Niektórzy porównują go do drzwi obrotowych, inni używają mniej wyrafinowanego języka.
Według mnie Waldemar Pawlak, z miną szachisty, jest doskonałym graczem, który w ciągu 20 lat ograł wszystkich i wszystko. To, co publikuje dziś Dziennik na temat Pawlaka, jego powiązań rodzinno-biznesowych, fundacji, na której czele stoi jego matka, konkubiny, na którą przepisał mieszkanie (wcześniej rodzicom podarował dom), było wiadome od dawna.
Gdy dziennikarze pytali premiera Tuska czy kontroluje jeszcze poczynania wicepremiera Pawlaka w Ministerstwie Gospodarki odpowiedział: "Ja nie jestem od tego, żeby kontrolować mojego koalicjanta, ja stawiam pewne wymagania. One także dotyczą domniemanego nepotyzmu" .
Podkreślił też, że wymaga od koalicyjnego PSL, by przestrzegało "pewnych standardów", "aby nie było rodzinnych interesów w polityce”.
Co na to sam zainteresowany? Wreszcie się zdenerwował i nagonkę na własną osobę, jego liczną rodzinę i znajomych porównał do... antysemickiej kampanii z 1968 roku. "Nie ma żadnego nepotyzmu. Jeśli mamy tak to roztrząsać, to jeszcze niedawno bliźniacy zajmowali stanowiska prezydenta i premiera" .
Pamiętamy, jak zachował się PiS, gdy koalicjant wyszedł „poza standardy”
Premierze Tusku! Czy będziesz miał tyle samo uczciwości i odwagi?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)