86 obserwujących
346 notek
876k odsłon
4041 odsłon

Pierwsze jaskółki normalizacji Rosja - Zachód.

Wykop Skomentuj38

Waszyngtońska fundacja Free Russia Fundation opublikowała właśnie raport na temat scenariuszy Rosji do roku 2030 (Russia Scenarios 2030 - https://www.4freerussia.org/russia-scenarios-2030/) . Ma on 170 stron, co jest gwarancją, że mało kto w Polsce poświęci czas na jego lekturę, przynajmniej z grona polityków, czy szerzej, osób publicznych. A szkoda, bo jest to moim zdaniem opracowanie fundamentalnie istotne dla chcących zrozumieć dynamikę rosyjskiego systemu władzy, jego główne cele i perspektywę ewentualnych zmian. Fundacja została powołana przez rosyjskich emigrantów, zaś przedstawiony raport jest wynikiem wspólnej pracy autorów mieszkających poza Rosją (choć niekoniecznie w USA, bo np. Aleksander Morozow mieszka obecnie w Pradze) oraz w Rosji (m.in. pracujący w Petersburgu prof. Inoziemcew), co przydaje temu materiałowi niespotykanej w innych (szczególnie zachodnich) opracowaniach niesłychanej ostrości poglądów, ale nie w sensie radykalizmu propozycji, ale zdolności zakwestionowania utartych na Zachodzie schematów myślenia i postrzegania współczesnej Rosji oraz umożliwia Autorom formułowania na tej podstawie nowatorskich diagnoz. Socjologiczna głębia zawartych tam opracowań przydaje raportowi jeszcze więcej wagi i powoduje, moim przynajmniej zdaniem, że jest to jeden z najlepszych materiałów na temat rosyjskiej rzeczywistości i być może przyszłości, który powstał w ostatnich latach. Ale warto skończyć z laudacją, choć do samego materiału, diagnoz i stawianych w nim tez przyjdzie nam jeszcze powrócić w osobnej notce.

    Na użytek obecnych rozważań warto odnotować postawione przez analityków Free Russia Fundation dwie tezy. A mianowicie pierwszą, w myśl której dominująca część rosyjskiej elity chciałaby deeskalacji konfliktu z kolektywnym Zachodem, przede wszystkim z tego powodu, że głównym celem putinowskiego reżimu nie jest ekspansja, ale przetrwanie a przy tym jego przedstawiciele mają doskonałą orientację zarówno w oczekiwaniach opinii publicznej jak i realnym wymiarze rosyjskiej potęgi. Przeszkodą aby pójść w tym kierunku jest z jednej strony stan relacji Rosji ze światem zewnętrznym i obawy aby ewentualne „normalizacja” nie zostały odczytane w kategoriach porażki i upokorzenia, co odbije się niekorzystnie na popularności władzy w Rosji, z drugiej zaś strony osobowość i charakter Putina nie ułatwiają jakiejś formuły „otwarcia”, choć oczywiście jej nie wykluczają, ale inicjatywa musi wyjść od Zachodu. Starzejący się reżim Putina, zarówno w planie generacyjnym, jak i zdolności do wymiany kadr, raczej będzie stawiał na stabilizację, niźli zagraniczne „przygody”. Ale też trzeba rozumieć to w sposób należyty – nowych pól ekspansji szukać będą rozmaitego rodzaju przedsiębiorcy w rodzaju Prigożina, firmy (takie jak Rostech, Rosatom czy Rusoil) lub służby specjalne, a nie będzie robić tego państwo rosyjskie. Zagrożenie reakcją państwową, zdaniem autorów materiału, może wzrosnąć w razie jakiejś niekontrolowanej i postrzeganej jako niebezpieczna ewolucji sytuacji w państwach uznawanych przez Moskwę jako strategicznie istotne i przyjazne (Białoruś i Kazachstan). I druga teza, którą warto podkreślić wiąże się z osobą wicepremiera Dmitrija Kozaka, dziś odpowiadającego za rosyjski sektor wydobycia węglowodorów. Kozak to stary druh Putina jeszcze z czasów wspólnej pracy w merostwie w Petersburgu, a potem wiceszef jego administracji, w trakcie pierwszej prezydenckiej kadencji. Otóż autorzy raportu uważają, że jeśli Miedwiediew zostanie szefem rosyjskiego Trybunału Konstytucyjnego, a to już okaże się niedługo wraz ze spodziewanym odejściem na emeryturę Walerego Zorkina, to właśnie Kozak może okazać się „technicznym” prezydentem w trakcie drugiej rundy tandemokracji (gdyby np. Putin tak jak to było w 2008 roku wrócił na stanowisko premiera lub został tak jak niedawno Nazarbajew kimś w rodzaju superprezydenta). To co piszą autorzy raportu wskazuje, z czym się zgadzam, na to, że Kozak jest obecnie jednym z filarów rosyjskiego systemu władzy (inni kluczowi gracze to Patruszew, Wajno, Szojgu, Bystrykin).

    Przyjmijmy te diagnozy bez dyskusji, bo niezależnie od tego czy godzimy się z zawartymi w materiale ocenami, trzeba obserwować posunięcia i wypowiedzi osób wchodzących w skład „jądra” rosyjskiego systemu władzy, a Kozak do takich z pewnością się zalicza.

    Otóż wicepremier Kozak, który obok wielu ważnych obowiązków rządowych ma w portfelu spraw, którymi się zajmuje również nadzór nad nieuznawaną Republiką Naddniestrza (a tym samym całą Mołdawią) przebywał w ostatnich dniach w Kiszyniowie. Jest to o tyle ważne, że w tym niewielkim, ale strategicznie niezmiernie istotnym kraju od wyborów parlamentarnych, które miały miejsce w lutym trwa polityczny pat. Wybory wygrali prorosyjscy socjaliści, ale nie mają większości w parlamencie. Nadspodziewanie dobry wynik osiągnęła wówczas Partia Demokratyczna, która kontroluje całą władzę w kraju, sama zaś jest trzymana żelazną ręką przez bardzo podejrzanego oligarchę – Vlada Plachotniuca i wreszcie na trzecim miejscu z równie dobrym wynikiem znalazła się konserwatywna i proeuropejska koalicja Acum, Maji Sandu i Andrija Nastase. (klasyfikuję partie pod względem liczby mandatów w parlamencie, bo gdyby brać pod uwagę głosy, to Acum zajęła drugie miejsce). Od lutego w Mołdawii nie sformowano nowego rządu, przede wszystkim z tego względu, że ani socjaliści, ani Acum nie chcą współpracować z ludźmi Plachotniuca. Ostatnio pojawiły się jednak sygnały o możliwym porozumieniu między socjalistami, którym patronuje bardzo prorosyjski prezydent Dodon i Partią Demokratyczną. Byłoby to o tyle zaskakujące, że socjaliści, którzy stawiają na integracje gospodarczą z Rosją do tej pory uważali, iż nowe, przedterminowe wybory parlamentarne mogą ich wzmocnić. Tym bardziej, że wprowadzone w wyniku zabiegów Dodona ulgi celne na mołdawskie towary eksportowane do Rosji, a to ważne dla słabej gospodarki kraju, kończą się z pierwszym dniem czerwca i ta kartą można by grać na potrzeby wyborów. Oprócz Kozaka, który rozmawiał też z władzami Naddniestrza w ostatnich dniach Kiszyniów odwiedzili również przedstawiciele Unii Europejskiej (komisarz Johannes Hahn – odpowiada za rozszerzenie i współpracę z sąsiadami) a także specjalny wysłannik Waszyngtonu, dyrektor Biura Wschodniego Departamentu Stanu Bradley Freden. I tu zaczyna się ciekawie. Otóż Kozak, na wspólnej z prezydentem Dodonem konferencji prasowej powiedział wprost, odpowiadając na pytanie jednego z dziennikarzy, że jego zdaniem Mołdawia winna współpracować z Unia Europejską, ale także „nie palic mostów” ze Wschodem. Co więcej, odnosząc się sytuacji politycznej w kraju powiedział, że jego zdaniem socjaliści mający najwięcej mandatów winni się porozumieć z proeuropejską formacją ACUM. Z liderami tej ostatniej spotkał się również Bradley Freden, który po rozmowach powiedział publicznie, że nie dlatego rozmawiał z politykami ACUM i przedstawicielami socjalistów, aby namawiać ich do zawarcia koalicji mogącej rządzić krajem. To nie jest, jak powiedział, obszar w który Waszyngton ma zamiar ingerować, ale jednocześnie dodał, że „jest zainteresowany w wynikach” oraz wspomniał o potrzebie stabilnego rządu. Niemal w tym samym czasie Partia Demokratyczna ogłosiła, że ma zamiar zwołać swoich zwolenników na wiece, które będą się odbywać w Kiszyniowie i innych miastach, co ma pokazać, że formacja ta nadal cieszy się poparciem opinii publicznej. Gołym okiem widać, że mamy do czynienia z ciekawą zgodnością poglądów przedstawiciela Rosji i Stanów Zjednoczonych. Czy jest to wynik niedawnych rozmów w Soczi Mike'a Pompeo z Putinem, trudno ocenić, ale warto sprawę dalej obserwować.

Wykop Skomentuj38
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka