85 obserwujących
342 notki
854k odsłony
2703 odsłony

Rosja gwarantem stabilności? Tak, bo ma w tym interes.

Wykop Skomentuj39

    O tym, że nie są to tylko plotki i domysły świadczą jeszcze dwie informacje. Władimir Żyrinowski, człowiek mający długi język i często informujący opinię publiczną, trochę mimochodem, o tym o czym się myśli i dyskutuje w obozie rosyjskiej władzy powiedział na początku tego tygodnia, że najwyższy czas zmienić rosyjską konstytucje, bo obowiązująca zbyt mocno, jak na jego gust „pachnie Jelcynem”. I wreszcie Wiaczesław Wołodin, speaker rosyjskiej Dumy, opublikował artykuł w którym też wezwał do reformy konstytucyjnej. W jego przypadku nie jest to nic nowego, bo jeszcze w ubiegłym roku występował z podobnymi propozycjami. Ale teraz wystąpił ponownie i zaproponował, aby niższa izba rosyjskiego parlamentu wybierała premiera. Nawet jeśli uznamy, że jest to element rywalizacji rozmaitych ośrodków w rosyjskim systemie władzy o wpływy i znaczenie, a to jest bardzo prawdopodobne, to kierunek proponowanych zmian koresponduje z tym o czym pisali dziennikarze Bloomberga na podstawie przecieków z Kremla.

    O tym, że rosyjskie władze rozważają taki albo zbliżony scenariusz sukcesji władzy świadczą, jak sądzę również ostatnie ruchy w zakresie polityki zagranicznej. Ich wspólnym celem nie jest, jak uważają niektórzy komentatorzy, jakaś nowa Jałta, ale stabilizowanie najbliższego otoczenia Federacji Rosyjskiej, po to aby spokojnie przeprowadzić manewr ze zmianą władzy. Nawet jeśli, co jest najbardziej prawdopodobne Putin przesiądzie się na stanowisko premiera, ze znacznie poszerzonymi kompetencjami, to i tak z politycznego punktu widzenia jest to trudna operacja, która nie może być realizowana jeśli ma się otwarte ogniska konfliktu blisko swych granic. Kształt rosyjskiej polityki zagranicznej w najbliższych latach ma tez ważny wymiar wewnętrzny, bo wszystkie ostatnio publikowane badania opinii publicznej potwierdzają, że skończył się tzw. konsensus krymski a obecnie Rosjanie bardziej oczekują, że władze zajmą się problemami kraju, w tym przede wszystkim gospodarką i sferą społeczną.

    Z pewnością, i to już widać gołym okiem, nie nastąpi połączenie Rosji i Białorusi w jedno państwo, na czele którego mógłby stanąć Putin. Dzisiaj, tj. 18 lipca, spotyka się on na oficjalnych rozmowach z Łukaszenką, wczorajszy dzień poświęcony był zwiedzaniu świątyń w Waałamu na Onedze, ale jedocześnie odbywało się w Petersburgu VI Forum Regionów Rosji i Białorusi. W jego trakcie potwierdzono, że stronom udało się właściwie uzgodnić „kartę drogową” przyspieszenia procesu integracji, który rozpisany ma być na szereg posunięć realizowanych do roku 2022. W kuluarach spotkania Dmitrij Krutoj, białoruski minister gospodarki powiedział dziennikarzom, że porozumienie jest bardzo bliskie, choć jest kilka kwestii spornych, które najprawdopodobniej przesądzą w trakcie rozmów w cztery oczy Putin i Łukaszenka. A inni przedstawiciele Białorusi dzielili się informacjami na czym ta integracja ma polegać. I okazuje się, że chodzi w pierwszym rzędzie o sprawy, które moglibyśmy określić mianem technicznych – zbliżenie prawodawstwa w sprawach które dotyczą obydwu państw, takich jak ruch graniczny, transport, kwestie wizowe. Nie są to kwestie mało ważne, ale jakże od ich rozwiązania daleko do wchłonięcia państwa. Deputowany do rosyjskiej Dumy, Leonid Kałasznikow, stojący na czele komisji do spraw relacji z obszarem postsowieckim i znany zwolennik polityki wielkomocarstwowej, powiedział w czasie dyskusji eksperckiej odbywającej się z okazji Forum, że „wspólne państwo Rosji i Białorusi” jest często porównywane do Unii Europejskiej, a jego zdaniem, winno być raczej zestawiane z EWG, bo rozmawia się głównie o integracji gospodarczej a on życzyłby sobie integracji politycznej. Ale mówił o tym nie jak o czymś co nastąpi w nieodległej przyszłości. Podobnie zresztą wypowiedział się o unifikacji obydwu organizmów państwowych, która jego zdaniem, nastąpi dopiero wówczas gdy jak się wyraził „zechcą tego obydwa narody”. Ale gdzie tu mowa o wchłonięciu?

    Paradoksalnie podobna politykę Rosja uprawiała będzie wobec Ukrainy. Putin właśnie podpisał kolejne rozporządzenie ułatwiające mieszkańcom Donbasu łatwiejsze uzyskiwanie rosyjskich paszportów, a rosyjskie media piszą o tym, że Medwedczuk, czyli lider sił prorosyjskich, przekonał tzw. republiki ludowe, aby te nie dążyły do secesji. Bliski doradca Zełenskiego, Sergiej Szafir powiedział, że Kijów chce rozpocząć rozmowy z Moskwą. I te rozmowy po wyborach się rozpoczną. Świadczy o tym i niedawna rozmowa telefoniczna Putina i Zełenskiego, i to, że prezydent Rosji nie oponował, a niektórzy twierdzą, że nawet się zgodził na poszerzenie tzw. formatu mińskiego o Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię oraz trwające rokowania techniczne przygotowujące wznowienie formatu. Na to nakładają się informacje na temat tego, że osiągnięto właśnie porozumienie w sprawie wymiany jeńców i aresztowanych, w tym, i ukraińskich marynarzy. Jeżeli rozmowy ruszą, a wiele na to wskazuje, że po niedzielnych wyborach, które wygra formacja Zełenskiego, tak się stanie to z pewnością nie będą one ani łatwe, ani krótkie. Ale z perspektywy Rosji liczy się to, że proces ruszy i sam fakt jego rozpoczęcia spowoduje, że społeczność międzynarodowa, a chodzi o sojuszników Ukrainy, będzie zainteresowana jego kontynuowaniem. A to już oznacza stabilizację.

    W gruncie rzeczy podobna sytuacje ma miejsce obecnie w sąsiedniej Mołdawii. Moskwie nie przeszkadza, że premier Sandu energicznie „czyści” właściwie wszystkie struktury państwowe. Nie przeszkadza również to, że poprosiła o wsparcie w ludziach w sąsiednim Bukareszcie. Nie budzi też emocji w Moskwie, to, że mołdawska premier chce aby przedstawiciele jej rządu swobodnie poruszali się po obszarze faktycznie „niepodległego” Naddniestrza, zresztą właśnie ruszają na Słowacji rozmowy w sprawie statusu i przyszłości tego quasi-państwa.

    Nawet w odległej Kirgizji Moskwa realizuje misję stabilizowania sytuacji wewnętrznej, która znacznie się zaostrzyła, kiedy urzędujący prezydent Żeenbekow postanowił wtrącić do więzienia swego poprzednika Atambajewa. Ten ostatni nie zamierzał się poddać i zabarykadował się w swojej wiosce otoczony przez zwolenników. I dość niespodziewanie, obecny prezydent Kirgizji lecąc do Szwajcarii rejsowym samolotem zahaczył o Moskwę, gdzie spotkał się z Putinem, bo miał 6 godzinne okienko. Czasu było zbyt mało aby rozmawiać o poważnych kwestiach i jak spekuluje rosyjska prasa najprawdopodobniej dialogowano o konflikcie w Kirgizji. Skąd taki wniosek? Przede wszystkim z tego powodu, że Atambajew niedługo potem zamiast przygotowywać się do obrony urządził huczny bal z tańcami.

    Rosyjska elita nie robi tego wszystkiego z tego powodu, że zmieniła swój światopogląd czy zapatrywania na rolę Rosji w świecie. Chce mieć po prostu wolną rękę i spokój dla przeprowadzenia z jej punktu widzenia znacznie ważniejszej operacji, jaką jest przygotowanie kolejnej fazy tandemokracji, ale zawsze z Putinem przy kierownicy.


Wykop Skomentuj39
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka