85 obserwujących
342 notki
851k odsłon
3818 odsłon

Mołdawia, Ukraina i …. . Rusza polityczna odwilż w relacjach z Moskwą.

Wykop Skomentuj53

Na początku tygodnia pisałem, że w trakcie wizyty w Kiszyniowie rosyjskiego wicepremiera, „nadzorującego” też Mołdawię Dmitrija Kozaka, padła z jego ust zaskakująca i zastanawiająca deklaracja o potrzebie współpracy prorosyjskiej partii tamtejszych socjalistów, której nieformalnym liderem jest prezydent Dodon, z proeuropejskim, konserwatywno – liberalnym blokiem ACUM. Rosyjska prasa zaraz potem informowała, że Dodon jest sceptyczny wobec takiego rozwiązania, ale teraz, zapewne po tym jak rozmawiał przy okazji szczytu w Petersburgu z najważniejszymi ludźmi w Rosji wydarzenia bardzo przyspieszyły. Otóż zawarto koalicję między Socjalistami a ACUM. Przewodnicząca tej pierwszej formacji Zinaida Greczenija została przewodniczącą parlamentu, a liderzy formacji ACUM objęli stanowiska w rządzie. Maja Sandu została premierem, a jej polityczny partner Andriej Nastase ministrem spraw wewnętrznych. Ludzie oligarchy Płachotniuka kontrolujący do tej pory państwo nie mają, póki co, zamiaru ustępować. Zmajoryzowany przez nich Sąd Konstytucyjny ogłosił, iż parlament został wybrany nielegalnie, a w związku z tym nie miał prawa powoływać rządu (to, że wybory miały miejsce w lutym, jak widać nie zmienia optyki „sędziów”), a na dodatek zawieszony został mołdawski prezydent, a na jego miejsce powołano Pawła Filipa (jako pełniącego obowiązki), który jest jednym z głównych polityków Partii Demokratycznej. Jednym z pierwszych posunięć było ogłoszenie przedterminowych wyborów na 6 września. Możemy mieć zatem do czynienia z powtórką scenariusza z Wenezuelii, tylko w odwróconym porządku.

Co warto jeszcze odnotować? Przede wszystkim to, że do mołdawskiego parlamentu, który głosował za powołaniem nowego rządu przybyli przedstawiciele dyplomatyczni zarówno Rosji, jak i Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej. Nie ulega zatem wątpliwości, i tak to zostało odebrane, że był to wyraz poparcia dla tego co się stało. Dyplomaci mogli na bieżąco obserwować rozwój wydarzeń, również i to, że zwolennicy poprzedniego rządu (Partia Demokratyczna) wyłączyli w parlamencie światło, trzeba było więc debatować po ciemku. Jednym z warunków tej dość niecodziennej, by nie rzec egzotycznej koalicji, było podpisanie dokumentu, którego domagali się polityce ACUM, przewidującego „deoligarchizację” kraju. Nawiązanie, przynajmniej na poziomie retoryki, do tego co zapowiedziano na sąsiedniej Ukrainie, jest oczywiste. Występujący z trybuny parlamentu nowy szef tamtejszego MSW – Andriej Nastase oświadczył, że siły polityczne, które się porozumiały nie uznają decyzji Sądu Konstytucyjnego, jak i samego sądu, a zasiadający w nim „sędziowie” zostaną osądzeni przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Mniejsza o to czy jurysdykcja tej instytucji obejmuje sprawy tego rodzaju. Idzie w tym wszystkim o coś zupełnie innego, a mianowicie o wyraźne odwołanie się do poparcia Unii Europejskiej i faktyczne informowanie opinii publicznej, że się takowym dysponuje.

Sprawy są w toku. W Kiszyniowie w miejscach publicznych najprawdopodobniej będą miały dziś miejsce demonstracje i wszystko może się jeszcze zdarzyć. Trzeba mieć nadzieję, że nowe porozumienie polityczne sprawnie przejmie władzę, a walka z układem oligarchicznym, w gruncie rzeczy o kryminalnym charakterze będzie nie tylko deklarowana, ale również rzeczywista.

Trzeba zwrócić uwagę na to, że dotychczas część opinii publicznej Mołdawii, zwłaszcza politycy związani z ACUM, oskarżali prezydenta Dodona nie tylko o niebezpieczny dryf, czy nawet zwrot w stronę Moskwy (bardziej w wymiarze symbolicznym niźli realnym, bo w Mołdawii zakres władzy prezydenta nie jest wielki), ale przede wszystkim o to, że jest sojusznikiem Płachotniuca, że w istocie wspiera zbudowany przez tego pierwszego reżim i obydwaj są „poukładani”. Te oskarżenia miały realne podstawy i najprawdopodobniej Dodon nie dokonałby zwrotu, gdyby nie wyraźne dyspozycje Moskwy. A to oczywiście wiąże się z niedawną wizytą Kozaka.

Ale trzeba też odnotować co innego. Otóż przy okazji wizyty rosyjskiego wicepremiera nadzorującego w rządzie kompleks energetyczny prezydent Dodon, powiedział, że Mołdawia „nigdy nie zapłaci Rosji długu gazowego”. Chodzi o kilka miliardów dolarów (dokładnie 6,5 mld) należności, które formalnie ciążą na Kiszyniowie, ale faktycznie chodzi o gaz dostarczany przez Rosję do nieuznawanej „republiki Naddniestrza”. Obecnie realnie rysuje się perspektywa, że gazu po prostu nie będzie. Z tego przede wszystkim powodu, iż z końcem roku wygasa rosyjsko – ukraińska umowa tranzytowa i jeśli nie zostanie przedłużona, jeśli dostawy zostaną wstrzymane, to Tyraspol zostanie bez gazu. A to oznacza katastrofę gospodarczą i polityczną dla tamtejszych władz. Mołdawscy socjaliści między innymi dlatego są prorosyjscy, bo uważają, że bez zgody Moskwy, bez zielonego światła tam zapalonego, zjednoczenie kraju nie nastąpi.

Wykop Skomentuj53
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka