108 obserwujących
373 notki
1069k odsłon
  6209   0

Na Białorusi czystki wśród siłowików, ale Moskwa zaciska pętlę.

W czasie niedawnego, drugiego szczytu chińskiej inicjatywy Pasa i Szlaku w Pekinie doszło do spotkania i rozmów dwóch prezydentów – Rosji Putina i Białorusi Łukaszenki. Wiele wskazuje na to, że ostatni z tej dwójki specjalnie leciał do stolicy Chin po to aby porozmawiać z rosyjskim prezydentem, bo zaraz potem, nie czekając na koniec imprezy i nie odbywając spotkań z innymi głowami państw uczestniczącymi w niej, mimo, że wcześniej rządowe białoruskie mass media informowały o liście rozmówców, wsiadł do samolotu i wrócił do Mińska. Inne wyjaśnienie tej dość niecodziennej reakcji może sprowadzać się do stwierdzenia, że to właśnie w wyniku rozmowy z Putinem białoruski dyktator poczuł nagły przypływ tęsknoty za krajem. To, że rozmowa odbyła się w Pekinie też być może w całej historii ma jakieś znaczenie.

    Po powrocie z Pekinu, Kreml opublikował lakoniczny, ale ważny komunikat, informując, że Michaił Babicz, ambasador Rosji w sąsiednim państwie zostaje odwołany, a na jego miejsce wyznaczono senatora Dmitrija Mezencewa. Babicz nie spędził w stolicy Białorusi nawet roku (ambasadorem został 24 sierpnia 2018). Jego następca jest człowiekiem pochodzącym z Petersburga, wywodzącym się z resortów siłowych (wojska kolejowe). W przeszłości nadzorował media, sprawował funkcje „w terenie” (był gubernatorem w Irkucku i na Sachalinie), a potem został sekretarzem inicjatywy SZOS, czyli Szanghajskiego Forum Współpracy, do którego Moskwa przywiązywała duże znaczenie. Napisałem przywiązywała, bo wiele wskazuje na to, że obecnie entuzjazm rosyjskich elit do rozwijania współpracy z Pekinem znacznie osłabł, ale to temat na osobne rozważania. Mezencew jest szefem towarzystwa przyjaźni rosyjsko – chińskiej.

    Trzeba przypomnieć, że Białoruś nie była uszczęśliwiona z nominacji Babicza. Opierała się jej dość długo, musiało dojść do rozmowy Putin – Łukaszenka w cztery oczy aby do niej doszło. Zdaniem komentatorów rezerwa, najdelikatniej całą sprawę ujmując Mińska wobec Babicza, związana była z tym, że w 2016, kiedy został on mianowany ambasadorem Rosji na Ukrainie, nie otrzymał zgody Kijowa na rozpoczęcie misji. Chodziło wówczas o to, ze Babicz, również wojskowy, a przy tym człowiek, który w 2002 roku kierował rządem Czeczenii, może funkcję dyplomatyczną łączyć z „innymi zajęciami”. I właśnie tej „innej” aktywności nie chcieli w Kijowie, ale obawiały się też jej władze Białorusi.

    Również z tego powodu, że Rosja, co najmniej od 2015 roku uprawia wobec Białorusi politykę stopniowego przykręcania subwencji. Chodzi tu o kilka obszarów, ale najważniejsze z nich to możliwość kupowania tanio rosyjskich surowców energetycznych, głównie ropy naftowej, przerabiania jej na Białorusi i eksportu produktów ropopochodnych za znacznie wyższą cenę. Inny obszar działalności z którego Mińsk czerpał profity to reeksport do Rosji artykułów żywnościowych z krajów, w sporej części z Polski, objętych rosyjskimi sankcjami. Dochodziło nawet do tego, że rosyjskie media skrupulatnie wyliczały, iż Białoruś tylko do Rosji eksportuje więcej jabłek niźli zbiera ich w ciągu roku. Okresowe wojny mleczne, mięsne, czy szerzej, związane z białoruska żywnością były częścią tej rosyjskiej polityki. Jej celem było zaś przymuszenie Mińska do reaktywacji formatu ZBIR, czyli wspólnego państwa związkowego oraz pogłębienie integracji w ramach zbudowanej przez Rosjan Unii Euroazjatyckiej. Wprost o tym, że powinno się emitować jedną walutę mówił w czasie wizyty w Mińsku rosyjski premier. Jednym ze skutków rosnącej presji ekonomicznej na Białoruś ze strony Moskwy jest to, że tempo wzrostu gospodarczego spadło tam do wysokości 2 % i jest znacząco niższe niźli zaplanowane i ogłoszone przez władze, w charakterze celu politycznego przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, 3,5 %. Z pewną dozą ironii można powiedzieć, że Babicz, nie zawiódł oczekiwań Mińska. W wywiadzie dla jednej z rosyjskich agencji prasowych powiedział on, że Moskwa każdego roku zasila subwencjami gospodarkę Białorusi na kwotę ok. 6 mld dolarów i taka polityka nie może być kontynuowana. Wypowiedź ta wywołała gniewną reakcję białoruskiego MSZ-u, który nazwał rosyjskiego ambasadora „budzącym nadzieję księgowym”, któremu pomylił się suwerenny kraj, jakim jest Białoruś z jedną z rosyjskich guberni, a także doradzał mu aby ten poświęcił więcej czasu na poznanie specyfiki kraju w którym sprawuje swoją misję. Poszło nie tylko o wyliczenia rosyjskich subwencji wydatkowanych na utrzymanie Białorusi, Babicz krytykował też powtarzające się często w białoruskim dyskursie publicznym (mówił o tym sam Łukaszenka) wezwania do obrony suwerenności kraju. I jak można przypuszczać, to nie kwestie ekonomiczne, ale „inna aktywność” Babicza sprawiły, że białoruskie władze zaczęły energicznie domagać się jego odwołania. Mało tego, zaryzykuje pogląd, że kontrowersje związane z gospodarką i wzajemnym handlem były tylko zasłona dymną. Nawet takie głośne, jak wypowiedź białoruskiego prezydenta, że jego kraj boryka się de facto z rosyjskimi sankcjami, miały na celu odciągnięcie uwagi obserwatorów od spraw naprawdę istotnych, od obszarów na których toczyła się rzeczywista gra.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka