Hasan ulubieńcem Rosji. Ramię w ramię z jego oddziałami walczą m.in. najemnicy ze słynnej Grupy Wagnera. Jego Piąty Korpus składa się z syryjskich i libańskich ochotników, którzy zaciągali się w rejonie rosyjskiej bazy lotniczej w prowincji Latakia. W efekcie tego starcia prorosyjski korpus generała Al-Hasana wyparł siły proirańskie. Miało ono o tyle istotne znaczenie, że w okolicy Rosjanie kontrolują dwa istotne punkty strategiczne i po prostu nie życzyli sobie, aby wpadły one w ręce formacji sympatyzujących z Iranem.

    Gdyby spojrzeć głębiej kontrowersje są o wiele poważniejsze i dotyczą również stosunku obydwu państw do Izraele oraz, a może przede wszystkim tego, kto kontroluje sytuację w Libanie. Trochę po cichu Rosjanie zaczynają zdobywać coraz większe wpływy w tym kraju o którym wiadomo, że nie dzieje się tam nic bez zgody proirańskiego Hezbollachu. Ta organizacja wspierana przez Iran nadal ma sporo do powiedzenia, ale i Rosjanie chcieliby zacząć robić tam interesy o czym świadczy choćby niedawna transakcja zakupu przez Rosnieft jednego z tamtejszych portów dysponującym terminalem do załadunku ropy naftowej.

    W tle jest oczywiście też, nazwijmy to delikatnie, różnica zdań między Iranem a Rosją co do najlepszej polityki wobec Izraela. Otóż Moskwie wcale nie przeszkadza to, że lotnictwo tego kraju regularnie bombarduje na terenie Syrii cele formacji wojskowych związanych z Iranem i Strażnikami Rewolucji. W niedawnym wywiadzie prasowym, rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Sergiej Riabkow powiedział wprost, że „bezpieczeństwo Izraela jest jednym z głównych priorytetów dla rosyjskiego kierownictwa.” A na dodatek uzupełnił swoją wypowiedź tym, że wszyscy o tym wiedzą, zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone, Turcy, także Damaszek i Teheran. Jeśli idzie o relacje z Iranem powiedział, że jest błędem uważać, iż obydwa państwa zawarły ze sobą sojusz, po prostu „pracują razem” w Syrii.

    O tym, że relacja między Rosją a Iranem w Syrii zaostrza się, świadczy m.in. niedawna eksplozja ładunku wybuchowego niedaleko rosyjskiej ambasady w Damaszku, ale przede wszystkim odnotowana przez wywiad izraelski obecność generała Ghasema Sulejmani, który wizytował oddziały pro irańskiej formacji Al. – Ghods znajdujące się nieopodal granicy syryjsko – izraelskiej. Sulejmani dowodzi siłami specjalnymi wchodzącymi w skład irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji, którzy działają w Syrii. Izrael uważa, że ich aktywność w rejonie przygranicznym jest nie tylko źródłem potencjalnego, ale i realnego zagrożenia związanego z salwami rakietowymi i możliwością przenikania zbrojnych oddziałów. Mało tego, aktywność formacji pro-irańskich w odległości 80 km od granicy z Izraelem stanowi naruszenie amerykańsko – izraelsko – rosyjskiego porozumienia w tej materii, którego Rosja nie ma zamiaru torpedować. Jej postępowanie wywołało nawet groźne pomruki w Teheranie. Niedawno przewodniczący Komisji ds. Bezpieczeństwa i Polityki zagranicznej tamtejszego parlamentu powiedział Agencji IRNA, że „Rosja zawsze wyłącza swoje systemy obrony przeciwrakietowej, kiedy Izraelczycy rozpoczynają naloty”. Warto odnotować, że zbiega się to z otwartą, wraz z nową nominacją z dniem 15 stycznia na stanowisku szefa sztabu izraelskiej armii, zmianą syryjskiej strategii Jerozolimy – Tel Awiwu. Otóż do tej pory Izrael realizował swe cele w Syrii polegające m.in. na wspieraniu antyasadowskiej opozycji, ale przede wszystkich zwalczaniem sił sympatyzujących z Iranem skrycie a teraz zaczął deklarować to publicznie. Zapowiadając nie tylko dalsze zwalczanie za pośrednictwem nalotów baz i składów uzbrojenia wrogich sobie formacji, ale również nie wyklucza akcji przy użyciu sił lądowych. Ta zmiana, głównie na poziomie retoryki, zdaniem obserwatorów związana jest przede wszystkim z tym, że w Izraelu na początku kwietnia odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne, i osłabiony skandalami korupcyjnymi premier Netanjahu chce się pokazać w roli „silnego człowieka” i „zdecydowanego obrońcy kraju.” Jego formacja Likud ma szansę te wybory wygrać, jednak tego rodzaju retoryka mogłaby być zgubna, gdyby Rosjanie nie działali z Izraelem w porozumieniu i zaczęli używać swoich niedawno zainstalowanych w Syrii przeciwrakietowych systemów S – 300.

Wykop Skomentuj33
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka