109 obserwujących
373 notki
1078k odsłon
  2626   0

Konferencja Bliskowschodnia w Warszawie sukcesem Moskwy?

     Rosja, która już kilkakrotnie mówiła o wycofaniu „obcych wojsk” z Syrii ma teraz ważny powód, aby swój komunikat powtórzyć i jeszcze go wzmocnić. Do Teheranu pojechał bowiem, syryjski dyktator Asad. Te podróż trzeba czytać jako polityczną demonstrację, z której Moskwa nie może być i nie jest zadowolona. Poprzedni raz syryjski przywódca w stolicy Iranu był w 2011 roku, jeszcze przed wybuchem wojny domowej, a zatem była to podróż symboliczna, a przez to ważna. Zwłaszcza w kilka tygodni po tym, jak dwie armie syryjskie – jedna kontrolowana prze brata Asada o wyraźnie proirańskim nastawieniu, a druga przez szkolonych przez Rosjan wojskowych i uchodząca za prorosyjską, miały się zetrzeć w walce w prowincji Homs, chcąc zająć strategicznie ważne pozycje. Pisała o tych wydarzeniach prasa rosyjska, również Izraelska, były też zaprzeczenia, ale raczej trzeba skłaniać się do tezy, że tego rodzaju wydarzenia miały miejsce. Potem odbyła się konferencja w Soczi, która miała być konkurencyjną do Warszawskiej, uczestniczyli w niej obok Putina również liderzy Turcji i Iranu.

    W czasie wizyty Asada w Teheranie padły istotne deklaracje polityczne strony Irańskiej. Ale prócz tego niezwykle istotne jest to z kim syryjski dyktator się spotkał, a z kim nie. Otóż odbyło się spotkanie w którym obok Asada wziął udział Ali Chamenei oraz prezydent Hasan Rouhani, na zdjęciach można było również zauważyć obecność na spotkaniu generała Ghasema Solejmani, który dowodzi obecną w Syrii formacją Ghods. Ale w rozmowach nie uczestniczył irański minister spraw zagranicznych, uchodzący z gołębia, Mohammada Zarif. Z tego powodu, jak się spekuluje, ten ostatni miał złożyć swoja dymisję, która ostatecznie nie została przyjęta, ale nie ulega wątpliwości, że irańska frakcja pokoju przegrywa z frakcją wojny. Można tak sądzić przede wszystkim biorąc pod uwagę to co po spotkaniu mówił Chamenei. Opowiedział się on wprost i wyraźnie, przeciw rosyjskiej propozycji stworzenia strefy buforowej na północy Syrii. Powiedział przy okazji, że jest to „spisek amerykański”. Irańczycy zapowiedzieli, też, że zbudują w Syrii, w ramach pomocy 200 tys. domów.

    Deklaracje te trzeba wiązać nie tylko z rozmowami w Soczi, ale również z tym co w wywiadach mówił dzień wcześniej przebywający w Wietnamie rosyjski minister spraw zagranicznych. Otóż Ławrow powiedział, że „obecnie wojskowi kończą rozmowy na temat utworzenia na granicy Syrii i Turcji strefy buforowej” oraz, że „brane jest pod uwagę stanowisko Damaszku i w maksymalnym stopniu mają być uwzględnione interesy Ankary”, dodał też, że do pilnowania porządku w utworzonej strefie buforowej może zostać wysłana rosyjska policja wojskowa. Po teherańskich deklaracjach wiadomo już, że nie tylko Iran nie zgadza się na takie rozwiązanie, ale jest mu również przeciwny Damaszek. Ma to o tyle istotne znaczenie, że reżim syryjski chce atakować strefę demilitaryzacji w Idlibie, która jego zdaniem, i nie jest to przesada, jest już kontrolowana przez formacje, które wcześniej były częścią syryjskiej DAESZ. Na taki rozwój wydarzeń nie chcą oczywiście zgodzić się Turcy, którzy nie tylko patronują strefie, ale również chcieliby, aby niejako „przy okazji” rozwiązać problem Kurdyjski. W Soczi rozmawiano na ten temat, ale nie osiągnięto porozumienia. Rosjanie chcą stworzenia strefy buforowej pod własną kontrolą rozdzielającą wojska tureckie i formacje kurdyjskie, a Turcy chcieliby aby Moskwa pomogła im w polityce „dziel i rządź” wobec Kurdów. Chodzi po prostu o to, że Ankara chciałaby, aby niektóre z kurdyjskich formacji Rosja uznała za terrorystyczne, bo wspólna akcja może w znacznym stopniu osłabić ich potencjał wojskowy.

    Na razie wysiłki Ankary nie kończą się powodzeniem, co skutkuje, m.in. cierpkimi uwagami tureckiego prezydenta pod adresem Rosjan oraz delikatna presja ekonomiczną polegającą na przetrzymywaniu (czasem trwającym tygodnie) tankowców wiozących rosyjską ropę przed tureckimi cieśninami. Ale nie tylko, również takimi wystąpieniami jak niedawne przemówienie tureckiego ambasadora z okazji 5 rocznicy aneksji Krymu, kiedy powiedział on, że „Turcja nie uznała i nie uzna bezprawnej aneksji” półwyspu.

    Rosja, jak się wydaje, zaczęła właśnie kolejna fazę swej syryjskiej przygody. Ma zamiar dążyć do stopniowego wypierania swych dotychczasowych sojuszników. Ani obecność Iranu, ani Turcji w dłuższej perspektywie nie jest jej potrzebna. Również i z tego powodu, że nie chce łożyć środków na odbudowę zniszczonego wojna kraju. Do tego potrzebne jej są pieniądze Zachodu. I Zachód je ma, a nawet nie można wykluczyć, że będzie skłonny je inwestować. Ale najpierw wpływy Iranu muszą w Syrii ulec znacznemu ograniczeniu, a najlepiej wyparciu. Pozostałe państwa świata arabskiego, z Arabią Saudyjską, na czele też mogą zaangażować się w odbudowę Syrii, ale na tych samych warunkach. Rosja zostałaby wówczas jedynym gwarantem pozycji Asada, trudno się zatem dziwić, że nie ma on na to większej ochoty.

    Izraelczykom, którzy dobrze się z Moskwą rozumieją, również zależy na takim rozwoju wydarzeń. I nie chodzi tylko o wpływy emigrantów z Rosji w Izraelu, wcale nie małe, bo w wielu miejscach w tym kraju rosyjski słyszy się na ulicach. Nie chodzi też o to, że Izrael wznosi pomniki miłe sercu Rosjan, jak np. upamiętniający ofiary blokady Leningradu. Mają też jeszcze jeden wspólny interes – wspólną narrację na temat historii II wojny światowej, w której Żydzi są jedynymi ofiarami, Rosjanie jedynymi wyzwolicielami a środkowoeuropejscy współpracownicy nazistów (broń Boże nie Niemców!) jedynymi sprawcami. Coraz częściej w ten negatywny kontekst wpisywana przez obydwie strony jest Polska. Bo i obie strony mają w tym swój interes – Rosjanie po to aby zszargać nam reputację i w ten sposób osłabić twarde stanowisko części Unii Europejskiej wobec Moskwy, a Izrael ma tych interesów więcej, ale o tym ostatnio w Polsce sporo się pisało.

    Innymi słowy, Konferencja Warszawska, zakończyła się sukcesem, bo siły antyirańskie zostały wzmocnione i być może pozyskały do współpracy Moskwę. Czy jest to sukces dla Polski? To już zupełnie inna kwestia.


Lubię to! Skomentuj56 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka