No i stało się! A raczej się dzieje – można wreszcie odetchnąć. Ziemia oddycha i zaczyna ziemią pachnieć, a nie jakimś śniegiem, czy inną zmarzliną!
Tu i ówdzie i tam i gdzie-indziej też, karnie w szeregach i luzem, jak w wojsku na komendę, cebulki i kłącza kwiatów i roślin przystrajają się w zielone piórka.
U mnie na przykład na trawniku, z tyłu, za domem, śnieżnobiałe (jak ja mam dość wszystkiego, co nosi w sobie cokolwiek ze śniegiem, lodem i zimnem w nazwie) przebiśniegi – zaskoczenie!
Nawet Alina nie wie skąd się tam wzięły i co robią w połowie kwietnia.
Ziemia oddycha i ja oddycham powietrzem porannym z trzynastoma kreskami na plusie: w słońcu na termometrze przy samym oknie nawet – nie do wiary! 30 kresek.
I na ten stan rzeczy się cieszę razem z ptactwem, które aż trudno zliczyć i wymienić wszystkie gatunki; nie sposób, a co dopiero po odgłosach, trelach, świergocie, gwizdach i śpiewach rozpoznać.
Kosy, wilgi, szpaki, sikorki, wróble, sroki i sójki i orzechówki do szpaków mocno podobne; jemiołuszki, dziwonie, dzwońce, kulczyki tak trudno odgadnąć, które są jakie, i szczygły i makolągwy, czeczotki i zięby – a potrzosy i mazurki do wróbli podobne i dzięcioły, jastrzębie i myszołowy, i biegusy na wiosennych występach – przylecą na dłużej w połowie czerwca. I wiele innych, w niskich trawach, krzakach, w powietrzu na niebie i na drzewach…
Sporo tego, i serce i rozum radują się na ten stan posiadania. I proszę mi wierzyć na słowo – wszystko to w pakiecie przyrody z widokiem w bonusie za darmo.
Wpierw otwieram oczy, a potem zaraz okno i rozkoszuję się widokiem słońca przedzierającego się przez zawiesiny mgły i rosy unoszących się nad doliną. Mieszkam na lekkim wzniesieniu w domu opartym o ścianę lasu przy polnej drodze.
Bywałem w wielu miejscach i zapewniam – nigdzie tak pięknie nie jest, a zwłaszcza wiosną i wczesnym latem, jesienią. Zima, tfu na psa urok, też ma swoje uroki, ale dobrze, że na dobre poszła już sobie, że wreszcie spłynęła rzekami do morza.
A pomyśleć, że zaledwie kilka dni temu było jeszcze tak, brrr





Komentarze
Pokaż komentarze