86 obserwujących
346 notek
876k odsłon
3745 odsłon

Strategia okrążania. O amerykańskiej polityce wobec Rosji i Chin.

Wykop Skomentuj47

Mark Esper, nowy szef Pentagonu, udzielił niedawno wywiadu stacji telewizyjnej Fox News, w trakcie którego mówił o tym jak Waszyngton ocenia zagrożenia ze strony wrogich Ameryce państw. W dłuższej perspektywie, oświadczył, w większym stopniu Stany Zjednoczone winny obawiać się wzrostu potęgi Chin zarówno gospodarczej jak i militarnej, w związku z planowanym w 2035 roku, zakończeniem modernizacji tamtejszych sił zbrojnych. Ale w najbliższej przyszłości, jego zdaniem, główny problem stanowiła będzie Rosja, która chciałaby w celach politycznych wykorzystać swój potencjał nuklearny. Świadczy o tym niedawny wypadek na atomowym poligonie w Siewierodwińsku oraz późniejsze zachowanie Moskwy. Zdaniem amerykańskiego ministra już obecnie Rosja posiada pociski z napędem nuklearnym wymierzone w cele w Europie i dlatego Stany Zjednoczone zdecydowały się na próbę z naziemnymi wyrzutniami rakiet Tomahawk, przeprowadzoną na początku tygodnia, kiedy to prezydenci Rosji i Francji snuli marzenia o Europie od Lizbony do Władywostoku. Celem tej próby, było, jak oświadczył Esper, wysłanie czytelnego sygnału do Moskwy, że Amerykanie mają nie tylko technologię ale również niezbędne zasoby i determinację aby przeciwstawić się polityce Rosji. Wydaje się, że niedawny tweet Donalda Trumpa, który napisał, że USA dysponuje technologią atomowego napędu rakietowego, i to bardziej zaawansowaną technicznie od rosyjskiej, zaliczyć trzeba do arsenału sygnałów, jakie Waszyngton wysyła Moskwie.

    Wracając do perspektyw rosnącego zagrożenia dla amerykańskiej potęgi, jakie stanowić zaczynają Chiny, to trzeba odnotować, że nie wszyscy w Stanach Zjednoczonych formułują apokaliptyczne wizje. Znany demograf Nicolas Eberstadt opublikował właśnie na łamach opiniotwórczego periodyku Foreign Affairs długi artykuł w którym udowadnia, że w perspektywie roku 2040 zagrożenie ze strony Chin zmniejszy się. Zdecydują o tym, jego zdaniem, trendy demograficzne, będące efektem fatalnej polityki „jednego dziecka w rodzinie” którą Chiny realizowały w latach 1979 – 2015. Aby zrozumieć znaczenie tego czynnika dla perspektyw rozwoju Chin, należy, zdaniem Eberstadta, poświęcić nieco uwagi odpowiedzi na pytanie jakie były główne czynniki chińskiego cudu gospodarczego ostatnich kilkudziesięciu lat. Z punktu widzenia czynników demograficznych źródło zapierającego dech chińskiego wzrostu jest oczywiste – między rokiem 1975 a 2010 wielkość chińskiej populacji pracujących uległa podwojeniu, a liczba ludności kraju nie rosła w takim tempie. Gdyby brać pod uwagę liczbę godzin pracy na jednego zatrudnionego, to wraz z odchodzeniem od komunizmu i wkraczaniem w epokę „dzikiego kapitalizmu” ten wskaźnik dynamicznie wzrósł, dodatkowo zwiększając siłę tego efektu. Polityka gospodarcza tylko umożliwiła wyzwolenie tego gigantycznego potencjału wzrostu związanego z dążeniami relatywnie młodego chińskiego społeczeństwa aby żyć lepiej. Ale teraz trend ulega znaczącemu, zdaniem Eberstadta, odwróceniu. Otóż Chiny już tracą siłę roboczą, a w perspektywie najbliższych 15 lat liczba rąk do pracy w Państwie Środka ulegnie zmniejszeniu o 100 mln osób. Będziemy mieli też do czynienia z gwałtownym starzeniem się chińskiego społeczeństwa – liczba ludzi mających powyżej 65 roku życia wzrośnie w Chinach z obecnych 135 mln do ponad 325 mln. Zmienią się preferencje społeczne, zmniejszy się też wydolność całego organizmu gospodarczego. Niektórych społecznych skutków tego co może się wydarzyć nie sposób przewidzieć. Według oficjalnych danych tzw. wskaźnik rozrodczości wynosi obecnie 1,6 dziecka na statystyczna chińską rodzinę. Niektórzy chińscy eksperci są zdania, że jest on zawyżony i bliższy prawdy byłby poziom 1,4. A trzeba pamiętać, że aby następowała prosta zastępowalność pokoleń wskaźnik ten winien wynosić minimum 2,1. Nie sposób też przewidzieć jak na demograficzną, a przez to gospodarczą perspektywę Chin, wpłynie znaczna nadreprezentacja w populacji mężczyzn, którzy obecnie mają znaczące problemy w znalezieniu swoich partnerek życiowych.

    Zupełnie inaczej wygląda demograficzna perspektywa Indii, które dzisiaj urastają do rangi najbardziej pożądanego w Azji przez USA sojusznika, ale również takich krajów jak Indonezja czy Filipiny, które wg. szacunków amerykańskich demografów zamieszkiwało będzie za 15 lat 325 mln ludzi.

    O Rosji, w tym kontekście nie ma nawet co wspominać, bo jej demograficzne perspektywy są wręcz czarne. Kwestionowane przez wielu oficjalne dane i szacunki mówią, że w roku 2040, w najbardziej optymistycznym wariancie Rosję zamieszkiwało będzie z grubsza licząc tyle osób co obecnie. Ale wątpliwy jest sam punkt wyjścia, bo niezależni rosyjscy analitycy, sądzą, że władze nawet dziesięciokrotnie zaniżają informacje na temat emigracji ludzi młodych z kraju. Nietrudno wyobrazić sobie jaki to może mieć wpływ na rosyjską demografię najbliższego dwudziestolecia.

Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka