Radosław Sikorski, szef MSZ, właściciel licencjatu z Pembroke College w Oksfordzie, nie miał szans na fotel szefa NATO, zresztą informował media wszelakie, że kandydować nie zamierza. I w tej jednej wiadomości są właściwie dwie: dobra dla NATO, zła dla Polski, bo R. Sikorski kiepskim dyplomatą jest.
Wielokroć już przekonaliśmy się, że nie potrafi powściągnąć swych emocji, co używając kolokwializmu znaczy, że „chlapie językiem”. Przydarzyło mu się to wiele razy, że wspomnę tylko o dożynaniu watah, groźbie skierowanej do pasztuńskich przywódców, fatalny błąd na konferencji prasowej po spotkaniu z Ławrowem czy megalomański i ignorancki plan, który miał być postrachem dla Łukaszenki, a naraził tylko Polaków na Białorusi.
Dzisiaj mamy wpadkę kolejną.
Sikorski ujawnił instrukcję, jaka została przekazana prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu przed szczytem NATO, na którym miało dojść do wyboru nowego szefa Sojuszu. Nosi tytuł: "Wariantowe uzupełnienie do sugestii dla pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwestii wyboru nowego Sekretarza Generalnego NATO na forum szczytu w Strasburgu/Kehl” (już sam tytuł godny pożałowania!), a adresatem jest Kazimierz Kuberski - zastępca Dyrektora Biura Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezydenta RP.
Trzy strony maszynopisu, choć niektórzy mówią, że dwie, którymi machał przed oczami dziennikarzom z TVN24, nie mają żadnego poświadczenia odbioru. Adresatem ich jest Kazimierz Kuberski - zastępca Dyrektora Biura Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezydenta RP.
Na dokumencie widnieje data 2 kwietnia, a kandydatura premiera Danii, Rasmussena została zgłoszona na szczycie 3 kwietnia. Kolejna więc manipulacja, mająca na celu zdyskredytowanie prezydenta RP, bo kandydatura Rassmussena była i tak przesądzona.
Cała ta sprawa, która spowodowała wrzenie mediów na kilka dni, dowodzi kolejnej słabości PO i jego polityki zagranicznej, który przyzwyczajony do rządzenia poprzez instrukcje, jest jej konsekwentnym kontynuatorem.
W dokumencie, mającym formę pobożnego życzenia, czytamy:
"(...) Niezbędne byłoby zapewnienia sobie poparcia w postaci krótkiego wystąpienia szefa polskiej delegacji, które jednak nie miałoby postaci blokowania kandydatury Rasmussena, ale sprowadzało się do wyrażenia niezadowolenia, przeciągnięcia sprawy w czasie (choć nie na długo) i wymuszenia rozmów z nami, w których moglibyśmy otrzymać jakieś zadośćuczynienie, jeśli mielibyśmy odstąpić od naszej kandydatury".
Radosław Sikorski liczył więc do ostatniej chwili na stanowisko choć wiceszefa, tłumacząc dziennikarzom , że rząd chciał osiągnąć "wejście do gry" – podobnie jak Turcji, która przeciągając negocjacje, dostała stanowisko wiceszefa NATO, a Paweł Graś powiedział dziś: „Nie trzeba było zgłaszać Radosława Sikorskiego oficjalnie. Jeśli chodzi o ministra Sikorskiego, została zgłoszona przez Polskę tzw. gotowość, co dawało nam większe i szersze pole manewru”. Kompletna paranoja!
Wyobrażam sobie, jakich argumentów użyłby rząd PO, gdyby Kaczyński zawetował kandydaturę Rasmussena. Wtedy pewnie nie znalazłaby się żadna instrukcja, a prezydent zostałby okrzyknięty głównym destruktorem polskiej polityki.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)