Mirosław M. Krupiński, wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, internowany w stanie wojennym, więziony był w Łęczycy w latach 1982-82 razem z Władysławem Frasyniukiem. W swej publikacji, zatytułowanej Zaułki zbrodni (2005 r.) wyjaśnia tak późne opublikowanie swoich wspomnień i ujawnienie faktów:
(…) w czasie kiedy interesy „Solidarności „ jako całości były dla mnie pierwszoplanowe, tego aspektu „solidarności więziennej” nie poruszałem, aby obrazu „S” nie psuć. Teraz w roku 2001, zaczynają docierać do mnie, układające się w całość dalsze fragmenty politycznej prostytucji, których dalej maskować powodów nie mam. (…)
„Gdzieś na przełomie lat 82/83 przywieziono do Łęczycy Władysława Frasyniuka. Przez kilka dni trzymano go oddzielnie, a następnie „dokwaterowano” do nas. Było nas już wtedy ponad dziesięciu i od czasu do czasu zmieniano nam strategicznie cele. Po jednej z takich roszad znalazłem się sam na sam z Frasyniukiem w małej celi z czteroma pryczami. Zastanawiałem się nad celem takiej rozrzutności metrażowej – cele były zwykle przepełnione, tutaj, pomimo dwóch pustych prycz nie dokwaterowano nam nawet wtyczki ( byli tacy). Najmniej machiawelicznym wytłumaczeniem mogło być, że cela miała dobry podsłuch i chciano posłuchać naszych rozmów. Rozbawiony pomyślałem, że słuchających spotka raczej zwód, bo Frasyniuka za tytana intelektu raczej nie uważam, – zatem szans na ekstrawertyczne dyskusje z mojej strony nie było. W jakimś jednak stopniu się pomyliłem – Władek miał dziwnie wiele do powiedzenia. Nie mówił wprawdzie własnym językiem tylko cytatami z Michnika, Kuronia & Co, ale mówił zadziwiająco wiele, zadziwiająco płynnie. Wręcz recytował.
Nie było w tym „prawie monologu”, nic o „Solidarności”, członkach KK , której obaj byliśmy, ani o sytuacji Polski, której wykładnikiem była nasza obecność w Łęczycy. Było natomiast wiele o strategii dojścia do władzy i o władzy tej przyszłym składzie. A ów referowany skład był z grubsza, taki jak to dziś bym określił pomagdalenkowy - czyli Frasyniuka idole, Frasyniuk i ci, co z nimi trzymać będą.
( …) Do tej pory nie jestem pewien, co było powodem tej wylewności. (…) Może inspiracja Kiszczaka, & Co, którzy mogli uważać mnie za kandydata przyszłego magdalenkowca? Może wreszcie frasyniukowe mniemanie, że nikt okazji przyłączenia się do przyszłej władzy się nie oprze i będzie o jej względy czynem i lojalnością zabiegał? Najbardziej dziś prawdopodobna wydaje mi się mieszanina wszystkich trzech powodów, – bo przecież ktoś musiał nam to tet a’ tet w pół pustej celi zorganizować, a mój +wykładowca teorii dorwania się do przyszłej władzy+ mówił otwarcie, jak do swojego. A Ja go nieszczęsny zbyłem, jak głupiego dzieciaka i wyśmiałem (nie zwracając nawet uwagi na spodziewany podsłuch i Frasyniuka własne walory intelektualne , wywołując najpierw zdziwienie i konsternację, następnie wyraźną wrogość. Musiał jakiś plan w stosunku do mnie się wtedy rypnąć. …Czyj?
Była jeszcze później jakaś próba z jego strony podsunięcia mi do podpisania deklaracji, że uważam TKK (Tajna Komisja Krajowa, przyp. LS) za jedyną siłę przewodnią i reprezentację „Solidarności” i społeczeństwa, a kiedy i to wyśmiałem, zostaliśmy wrogami, bo ja go po prostu lekceważyłem. Lekceważyłem niesłusznie – jak dowiodła późniejsza Magdalenka, której prescenariusz było mi dane wysłuchać w cztery oczy od Władysława Frasyniuka w więzieniu w Łęczycy na początku roku 1983.
Przytaczam tę publikacje, ponieważ wczoraj w TVN24 W.Frasyniuk, były szef Unii Wolności i Partii Demokratycznej, nawoływał do wyjścia na ulicę. Apel skierował głównie do młodych Polaków, którzy wraz z nim mają zaprotestować przeciwko „IPN, lustracji i instrukcjach obsługi prezydenta”. „Dość tego szmatławstwa” – krzyczy ten „intelektualista” i „Dość kompromitowania Polski”.
Tak więc rozpoczęła się krytyka wczorajszej uroczystości uhonorowania przez prezydenta historyków z IPN. Najpierw Ewa Milewicz z GW, która chce oddać, przyznany Jej w 2006 r. za wpomaganie strajku w stoczni gdańskiej, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, teraz odezwa Frasyniuka.
E.Milewicz pisze: Bez Lecha Wałęsy, jego odwagi, niekonwencjonalności, bez jego bezkompromisowości, umiejętności postawienia się władzy stanu wojennego nie byłoby III RP. Nie byłoby 1989 r., Pana prezydentury, mojej "Gazety Wyborczej".
To oczywiście wszystko prawda, ale P. Milewicz zdaje się nie zauważać sedna problemu. Podobnie W.Frasyniuk, który nie stara się w IPN o świadectwo pokrzywdzonego i nie interesuje go, co SB o nim pisała.
Zapowiada się nam gorąca wiosna. Po wczorajszej demonstracji w obronie IPN kolejna, alternatywna. Razem zapewne z Wojewódzkim i Figurskim na ulicę wyjdą wszystkie dzieci TW, TVN i Gazety Wyborczej. Ze strachu przed lustracją. Pod przywództwem „intelektualnego guru” – Frasyniuka


Komentarze
Pokaż komentarze (20)