85 obserwujących
346 notek
877k odsłon
2048 odsłon

Rosja jako „mały szeryf”.

Wykop Skomentuj25

10 października w Kongo miała miejsce katastrofa samolotu An-72. Jak informował Reuters na jego pokładzie, a samolot był jedną z maszyn „obstawy” prezydenta Kongo Félixa Tshisekedi znajdowało się 8 osób. Niedługo potem rosyjska ambasada w tym kraju poinformowało o śmierci w tej katastrofie lotniczej dwóch swoich obywateli. Najprawdopodobniej wchodzili oni w skład ochrony prezydenckiej, a z pewnością należeli do kontyngentu wojskowego, który Moskwa wysłała do Kongo w maju bieżącego roku.

    Jednak komunikat rosyjskiej ambasady sprowokował tylko więcej pytań. W Moskwie zaczęto zastanawiać się, kto jeszcze znajdował się na pokładzie samolotu i dlaczego tak szybko rosyjska ambasada, jednak znajdująca się w pewnym oddaleniu od miejsca katastrofy, zidentyfikowała dwóch swych obywateli. Wkrótce potem pojawiły się pogłoski, że jedną z nieujawnionych ofiar mógł być Jewgienij Prigożin, słynny „kucharz Putina” i patron, założyciel i współwłaściciel Grupy Wagnera. Asumpt do tego rodzaju spekulacji dały nieoficjalne wiadomości z grona jego współpracowników o tym, że od kilkunastu dni nie mają oni ze swym szefem żadnego kontaktu, co wcześniej się nie zdarzało. A wiadomo było, że przedsiębiorca przebywał „w interesach” w Afryce. Jeszcze więcej wątpliwości pojawiło się po tym jak ujawniono video z katastrofy. Na filmie widać, że samolot wylądował „na brzuchu”, ale nie ma żadnego pożaru, żadnych oznak pozwalających poważnie sądzić, że w wypadku ktoś może zginąć. Tak zatem, okoliczności śmierci w Kongo dwóch Rosjan są dość tajemnicze, a przynajmniej niejasne.

    Jeśli już jesteśmy przy osobie Jewgenija Prigożina, którego los pozostaje nadal nieznany, to warto zwrócić uwagę na inne wydarzenie. Otóż kilka dni później, a dokładnie 15 października, w białoruskim Mińsku zatrzymano obywatelkę Federacji Rosyjskiej Annę Bogaczewą. Początkowo rzeczniczka prezydenta Białorusi kwestionowała fakt, ale wkrótce odniósł się do niego sam Łukaszenka mówiąc, że zwolniona już Rosjanka znajdowała się na liście osób objętych amerykańskimi sankcjami, w związku z tym, zgodnie z procedurami właściwe służby musiały ją zatrzymać. Już tego rodzaju wyjaśnienia uznane zostały za sensację, bo po raz pierwszy Białoruś podjęła jakiekolwiek kroki w związku z amerykańskimi postulatami, co uznane zostało za istotny symbol i być może sygnał wysłany z Mińska do Moskwy. Zrobiło się jeszcze ciekawiej, kiedy rosyjskie media ujawniły, że Bogaczewa to nie kto inny jak Anna Trigga, jedna z osób tworzących organizację Rosyjski Obraz oraz wydającą popularny w latach 2003 – 2009 periodyk pod tą sama nazwą. Warto dodać, że zarówno sama organizacja (z którą związana była też aresztowana w Stanach Zjednoczonych pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji Maria Butina), jak i wydawany przez nią periodyk były ostro nacjonalistyczne i najprawdopodobniej kontrolowane przez rosyjskie służby specjalne. Bogaczewa wkrótce po formalnej likwidacji organizacji znalazła się w założonej przez Prigożina fabryce trolli Olgino i w związku z tą działalnością trafiła na amerykańską czarną listę. Ale na Białorusi zastanawiają się w jakim celu rosyjska specjalistka od dezinformacji pojawiła się w Mińsku, zwłaszcza, że z dostępnych informacji wynika, iż wcześniej organizowała tu „szkolenia młodzieży”. O tym, że wbrew rozpowszechnianym informacjom jakoby jej przyjazd miał charakter turystyczny a nie związany z jej aktywnością w „fabryce trolli”, zdaniem cytowanych przez niezależne białoruskie portale internetowe ekspertów świadczy zarówno szybka i ostra reakcja rosyjskiej ambasady, jak i sam fakt podjęcia przez białoruskie służby działań. Przypominają oni, w tym kontekście, że w gronie ponad 550 zarejestrowanych kandydatów w nadchodzących wyborach parlamentarnych, mimo wcale licznej reprezentacji aktywistów opozycji, trudno, poza kilkoma wyjątkami dopatrzeć się zwolenników opcji prorosyjskiej. Łukaszenka tradycyjnie dba o to, aby żadne ruchy społeczne opowiadające się za „rosyjskim kierunkiem” nie pojawiły się u niego w kraju.

    Zaangażowanie Jewgienija Prigożina w krajach afrykańskich, szerzej opisywane przeze mnie i w mediach w związku z tajemniczym zabójstwem w Republice Środkowoafrykańskiej dwóch dziennikarzy nie jest kwestią przypadku. Przede wszystkim z tego powodu, że Rosja chce eksportować jak to określają rosyjscy eksperci „bezpieczeństwo” oraz technologie sprawowania władzy. W związku ze zorganizowanym w Soczi szczytem Rosja – Afryka, na który, co trzeba podkreślić i uznać za sukces rosyjskiej dyplomacji przybyło 54 głowy państw afrykańskich, Klub Wałdajski opublikował (http://ru.valdaiclub.com/files/30230/) specjalny raport na temat rosyjskich interesów na kontynencie oraz obszarów rosyjskich „przewag konkurencyjnych”. Warto zwrócić na to uwagę, bo obrazuje szerszy, stosowany również na Bliskim Wschodzie rosyjski modus operandi. Otóż Rosja planuje prócz tradycyjnych obszarów współpracy „wejście na rynek usług w zakresie bezpieczeństwa na kontynencie, organizowania osobistej ochrony wysoko postawionych osób, szkolenie lokalnych struktur siłowych, usługi w sferze cyber bezpieczeństwa”. Równie dobre perspektywy rysują się, zdaniem ekspertów Wałdaja, w obliczu możliwości „wykorzystania kanału polit-technologicznego: uczestnictwo Rosjan w prowadzeniu kampanii wyborczych oraz przygotowaniu kampanii wizerunkowych”. Moskwa chce również wykorzystać swoje wspólnoty muzułmańskie doprowadzając do ożywienia ich kontaktów ze współwyznawcami na kontynencie a także ożywić kontakty religijne. W tym ostatnim wypadku chodzi najprawdopodobniej o Etiopię, kraj, którego znaczenie, w związku z dynamicznym rozwojem gospodarczym i demograficznym, będzie w najbliższych latach rosło. Na marginesie warto zwrócić uwagę na fakt, o którym właśnie co informują rosyjskie agencje prasowe. Otóż Moskwa wysłała, w związku z porozumieniem Putin-Erdogan nowy liczący 400 osób, kontyngent żandarmerii wojskowej, której celem ma być patrolowanie strefy buforowej w północnej Syrii. Wszyscy żołnierze rekrutują się z Czeczenii. Zaś w czasie niedawnej wizyty rosyjskiego prezydenta w Arabii Saudyjskiej u boku Putina można było zauważyć Kadyrowa. Wydaje się, że to wyjaśnia jeden z istotnych powodów miejsca, które w rosyjskiej hierarchii zajmuje prezydent Czeczenii.

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka