83 obserwujących
339 notek
833k odsłony
6236 odsłon

Putin licytuje wysoko i rozgrywa twardo. A dyplomacja Amerykańska? No cóż, zamilknijmy.

Wykop Skomentuj44

Na zakrętach historii czas wydaje się przyspieszać. Wydarzenia się mnożą, każdy rozmawia z każdym i w efekcie z tego informacyjnego szumu z trudem wyłania się jakiś spójny i jednolity obraz. Z takim przyspieszeniem, jak się wydaje mamy do czynienia i teraz i to na dodatek w wielu obszarach i wielu krajach. Trwa konflikt handlowy Stanów Zjednoczonych z Chinami, Amerykanie zaostrzają sankcje wobec Iranu, Koreańczycy z Północy wznowili próby z bronię rakietową, w Turcji wewnętrzna sytuacja, zarówno polityczna (unieważnione wybory w Stambule) jak i gospodarcza, zaostrza się. Relacje między Ankarą a całym blokiem państw Zachodu skupionych w NATO wiszą na włosku. Do tego należałoby dodać trwający pat w Wenezueli oraz niejasną i niestety ewoluującą w złym kierunku sytuację na Ukrainie i mamy komplet problemów przed którymi staje dyplomacja wiodących państw świata, w tym i nasza, skoro chcemy w perspektywie kilku lat znaleźć się w elitarnym klubie G-20. Może te aspiracje są nieco na wyrost, ale z pewnością nie zrealizujemy ich, jeśli nie będziemy (mam tu na myśli nasz MSZ) bardziej aktywni a polska opinia publiczna bardziej zainteresowana tym co się dzieje na świecie, niźli kolejną odsłoną wojny polsko – polskiej, mającej zresztą w dużej mierze charakter teatru dla niezorientowanych.

    Wracając do kwestii toczących się rozgrywek dyplomatycznych trzeba odnotować dzisiejszą wizytę amerykańskiego Sekretarza Stanu Mika Pompeo w Soczi. Ma się tam spotkać zarówno z Ławrowem, jak i wieczorem, z prezydentem Putinem. Co ciekawe, choć Rosjanie twierdzą, że to przypadek, wizyta amerykańskiego ministra poprzedzona została wizytą (w poniedziałek) jego kolegi z Pekinu Wanga Yi.

    Zacznijmy jednak od szefa dyplomacji Stanów Zjednoczonych, który pierwotnie planował dwudniową wizytę w Rosji – w poniedziałek w Moskwie (spotkania z inwestorami oraz młodzieżą, składanie kwiatów) a dopiero potem przylot do Soczi. Ostatecznie wizyta została skrócona do jednego dnia, bo szef amerykańskiej dyplomacji chciał spotkać się ze swymi kolegami z państw Unii Europejskiej, którzy w poniedziałek obradowali w Brukseli oraz z Federicą Mogherini. I w Brukseli Mike'a Pompeo spotkały przynajmniej trzy despekty. Po pierwsze najpierw „szefowa dyplomacji” Unii Europejskiej powiedziała, że nie wie czy znajdzie czas dla Pompeo, bo „ma bardzo zapełniony kalendarz” tego dnia. Ostatecznie znalazła okienko, ale niesmak pozostał. Przy czym z europejskich mediów wynika, że rezerwa pani komisarz związana była z tym, że spotkanie nie było przygotowane, nikt nic nie planował, po prostu Amerykanie w ostatniej chwili ogłosili swoją wolę, a tak być przecież nie może – argumentowali anonimowi przedstawiciele europejskiej biurokracji. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na fakt, że Pompeo towarzyszył jego główny doradca ds. Iranu Brian Hook a potrzeba pilnego spotkania uzasadniana była chęcią podzielenia się przez Amerykanów z sojusznikami ostatnimi informacjami o charakterze wywiadowczym. Najprawdopodobniej, choć zapewne nie wyłącznie, chodzi w tym wypadku o kwestię zaatakowania przez nieznane siły (Amerykanie twierdzą, że są to Irańczycy lub ich lokalni sojusznicy) czterech tankowców na wodach przylegających do Cieśniny Ormuz. Ostatnie doniesienia w amerykańskich mediach zdają się wskazywać, że statki natknęły się na miny morskie niewielkich rozmiarów, które nie niszczą celów, powodują jednak uszkodzenia i uniemożliwiają żeglugę. Waszyngton jest zdania, że to robota Teheranu. Zamiarem amerykańskiej dyplomacji jest przekonanie sojuszników z Zachodu, aby ci nie ulegali presji Iranu. Przypomnijmy, że zagroził on całkowitym wyjściem z „porozumienia jądrowego” o ile w ciągu 90 dni, te państwa, które opowiadają się za utrzymaniem dealu nie zagwarantują, że blokada ekonomiczna zostanie przełamana. Chodzi przede wszystkim o system rozliczeń. Europejczycy zapowiedzieli stworzenie takiego mechanizmu, ale on do tej pory nie działa i gospodarka Iranu pogrąża się w kryzysie (wchodzi w stan zbliżony do hiperinflacji, znaczący spadek przychodów ze sprzedaży ropy).

    Druga niemiła dla Pompeo niespodzianka, jaka spotkała go w Brukseli, to odmowa ze strony ministrów spraw zagranicznych (Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii) aby spotkać się razem. Rozmowy odbyły się, ale z każdym z nich oddzielnie. To drobny szczegół, ale chodziło w tym wypadku o podkreślenie równorzędności partnerów. Wreszcie już po spotkaniu brytyjski minister, Jeremy Hunt, napisał na swoim koncie w Twitterze, że zarówno Iran, jak i Stany Zjednoczone winny wystrzegać się nieobliczalnych posunięć, które przerodzić się mogą w gorący konflikt. Dla Waszyngtonu szczególnie bolesne musiał być ten znak równania postawiony między polityką Stanów Zjednoczonych i Iranu. W podobnym duchu wypowiadała się Frederica Mogherini. A zatem w kwestii polityki wobec Iranu Pompeo nic w Brukseli nie osiągnął. Jeśli zamiarem Waszyngtonu jest skonstruowanie jakiegoś sojuszniczego porozumienia, to Europejczycy, zajęci własnymi sprawami mówią, nie dziękujemy. Przy okazji zarzucając obecnej administracji, że w kwestiach międzynarodowych uprawia politykę chaotyczną, bez planu, od skrajności do skrajności, przy czym chętnie wprowadza sankcje, za które nie płaci gospodarka Stanów Zjednoczonych, tylko państw sojuszniczych. Trudno odmówić racji tego rodzaju spostrzeżeniom. Tym bardziej, że amerykańskie media koncentrujące się na opisie sytuacji w Białym Domu dowodzą, że wpływy uchodzącego za jastrzębia Boltona uległy ostatnio znacznemu zmniejszeniu, a akcje zwolennika polityki gołębiej, czyli Pompeo, wzmocnieniu. Ma to związek z oczywistym niepowodzeniem strategii tego pierwszego w kwestii obalenia reżimu Maduro.

Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka