107 obserwujących
373 notki
1069k odsłon
  7501   0

Rosjanie wymrą niczym dinozaury.

Rosja zmaga się obecnie z kryzysem demograficznym, który zagraża jej gospodarce. Populacja Rosji zmniejszyła się znacznie w 2018 roku. Społeczeństwo starzeje się, a liczba narodzin się zmniejsza.

Rawil Gaynutdinov przewodniczący Rady Muftich Rosji w trakcie konferencji odbywającej się w rosyjskiej Dumie Państwowej, powiedział, że za 15 lat roku 1/3 obywateli Federacji to będą muzułmanie. Wypowiedź ta miała miejsce w trakcie konferencji zorganizowanej przez Sprawiedliwą Rosję, poświęconej historii islamu w Rosji. Odpowiadając na wystąpienie organizatorów, którzy przytoczyli dane mówiące, iż obecnie w Rosji mieszka już 20 mln wyznawców islamu, mufti, powołał się na opinie specjalistów „w których kompetencje nie wątpię” – jak zaznaczył, że za kilkanaście lat 30 % mieszkańców Rosji wyznawała będzie wiarę Allacha. Komentujący wypowiedź dziennikarze, zastanawiają się jakie mogą być źródła tak dynamicznego wzrostu, skoro dziś w Rosji mieszka 146 mln ludzi, a z grubsza rzecz licząc 20 mln z nich to wyznawcy Islamy, czyli ok. 15 %. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę najczarniejsze scenariusze demograficzne, mówiące o tym, że w 2030 roku może być 130 mln obywateli Federacji, to i tak, udział muzułmanów wyniesie wówczas około 20 %. Oczywiście trzeba brać pod uwagę i to, że np. rodziny w Czeczenii i w Inguszetii mają średnio po ośmioro dzieci, a w Rosji centralnej mniej niż dwójkę. Co więcej, sceptycy już zauważają, że pronatalistyczne posunięcia władz, w tym zapowiedziane przez Putina w czasie ostatniego wystąpienia przed Radą Federacji, tylko wspierać będą przyrost naturalny w republikach kaukaskich, a w Rosji nie odegrają większej roli. Tym nie mniej, jeśli wykluczymy pomyłkę muftiego, mogą być jedynie dwa racjonalne wyjaśnienia dla jego zastanawiającej prognozy. Po pierwsze, może nasilić się napływ emigrantów z muzułmańskich republik postsowieckich, którzy już dominują w licznej grupie pracujących w Rosji. Jeśli temu towarzyszył będzie odpływ Ukraińców, których nadal pracuje w Rosji ok. 1,5 mln, ale już jest ich znacznie mniej (o ok. 1 mln osób) niźli w pierwszych latach po aneksji Krymu, to w efekcie zwiększy się liczba mieszkających w Rosji Muzułmanów. Po drugie, i tego motywu też nie można wykluczyć, może mieć miejsce przechodzenie Rosjan na islam. Oficjalna rosyjska cerkiew jest niepopularna. Nie tylko dlatego, że lata ateizacji za czasów sowieckich zrobiły swoje, ale również z tego powodu, że jej bliskie związki z obozem rządzącym Rosją czynią z niej w pewnym sensie część „oficjalnej Rosji”, co nie przysparza popularności. Nawet w czasie Paschy kościoły prawosławne odwiedza w Rosji nie więcej niźli 1 – 2 % populacji. Na ten kreślony ciemnymi barwami obraz nakłada się emigracja młodych ludzi z Rosji. Wszystko to skłania niektórych rosyjskich politologów, nawet dość umiarkowanych i prozachodnich, takich jak Dmitrij Trenin do formułowania poglądów, iż np. w kwestii Donbasu Rosja powinna odpuścić, zadbawszy pierwej o to aby, maksymalna liczba orientujących się kulturowo i językowo mieszkańców wschodniej Ukrainy przeniosła się do Rosji. Bo jego zdaniem bardziej Moskwie winno zależeć na „żywych ludziach” niźli na ukraińskich ziemiach, nawet zabudowanych zakładami przemysłowymi. Zwłaszcza po przeprowadzeniu rachunku rosyjskich zysków i strat, taka zmiana opcji może okazać się posunięciem racjonalnym.

    Ale Gaynutdinov nie ograniczył się tylko do snucia demograficznych prognoz. Przy okazji wezwał rosyjskie władze, aby te budowały więcej meczetów w rosyjskich miastach, bo istniejące, są już przepełnione a zapotrzebowanie jest. A na dodatek zaapelował do przedstawicieli „organów” aby ci nieco przystopowali w tropieniu ekstremistycznych struktur w islamskich domach modlitwy i instytucjach samopomocowych, bo działania władz obrażają dumnych, młodych wyznawców islamu i mogą w efekcie przynieść skutek odwrotny od spodziewanego, tzn. spowodować radykalizowanie się młodzieży.

    Co ciekawe, protojerej Dmitrij Smirnow, wchodzący w skład Wyższej Rady Rosyjskiej Cerkwii Prawosławnej, duchowny wcale nie liberalnego kroju, w rozmowie z dziennikarzami nie zakwestionował prognoz szefa rosyjskich muftich. A nawet dolał oliwy do ognia mówiąc, że jego oceny są „całkowicie logiczne” i dodając od siebie, że jeśli sprawy tak się potoczą to Rosjanie po prostu wymrą, a rdzenne „rosyjskie ziemie”, około roku 2050 zamieszkane będą przez inne, nierosyjskie i niesłowiańskie narody. Duchowny, którego słów nie chcą komentować oficjalni przedstawiciele rosyjskiej Cerkwii (taki wydano komunikat), nie jest optymistą bo jak dodał „już nic nie można zrobić”.

    Te rosyjskie obawy wzmagają tylko wydarzenia, takie jak pikiety zorganizowane w ubiegły weekend przed europejskimi ambasadami Rosji (również w Warszawie) przez zwolenników niepodległości regionu Idel – Ural rozciągającego się od południowego Uralu do środkowej Wołgi. Tego rodzaju przejawy wciąż żywego, choć nie stanowiącego politycznie dominującego, separatyzmu w rejonach zamieszkałych przez narody nierosyjskie wzmacniają inne obawy rosyjskich elit. Wprost wyraził je ostatnio akademik Wiktor Iwanter, który występował na rosyjsko – francuskim forum, które odbywało się w Petersburgu. Iwanter, który jest ekonomistą, mówił o stabilizacji makroekonomicznej kraju i jego perspektywach. Warto odnotować zbudowaną przez niego prognozę – ostrzeżenie. Otóż niech nikogo nie mylą dobre wskaźniki makroekonomiczne, takie jak np. odbudowany poziom rosyjskich rezerw, które dziś wystarczą na to aby nawet w hipotetycznej sytuacji, kiedy Rosja w 100 % byłaby odcięta od napływu pieniędzy z zagranicy, co oznacza nie tylko blokadę inwestycji, ale również zatrzymanie całego handlu, to w takiej sytuacji i tak, Moskwa mogłaby wytrzymać tego rodzaju blokadę ekonomiczną przez 3 lata. Zagrożenie, jego zdaniem, może przyjść zupełnie z innej strony. Rosjanie mogą powtórzyć „drogę” z czasów Gorbaczowa, kiedy sami doprowadzili do demontażu imperium sowieckiego, bo wszystko wydawało się im mieć lepsze perspektywy niźli kontynuowanie breżniewowskiego zastoju. I jego zdaniem w takim zastoju dziś znajduje się Rosja. Realne dochody spadają od 5 lat i jeśli ta tendencja szybko się nie odwróci, to z psychologicznego punktu widzenia ten mechanizm może zostać powtórzony. Rosjanie znużeni biedą i brakiem perspektyw wybiorą opcję „wszystko może być lepsze niźli to co jest” i w efekcie cały kraj podlegał będzie destabilizacji.

Lubię to! Skomentuj82 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka