101 obserwujących
363 notki
1034k odsłony
6075 odsłon

Rosyjska gra na Bliskim Wschodzie i konsekwencje dla Polski.

Wykop Skomentuj84

W tym kontekście trzeba zapytać o miejsce Turcji w tej układance. Z pewnością Rosja jest zadowolona z konfliktu Ankara – reszta NATO, bo to znacznie osłabia południową flankę Paktu. Ale w planie gospodarczym dążenie Turcji do tego aby stać się regionalnym hubem naftowym i przy okazji zjednoczyć w planie gospodarczym i politycznym państwa języka tureckiego, jest sprzeczne z długofalowymi interesami Rosji i już wywoływało i będzie wywoływać napięcia. Było to już widoczne w trakcie niedawnego spotkania państw tzw. Unii Euroazjatyckiej w Erywaniu. Od pewnego czasu Moskwa orędowała za tym aby Iran stał się kolejnym członkiem tej platformy integracyjnej, ale w trakcie szczytu w armeńskiej stolicy okazało się, że jest temu przeciwny Kazachstan, który obawia się, że tego rodzaju porozumienie z państwem objętym sankcjami wystawi na szwank jego sektor naftowy. Dodatkowo pojawiła się kontestowana przez Moskwę idea budowy rurociągu po dnie Morza Kaspijskiego łączącego Kazachstan i Azerbejdżan a dalej biegnącego do Turcji. W perspektywie miałby też powstać gazociąg do Turkmenistanu, co dawałoby Turcji, ale i państwom importującym gaz dostęp do alternatywnych wobec rosyjskich dostaw surowców energetycznych. Skutki, jakie może to przynieść Rosji wyraźnie widać na przykładzie tureckiej polityki dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia w surowce energetyczne, którą Ankara konsekwentnie realizuje od kilku lat. Od 2016 roku Turcja uruchomiła dwa terminale do przyjmowania gazu LNG, co w efekcie spowodowało, że jej konsumpcja paliwa z tego źródła wzrosła z poziomu 21 % w 2017 do 33 % rok później, a uzależnienie od importu z Rosji spadło z ponad 55 % do 33 %. Mimo, że Rosjanie budują South Stream Turcja chce kupować gaz z Kazachstanu i z Turkmenistanu, planują również zainstalowanie w najbliższej przyszłości kliku pływających instalacji do przyjmowania transportów LNG. Jeśli w tym roku Gazprom raportuje o spadku wielkości sprzedaży w Europie, to odpowiada za to przede wszystkim Turcja. Ale nie chodzi wyłącznie o rosyjski gaz i ropę naftową. Na odbywającym się w tym tygodniu w Baku forum organizacji narodów języka tureckiego poinformowano o wstąpieniu do tej organizacji ostatniego dużego kraju pozostającego do tej pory poza jej strukturami, czyli Uzbekistanu. Cała organizacja ma plany nie tylko kulturalne, choć i te są dla Rosji niezwykle istotne, a można nawet powiedzieć, że boleśnie istotne, bo np. w Kirgistanie zaczęto ostatnio mówić o odejściu od cyrylicy, co Rosjanie odczytują nie tylko jako bolesne uderzenie w ich dumę narodową ale realne ograniczenie możliwości działania. Integracja państw regionu Azji Środkowej wokół Turcji postrzegana jest przez Rosję jako konkurencja, zarówno w planie wojskowym, bo umożliwia penetrację Stanów Zjednoczonych, jak i o wiele groźniejszą – polityczną i gospodarczą. Dwa przykłady z ostatnich dni. Białoruś szukająca alternatywnych wobec rosyjskich źródeł zaopatrzenia w ropę naftową poinformowała w ostatnich dniach, czym najwyraźniej zaskoczyła ministra Novaka, odpowiadającego w Rosji za eksport ropy, że ma zamiar już od 1 stycznia zawrzeć kontrakt z Kazachstanem na import 3,5 mln ton ropy. Przypomnijmy, że planowane podpisanie umowy integracyjnej, do którego ma dojść na początku grudnia, zawiera zapisy o jednolitym rosyjsko – białoruskim rynku ropy naftowej i gazu ziemnego. Ostatnio białoruski minister spraw zagranicznych powiedział w wywiadzie dla rosyjskiej gazety ekonomicznej RBC, że podpisanie porozumienia wcale nie jest przesądzone. Inny spór między Rosją a Kazachstanem dotyczy ograniczeń, jakie wprowadziły rosyjskie koleje na transport kazachskiego węgla na Ukrainę. W tym przypadku chodzi nie tylko o presję na Kijów, ale też o utrzymanie spokoju w potencjalnie wybuchowych syberyjskich zagłębiach węglowych, takich jak Kuzbas.

Turcja prowadząc asertywną politykę w Syrii i rozbudowując swe wpływy zarówno na Bałkanach jak i na Kaukazie i w Azji Środkowej jest dla Rosji ważnym partnerem, z którego interesami trzeba się liczyć. W dłuższej perspektywie państwa europejskie również będą musiały przyjąć do wiadomości, że Ankara inaczej definiuje swe interesy i inaczej ocenia zagrożenia dla swego bezpieczeństwa. Warto pamiętać, że turecką operację skierowaną przeciw Kurdom, poparły wszystkie siły w tureckim parlamencie, również opozycyjne (nie licząc przedstawicieli Kurdów). A to wszystko oznacza, że prędzej czy później zarówno Stany Zjednoczone, jak i Europa, pogodzi się z realiami, tak jak niechętnie, ale przymyka oczy na to co robią Saudowie. Sytuacja w regionie będzie się komplikowała. Dojdą do tego niezwykle istotne kwestie związane z odbudową Syrii, a o jakich pieniądzach jest mowa, można zrozumieć na podstawie tureckich wyliczeń ile będzie kosztowała odbudowa infrastruktury zarówno mieszkaniowej jak i publicznej w tworzonej właśnie przez Turcję 30 kilometrowej strefie buforowej. Przedstawione przez tureckich reprezentantów w trakcie ostatniej sesji plenarnej ONZ propozycje mówią o 75 mld dolarów. Ani Rosja, ani Turcja, ani tym bardziej Iran nie mają zasobów na zaangażowanie w takiej skali.

Wszystko to oznacza, że przez najbliższe lata uwaga Moskwy koncentrowała się będzie na odległym od Polski regionie. To zła wiadomość dla Ukrainy, bo Krym jest kluczem do obecności Rosji nad Morzem Czarnym, a Morze Czarne kluczem do Bliskiego Wschodu, ale dla nas ta wiadomość nie brzmi najgorzej. Zresztą tacy rosyjscy politolodzy i eksperci ds. międzynarodowych jak Dmitrij Trenin, uważają że Donbas jest końcem epoki zainteresowania Moskwy umownym kierunkiem „na zachód”, a Krym i Syria oznaczają nowy wieloletni obszar strategicznej penetracji – na Bliski Wschód.


Wykop Skomentuj84
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka